Vancouver, Lepistoe: Nie zdążyłem kupić szampana

2010-02-15 3:00

To najważniejszy medal w mojej karierze trenerskiej - mówi bez wahania Hannu Lepistoe (64 l.) o olimpijskim srebrze Adama Małysza w Whistler. To niezwykle ważna deklaracja w ustach kogoś, kto doprowadził podopiecznych do ponad 60 krążków w wielkich imprezach, w tym do złotych medali zimowych IO.

- Albo Hannu, albo nikt - takie było ultimatum Adama Małysza, gdy na przełomie 2008 i 2009 roku popadał w przeciętność, a trener kadry, niemal równolatek Adama, Łukasz Kruczek nie był mu w stanie pomóc. Małysz szybko wykręcił numer telefonu Lepistoe, trenera, którego PZN pozbył się mało elegancko 10 miesięcy wcześniej. Wystarczył rok współpracy, by Fin na nowo wyposażył Adama w wielką moc i dodał mu skrzydeł.

Flegmatyczny Lepistoe, człowiek, który w minutę wypowiada góra 10 słów, wierzył w sens spokojnej pracy, a Małysz poddawał się jej bez cienia sprzeciwu.

Zostań z nami: Śledź na bieżąco witrynę SE.pl/Vancouver-2010!

- Nasz system działał, pomagający mi Robert Mateja i Maciej Maciusiak, a przede wszystkim niesamowity Adam, sprawili, by to srebro mogło się ziścić - tłumaczy Lepistoe po sukcesie Małysza w Whistler. - Nasz zespół był kameralny, sami musieliśmy dbać niemal o wszystko, więc osiągnięcie jest tym większe.

Małomówny Fin już w trakcie tego sezonu dostrzegł, że forma Małysza może urosnąć do poziomu z najlepszych lat, w których zdobywał mistrzostwa świata i Kryształowe Kule.


- Ze sportowcem z tak wysokiej półki jak Małysz nie można było sobie stawiać byle jakich celów. Trzeba było myśleć nawet o złocie olimpijskim - przekonuje dziś Lepistoe.

Co dalej ze współpracą Małysz - Lepistoe, która jak na razie wychodzi tak idealnie? Umowa Fina kończy się w marcu, wiadomo jednak, że Małysz nie odstawia nart na bok - chce jeszcze startować przynajmniej w przyszłym sezonie.

Sprawdź kalendarz igrzysk: Vancouver 2010: kiedy startują Polacy

- Ani razu nie rozmawialiśmy o naszej przyszłości po igrzyskach - wyjawia fiński szkoleniowiec. - Dopiero teraz będzie okazja, żeby ustalić różne sprawy - zapowiada.

Wygląda jednak na to, że trudno będzie się rozstać temu duetowi. Obaj ufają sobie bezgranicznie. - Miałem szczęście, że mogłem w karierze trenerskiej trafić na takiego zawodnika jak Adam. Jest to skoczek tak nieprawdopodobnie łatwy w prowadzeniu i nierobiący żadnych głupich ruchów, że nie mam z nim najmniejszych problemów - podkreśla Fin.

Jak będzie świętowany medal? - Z przepychem, w wiosce olimpijskiej zrobimy sobie ucztę na papierowych talerzach, z plastikowymi sztućcami, na stołach bez obrusów - śmieje się Lepistoe. Zapomniał tylko o jednym. - Nie zdążyłem kupić szampana - przyznaje.

Najnowsze