Zawieszona kolarka oskarża szefa: Kazał mi się rozbierać i wysyłać ZDJĘCIA, bo jestem GRUBA

2020-06-24 10:51 JWa
Marion Sicot
Autor: Instagram / marion.sicot Marion Sicot

W testach dopingowych okazało się, że wspomagała się zabronionymi środkami. W jej organizmie wykryto zakazane EPO. Jak sama przyznała, akceptuje karę, ale zaapelowała o łagodny jej wymiar. Z relacji Marion Sicot wynika, że do przyjmowania dopingu namawiał ją szef zespołu Doltcini-Van Eycka. Dyrektor jednocześnie miał zarzucać 28-latce nadwagę i zmuszać ją do wysyłania zdjęć w negliżu.

Marion Sicot wpadła na używaniu dopingu. W rozmowie ze Stade 2, francuska kolarka przekazała informację na temat tego, jak doszło do wspomagania się EPO. - Zasługuję na karę, ale chciałabym, żeby była ona lekka ze względu na okoliczności związane z dyrektorem sportowym ekipy Doltcini-Van Eyck. To nie była prawdziwa Marion, która to robiła - przekazała dziennikarzowi 28-latka. O co właściwie chodzi? Zdaniem Sicot w zespole dochodziło do molestowania i nadużyć. Ona sama miała paść ofiarą dwuznacznego zachowania dyrektora Marca Bracke. W wywiadzie opowiadała o szczegółach.

Maja Włoszczowska BOI SIĘ jeździć na rowerze. Wszystko przez paskudne zachowania

Marion Sicot pokazała dziennikarzowi wiadomości tekstowe, jakie wymieniała z dyrektorem. Bracke prosił ją m.in. o rozbieranie się do zdjęć w bikini, a następnie chciał otrzymywać ujęcia od przodu i tyłu, tłumacząc, że troszczy się o wagę kolarki. Nowe fotografie miały do niego docierać co poniedziałek, a sportsmenka słuchała go, bo rzekomo groził jej, że nie otrzyma miejsca w zespole na ważne wyścigi. - Powiedział mi, że usunął później te zdjęcia, ale przecież nie mogę mieć pewności - skomentowała Sicot.

SZOK! Medalista ważnych imprez chodził NAGO po ulicy i strzelał ze strzelby. Zatrzymali go ANTYTERRORYŚCI

Super Sport 22 VI

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Sam zespół Doltcini-Van Eyck stanowczo zaprzeczył, że dochodziło do nadużyć, ale wcale nie zanegowano otrzymywania zdjęć przez dyrektora. "Mamy prawo oczekiwać od zawodników profesjonalizmu, a jeśli wracasz po zimie z nadwagą, to musisz liczyć się z pewnymi konsekwencjami, szczególnie jeśli specjalizujesz się w podjazdach. Dyrektor Marc Bracke popełnił błąd, prosząc o zdjęcia, aby śledzić postępy wagowe. To jednak normalna praktyka, co potwierdzą inni, którzy jeżdżą na rowerach. Marion Sicot zdjęcia przesyłała rzadziej niż mówiła. Nigdy na to też nie narzekała i nie skarżyła się nikomu w ekipie. Gdyby choć raz powiedziała, że czuje się niekomfortowo, to więcej by się to nie powtórzyło" - napisano.

Czytaj Super Express bez wychodzenia z domu. Kup bezpiecznie Super Express KLIKNIJ tutaj

Najnowsze