Krzysztof Zimnoch: Hejterzy mnie nakręcają

2017-09-07 4:00 Mateusz Fudala

W sobotę na stadionie MOSiR w Radomiu Krzysztof Zimnoch (34 l., 22-1-1, 15 k.o.) zmierzy się z Amerykaninem Joeyem Abellem (36 l., 33-9, 31 k.o.), byłym rywalem Tysona Fury'ego i Chrisa Arreoli. - Codziennie żyję nadzieją, że dostanę walkę o mistrzostwo świata. Mojego podejścia nie zmienią internetowi hejterzy - mówi nam pięściarz urodzony w Białymstoku.

"Super Express": - W jakiej jesteś formie?

Krzysztof Zimnoch: - Czuję, że w dobrej. W sobotę kibice zobaczą najlepszego Zimnocha w karierze.

- "Jest duży i ma czym przyłożyć" - powiedział po walce z Abellem Tyson Fury, który wygrał z nim w 2014 r. przez t.k.o. w 4. rundzie.

- Skoro tak twierdzi, to pewnie jest coś na rzeczy. Analizowałem styl rywala i jestem gotowy na wszystko. Abell to mańkut, a z takimi rywalami mi się dobrze boksuje. Kluczem do zwycięstwa z leworęcznym rywalem jest odpowiednie poruszanie się w ringu.

- Walczysz teraz z mańkutem, bo w grudniu zmierzysz się z Arturem Szpilką, który również jest leworęczny?

- Było coś na rzeczy w temacie walki ze Szpilką, ale zanim Artur nie przegrał z Adamem Kownackim. Teraz nie wiem, jak wygląda sytuacja i szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Mam plany do 9 września, nawet nie wiem, jak będzie wyglądała niedziela po walce, bo liczy się dla mnie tylko Abell.

- Walczyłeś w kopalni soli, amfiteatrze i hotelu. Stadion piłkarski będzie najbardziej nietypowym miejscem, w którym walczyłeś?

- Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, czy to jest wielka sala, podwórko czy festyn. Ring jest wszędzie taki sam, są cztery narożniki, dwóch zawodników i sędzia.

- Ron Lyke, trener twojego rywala odważnie mówi, że przyjadą do Polski po wygraną przez nokaut.

- Jestem przyzwyczajony do tego, że moi rywale dużo mówią przed walką i spływa to po mnie. Ring wszystko zweryfikuje. Po to ciężko trenuję, żeby zostać mistrzem świata. To moje marzenie, codziennie żyję nadzieją, że dostanę walkę o tytuł. Myślę, że walki z najlepszymi są tuż-tuż.

- Hejterzy mają niezłą pożywkę za każdym razem, gdy mówisz o marzeniach o tytule.

- Miałem 17 lat, gdy zacząłem trenować boks, a po 3 miesiącach trener chciał mnie zabrać na mistrzostwa Polski juniorów. Pochwaliłem się kolegom w moich rodzinnych Chodorach, ale ci popatrzyli na mnie, jakbym postradał zmysły. Zdobyłem tam brązowy medal, a rok później zdobyłem złoto, wygrywając wszystkie walki przed czasem. Zawsze byłem uparty, dążę do celu i nic mnie nie zatrzyma, a nieprzychylne komentarze, jak widzisz, były praktycznie, odkąd zacząłem boksować. Hejterzy dodają mi skrzydeł i motywują do ciężkiej roboty.

Szpilka ostro do Kownackiego: Zamknij piz**

Promotor uspokaja: Szpilka nie pójdzie do KSW

Legendarny bokser przyleci do Polski

Najnowsze