Przez długi okres trwania obecnego sezonu wydawało się, że większość konkursów Pucharu Świata rozstrzygać się będzie pomiędzy reprezentantami Norwegii, Niemiec oraz Polski. Nasi zachodni sąsiedzi bardzo dobrze rozpoczęli sezon 2020/2021, czego dowodem są grudniowe mistrzostwa świata w lotach narciarskich w Planicy. Tam w zawodach indywidualnych złoto zgarnął Karl Geiger, a brąz Markus Eisenbichler. Natomiast w konkursie drużynowym Niemcy sięgnęli po srebrny medal, ustępując tylko Norwegii.
Kamil Stoch się tego NIE SPODZIEWAŁ. Poszło jak z bicza strzelił, znalazł się przed WIELKĄ szansą
Jednakże później przyszedł kryzys, który trwa praktycznie do teraz. Jak już wcześniej pisaliśmy na naszym portalu, podopieczni Stefana Horngachera fatalnie spisywali się na zawodach w Zakopanem. Wszystko zaczęło się już jednak od Turnieju Czterech Skoczni, gdzie zawodzić zaczął Eisenbichler, który zajął dopiero 16. miejsce w klasyfikacji turnieju. Po nim zaś w kryzys wpadł Geiger, który w Klingenthal nie potrafił zakwalifikować się do czołowej 30-tki.
Tak jak wspomnieliśmy, bardzo źle ułożyły się dla Niemców niedawne zawody w Zakopanem. Wydawało się, że po takich wynikach nie będą oni w stanie wystarczająco szybko odbudować formy przed mistrzostwami świata, które rozpoczną się właśnie u naszych zachodnich sąsiadów już za kilka dni. W kadrze Stefana Horngachera pojawił się jednak cień nadziei.
Dramat Halvora Egnera Graneruda! Wszystko ZAPRZEPASZCZONE przez jedną decyzję?!
W ostatnich zawodach indywidualnych przed MŚ w rumuńskim Rasnovie Niemcy nagle odpalili. Co prawda Markus Eisenbichler został w piątek zdyskwalifikowany, ale jego skoki dawałyby mu miejsce w czołowej 10-tce. Na najniższym stopniu podium stanął niespodziewanie Karl Geiger, który niedawno miał jeszcze problemy z punktowaniem w Pucharze Świata, a co więcej, dobre miejsca zajęli również inni Niemcy – Pius Paschke był 7. zaś Constantin Schmid 12.. Czy to oznacza koniec kryzysu, czy jedynie przebłysk formy, przekonamy się już niedługo w Oberstdorfie.