To był dramatyczny finał, w którym w początkowej fazie oraz na starcie tie-breaka przewaga była po stronie Turczynek. To one zagrały skuteczniej w ataku i lepiej serwowały w pierwszej fazie spotkania. Potem gra się jednak wyrównała, bo spotykały się bezapelacyjnie dwie najlepsze klubowe drużyny kobiecej siatkówki. Conegliano, które trzymała przez cały czas na swoich barkach niewiarygodna atakująca Paola Egonu (aż 40 pkt!) doprowadziło do piątej partii. Zaczęło ją źle (0:4), ale ani na moment nie odpuściło, mimo że w VakifBanku dwoiła się i troiła szwedzka bombardierka Isabelle Haak (33 pkt).
Conegliano i Wołosz, mimo że przed finałem miały serię 63 zwycięstw z rzędu, nigdy jeszcze nie wygrali Ligi Mistrzów. Wiele razy byli o krok, ale na sukces czekali do 2021 roku, kończąc sezon z kompletem triumfów we wszystkich możliwych rozgrywkach. – Porażka w Lidze Mistrzów sprzed dwóch lat w finale w Berlinie siedzi w nas wciąż, ale też stanowi znakomitą motywację, która pcha nas po kolejne sukcesy – zapewniała Joanna Wołosz, która przyznała także przed walką o główne trofeum, że liczy na polski dublet. Chciałaby trzymać w ręku puchar LM, ale i cieszyć się potem z sukcesu Zaksy.
Katarzyna Skowrońska w szczerym wyznaniu. Pożyczała pieniądze, by grać w pokera
Wołosz przed meczem mówiła, że jeśli uda się jej wygrać w sobotnim finale, to postara się oglądać wieczorny mecz rodaków z Zaksy Kędzierzyn z Itasem Trentino. – Liczę za to, że w sobotę będzie w Weronie polska noc – śmiała się nasza siatkarka. – Mam nadzieję, że będę się mogła cieszyć z kolegami z Zaksy i zrobimy polskie party w Lidze Mistrzów! Mam nadzieję, że po całym zamieszaniu po zakończeniu naszego meczu, będę miała okazję usiąść na trybunach, dopingować kędzierzynian i zobaczyć jak oni sięgają po zwycięstwo.
– Jeszcze to do mnie nie dociera, że wygrałyśmy – przyznała Wołosz w Polsacie Sport. – Mecz godny finału, poziom rewelacyjny, walka do ostatniej piłki, cieszę się, że zachowałyśmy chłodną głowę i wygrałyśmy to. W końcu!