Podczas gali na PGE Narodowym nie zabrakło spektakularnych nokautów. Tak swoje walki kończyli Krzysztof Głowacki, który w debiucie w MMA zgasił światło innemu debiutantowi, Patrykowi Tołkaczewskiemu, ciosem z parteru. O tym, jaka siła drzemie w ramionach rywali, przekonali się także Radosław Paczuski, który padł od ciosu Materli oraz Mariusz Pudzianowski, który poszedł na wymianę ciosów ze Szpilką i skończył ją leżąc na macie. Z kolei Mamed Khalidov znokautował Scotta Askhama, ale tutaj główną rolę odegrał bicycle kick, który zmiótł rywala. Dla Anglika był to powrót do klatki po niemal trzech latach i z pewnością inaczej to sobie wyobrażał, jednak Maciej Kawulski w programie Sport.pl LIVE przekonuje, aby nie skreślać Askhama.
Szef KSW nie skreśla Askahama. „Trafił na mordercę”
Ostatnie trzy walki Scotta Askhama w KSW to trzy walki z... Mamedem Khalidovem. Pierwszą z nich wygrał, ale po niemal roku w rewanżu lepszy okazał się Khalidov. Później Anglik długo leczył kontuzję i wrócił, by domknąć trylogię. Niestety dla siebie, z marnym skutkiem. Maciej Kawulski nie chce jednak, by fani skreślali Askhama i wzięli pod uwagę nie same wyniki ostatnich walk, a to, z kim się w nich mierzył.
– Nie skreślajmy Scott Askhama, bo to jest kot, tylko dwa razy trafił na mordercę, a właściwie to trzy razy. To że Askham przegrał z Mamedem znowu w świetnej formie psychofizycznej, to nie oznacza, że nie będzie mieszał kategorią średnią przez następne lata. Wraca głodny zwycięstwa, głodny walki po kontuzjach, wyleczony, może po nokaucie, ale szybko dojdzie do siebie. Brałbym go przede wszystkim w tych rozgrywkach – powiedział Kawulski w programie portalu Sport.pl.