SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Rio 2016
Sport piłka nożna mundial 2018 Robert Lewandowski o WYBUCHU petardy: Przez moment nic nie słyszałem

Robert Lewandowski o WYBUCHU petardy: Przez moment nic nie słyszałem

12.11.2016, godz. 14:09
Rumunia - Polska 0:3
foto: Andrzej Lange/Super Express

Robert Lewandowski (28 l.) strzelił dwa gole i zapewnił reprezentacji Polski trzy punkty w meczu z Rumunią (3:0). Najpierw padł na murawę ogłuszony hukiem petardy rzuconej przed rumuńskiego idiotę. A potem na ten akt bandytyzmu odpowiedział najlepiej jak mógł. - Petarda wybuchła naprawdę blisko. Nic nie słyszałem. Zadziałało to także na oczy - zdradził po meczu Lewandowski.

„Super Express”: - Przede wszystkim – jak się czujesz?
Robert Lewandowski: - Teraz już wszystko jest OK, ale przez pierwszych parę minut nie za bardzo wiedziałem, co się dzieje. Nic nie słyszałem. Ale powoli dochodziłem do siebie. Na szczęście nic wielkiego się nie stało. Petarda wybuchła naprawdę blisko. I nie chodziło tylko o dźwięk, zadziałało to także na oczy. Potrzebowałem paru minut, żeby dojść do siebie.

- Zachowanie rumuńskich kibiców było skandaliczne przez cały mecz, ale sytuacja z petardą przelała czarę goryczy?
- Takie rzeczy nie powinny się zdarzać. Szczególnie, że to nie była raca, która zaraz by się wypaliła, ale petarda. Nie wiadomo, jak może skończyć się taki wybuch. Tu na szczęście nic się nie stało. Sędzia powiedział mi, żebym wykorzystał tyle czasu, ile potrzebuję i wrócił do gry, jak będę gotowy.

- Wreszcie zagraliście dwie równe, dobre połowy.
- Poza dziesięcioma minutami drugiej połowy, kiedy Rumunia przycisnęła i straciliśmy panowanie nad meczem. Później wróciliśmy do gry i dalej robiliśmy swoje. I strzeliliśmy kolejne bramki. To dla nas bardzo ważne zwycięstwo i ważne trzy punkty.

- Kontrolujecie tę grupę?
- Bardzo ważny będzie wyjazdowy mecz z Czarnogórą. Musimy się przygotować na kolejne spotkanie w gorącej atmosferze. Czarnogórcy będą chcieli grać na pewno agresywnie, ale my musimy zachować chłodne głowy. Mamy przykład meczu z Kazachstanem, kiedy daliśmy się podpuścić i później przez to straciliśmy punkty. W piątek w Bukareszcie wyglądało to natomiast wzorowo.

- Do skuteczności w ofensywie dołożyliście grę na zero z tyłu.
- To na pewno cieszy. Pojawiła się stabilizacja w obronie, a zespół Rumunii tak naprawdę nie miał jakichś klarownych sytuacji. Próbowali, ale nie zrobili nic, co by nam mocniej zagroziło. Jednak wiedzieliśmy, że grając z takim rywalem musimy być przygotowani na każdą ewentualność.

- To najlepszy wyjazdowy mecz kadry od lat?
- Wygraliśmy niedawno na wyjeździe z Gruzją 4:0, ale ranga przeciwnika była zupełnie inna. Poza tym w tamtym meczu strzelaliśmy gole ze stałych fragmentów, a tutaj z akcji. Powinniśmy teraz iść za ciosem. Nie możemy spocząć na laurach, tylko iść dalej i być przygotowanym na to, że kolejny mecz może być jeszcze cięższy.

- Awansowałeś na trzecie miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii reprezentacji Polski. Wyprzedziłeś Kazimierza Deynę.
- Jeszcze jest trochę tych bramek do odrobienia (śmiech). Na pewno cieszę się, że jestem na podium, ale w tej chwili ważniejsze jest to, że zwyciężyliśmy. Przed nami jeszcze dużo meczów i dużo punktów do zdobycia. Mam nadzieję, że meczem z Czarnogórą przybliżymy się do awansu. Nie możemy jednak przespać tej zimy. W marcu musimy pokazać naszą mądrość i piłkarską jakość.

- W 10 minut strzeliłeś Rumunom tyle goli, ile stracili przez całe poprzednie eliminacje.
- Poza tym przed meczem z nami stracili w tych eliminacjach tylko jednego gola. To pokazuje, jak Rumuni dobrze bronią. A my na wyjeździe strzeliliśmy im trzy gole. Za to należą nam się słowa uznania. To jednak tylko kolejny krok w eliminacjach, do którego musimy podejść na spokojnie.

- Przy pierwszym golu ty zrobiłeś miejsce Kamilowi, a przy drugim on tobie.
- Faktycznie, to były dwie podobne sytuacje. W pierwszej wiedziałem, że albo on mi zagra, albo pójdzie sam. I tak się stało, strzelił bramkę. Natomiast w drugiej sytuacji widziałem, że Kamil ściąga zawodnika, a drugi próbuje przyblokować podanie do niego, więc poszedłem na lewą nogę. I strzeliłem.

- Wygraliście 3:0 na wyjeździe z poważnym przeciwnikiem. To buduje drużynę?
- Zwycięstwa na wyjeździe z takim rywalem jak Rumunia, czy – mam nadzieję – Czarnogóra, mogą dać awans do mistrzostw świata. Nie ma co ukrywać. Musimy zdawać sobie sprawę, że przed nami jeszcze ciężkie wyjazdy. Popatrzmy na zwycięstwo Armenii z Czarnogórą (3:2). Wiedziałem, że w tej grupie tak to będzie wyglądać, że każdy może każdemu zabrać punkty.

- Z jakim nastawieniem podejdziecie do towarzyskiego meczu ze Słowenią we Wrocławiu?
- Przede wszystkim nie wiadomo, na jaki skład postawi selekcjoner Nawałka. To jednak gra dla reprezentacji Polski, okazja do pokazania się, gra w domu, więc trzeba do tego meczu dobrze podejść. Zagrać fajne, widowiskowe spotkanie. I chcieć go wygrać, nie patrząc na to, że jest to gra towarzyska. Mam nadzieję, że nam się to uda.

autor: Przemysław Ofiara zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: