Adam Małysz GORZKO o kadrze: Nie można dawać pensji komuś, kto słabo skacze [WIDEO]

2020-01-26 11:49 Przemysław Ofiara (Zakopane)
Adam Małysz
Autor: ANDRZEJ LANGE / SE Adam Małysz

Dyrektor reprezentacji Adam Małysz z mieszanymi uczuciami przyjął piąte miejsce drużyny skoczków w konkursie Pucharu Świata w Zakopanem. „Orzeł z Wisły” martwi się, że kadra nie ma zaplecza, a trenerzy muszą liczyć tylko na formę dwóch, trzech zawodników.

- Zaszokował cię rekord skoczni, który ustanowił Sato?

- W przypadku Dawida czy Geigera ciężko byłoby ustać tak daleki skok. Ale to jest przywilej tego mniejszego zawodnika. Wiadome jest, że ma mniejsze narty, jest krótszy i jego powierzchnia jest mniejsza.

- Jak daleko można skoczyć na Wielkiej Krokwi?

- W sobotę był tylny wiatr i Japończyk uzyskał rekord skoczni. A co będzie jak powieje pod narty? Kiedy zawodnik nisko leci, to jest w stanie naprawdę daleko odlecieć. Wtedy bardzo wolno dochodzi do lądowania. Na tak dalekie skoki i wyżyłowane rekordy stać jest przede wszystkim tych niskich zawodników. Oni mają dużo krótsze dźwignie i z niższego pułapu dochodzą do lądowania. Były już latem skoki ustane na 150 metrów.

- Czyli Dawid Kubacki jest za wysoki na 150 metrów?

- Dawid zmienił technikę i łatwiej mu jest skakać daleko. Wcześniej on wylatywał bardzo wysoko i w drugiej fazie szybko spadał, bo prędkość była wyhamowana. Dziś skacze inaczej, dużo szybciej go nakręca z progu i nie traci prędkości w drugiej fazie.

- W Willingen skoczyłeś 151,5 metra. Wbiło w zeskok?

- Miałem mocno naciągnięte mięśnie brzucha. Inny był sprzęt. Sznurki, a teraz mamy bolce. To jest wszystko bardziej stabilne, jak w nartach zjazdowych.

- W sobotę rozczarowanie, nadzieja przed niedzielą?

- W niedzielę i Dawid, i Piotrek, i Kamil mają wszelkie szanse na to, żeby walczyć o podium. A pozostali, czyli Olek Zniszczoł i Maciek Kot będą walczyli o awans do trzydziestki. Stać ich na to, żeby być nawet w pierwszej dwudziestce. Muszą tylko skoczyć bardzo dobrze.

- Czekają nas chude lata w skokach?

- Przypominałem w związku, że jest lekka dziura i kiedyś ona wyjdzie. Młodzież dochodzi do pewnego wieku i znika. Młodzież mamy. Ostatnio w Chochołowie wystartowało 150 zawodników. Można powiedzieć, że to masakra. Ale problemem jest to, że jak zawodnikom przestaje iść, to muszą skończyć ze skokami i pójść do pracy, bo przecież mają rodziny. To są dorośli ludzie, którzy potrzebują pieniędzy, a nie mają stypendiów i sponsorów. Z drugiej strony nie można oczekiwać, że jeśli ktoś skacze słabo, powinien dostawać pensję.