1. LeShawn Meritt. Lekkoatleta. Król głupich tłumaczeń dopingowych. Mistrz olimpijski z Pekinu w biegu na 400 metrów został zdyskwalifikowany na 21 miesięcy po tym, jak w jego orga nizmie wykryto niedozwolony środek. Okazało się, że jest on dodawany do popularnego leku na potencję. Merritt przyznał, że chciał powiększyć swojego penisa.
2. Tyler Hamilton. Kolarz. Pierwszy w historii sportowiec przyłapany na dopingu metodą transfuzji krwi. Hamilton przekonywał, że w jego organizmie pojawiły się ślady obcej krwi. Miała ona pochodzić od jego brata bliźniaka, który zmarł w łonie matki, jeszcze przed narodzinami.
3. Kostas Kenteris i Katerina Thanou. Lekkoatleci. Reprezentanci Grecji mieli się stawić na badaniach przed startem na igrzyskach olimpijskich w Atenach, ale na nie... nie dojechali. Sprinterzy byli sprytni, bo sfingowali wypadek motocyklowy. Teraz oprócz oskarżeń o doping, staną przed sądem także za składanie fałszywych zeznań.
4. Dieter Baumann. Lekkoatleta. Sprawa Niemca jest chyba najbardziej skomplikowana, bo testom antydopingowym poddał się... dobrowolnie. Niezależny ośrodek wykrył u niego nandrolon. Przez kolejne dni Baumanna badano wielokrotnie i zauważono, że poziom nandrolonu różni się w zależności od pory dnia. Baumann twierdził, że powód jest oczywisty - niedozwolone środki wstrzyknięto mu do pasty do zębów. IAAF nie był jednak naiwny i zawiesił lekkoatletę.
5. Jarosław Morawiecki. Hokeista. Miał szansę zaistnieć nawet w lidze NHL, ale zaprzepaścił ją na igrzyskach olimpijskich w Calgary. Po meczu reprezentacji Polski z Francuzami, wygranym 6:2, miał zdecydowanie wyższy niż prawidłowy poziom testosteronu. Tłumaczył, że zakazana substancja znalazła się w barszczu z krokietem. Po tej dopingowej wpadce zawieszono go na 18 miesięcy.