Limanovia na co dzień występuje w III lidze, najlepsi jej piłkarze zarabiają najwyżej 2 tysiące złotych i jak tylko mogą dorabiają do pensji. Bramkarz Krzysztof Pyskaty rozwozi wędliny po sklepach, inni z kolei pakują mięso w masarni sponsora klubu, Zbigniewa Szubryta.
Przeczytaj koniecznie: Siatkówka plażowa. Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel zagrają w Londynie
Niedoceniani gracze Limanovii nie przestraszyli się jednak zarabiających fortunę gwiazd Wisły i w pierwszej połowie meczu sprawili im duże problemy. Wprawdzie po golu Michaela Lameya mistrz Polski prowadził 1:0, ale w 43. minucie sensację sprawił Artur Skiba, który potężnym strzałem z rzutu wolnego pokonał Milana Jovanicia. W drugiej połowie górale z Limanowej grali bardzo ambitnie, ale to Wisła strzeliła gola (Lamey), który dał jej awans do ćwierćfinału.
- W pierwszej połowie tak się nabiegaliśmy za piłką, że w drugiej połowie opadliśmy z sił. Mieliśmy kryć Lameya, ale nam nie wyszło. Możemy być z siebie dumni i z podniesionym czołem chodzić po Limanowej. Mieliśmy fajną przygodę, którą zapamiętamy na długo – mówi Jacek Pietrzak.