Tolek Schmeichel, ojciec Petera: Opuszczając Polskę nie wierzyłem, że będę tu mógł wrócić

2019-11-06 12:24
Peter Schmeichel
Autor: Eastnews Peter Schmeichel

Jego historia to gotowy scenariusz na kolejny odcinek przygód Jamesa Bonda. - Kiedy wyjeżdżałem stąd lata temu, nie przypuszczałem, że będę mógł wrócić. Do tak innej Polski! - Tolek Schmeichel nie może się nadziwić spoglądając na Szczecin z kawiarni na 22. piętrze hotelu Radisson.

- Mam przed oczyma Polskę przedwojenną, w trakcie wojny i po niej, kiedy komuniści zrobili tu piekło na ziemi. A teraz wolność! To największa zdobycz. Reszta przyjdzie sama, zobaczycie. Patrzę na młodych Polaków i jestem przekonany, że za 20 lat ten kraj będzie jednym z najbogatszych w Europie. Bo widzę głód sukcesu w waszych oczach. Ja już tego nie dożyję, ale będzie tu jeszcze bardzo bogato. Oj, będzie! - zapewnia 71-letni Antoni Schmeichel.

Tolek 007
Urodził się w 1933 roku w Wąbrzeźnie, małej miejscowości niedaleko Torunia. 1 września 1939 roku niemiecka bomba zabiła mu ojca, później Rosjanie wywieźli matkę na Sybir. Jego dwie siostry i brata wychowywał w Chełmży dziadek. Tolek skończył szkołę muzyczną i znalazł zatrudnienie w Teatrze Wybrzeże w Sopocie. Na statku Stefan Batory poznał Dunkę Inger i... zakochał się. Z ówczesnej Polski nie wyjeżdżało się jednak tak łatwo jak teraz.

- Żeby komuniści puścili mnie na Zachód, musiałem się zgodzić na współpracę z wywiadem PRL-u - przyznaje Tolek. - Miałem być polskim szpiegiem w Danii! Przeszedłem specjalne szkolenie, dostałem listę kontaktów i w 1961 roku wyjechałem. Pierwsze kroki skierowałem do duńskiej policji, powiedziałem o wszystkim i zacząłem się wyplątywać z macek wywiadu.

W Danii pracował jako muzyk, doczekał się czwórki dzieci. Jedno z nich, Peter Schmeichel, rozsławiło rodzinę na cały świat, stając się jednym z najlepszych bramkarzy w historii futbolu. Żadna z pociech Tolka nie mówi jednak po polsku. Z naszych akcentów Peter Schmeichel ma tylko drugie imię - Bolesław, po dziadku.

- Nie uczyłem ich polskiego, bo nie wierzyłem, że dożyję upadku komuny. Byłem pewien, że wyjeżdżając w 1961 roku ostatni raz stąpam po tej ziemi. Kto mógł przewidzieć, że komuna jednak padnie. No kto?! - pyta retorycznie Antoni Schmeichel.

Patriota
Teraz do Polski może już przyjeżdżać bez obaw. Zresztą podróże to silna strona tej rodziny.

- W 1990 roku zobaczyłem w telewizji jak Niemcy przygotowują się do rozwalenia muru berlińskiego. Na drugi dzień byłem już w drodze do Berlina i pomogłem go zburzyć. Kilkanaście dni wcześniej spacerowałem po porcie w Kopenhadze i zobaczyłem statki odpływające do Polski. Nazajutrz kupiłem dwa bilety i przyjechaliśmy z żoną do Szczecina. 20 czerwca Inger ma urodziny, dzień wcześniej wylecimy więc do Paryża, żeby spędzić ten czas w miłym miejscu. A na początek lipca cała rodzina wyznaczyła sobie spotkanie w Portugalii, gdzie swoją posiadłość ma syn, Peter. No więc czas mi tak leci na podróżowaniu - śmieje się Tolek, którego przyjazd do Polski wprawił w doskonały nastrój.

- Niewiarygodne! W domu przez cały dzień połowy tego nie powie, co tu z wami - żona Tolka łapie się za głowę.

- Ale gaduła z tego mojego męża! - Inger wybucha śmiechem, a Tolek dalej swoje. Mimo że ponad 40 lat spędził poza krajem, po polsku mówi doskonale.

- Chciałem kupić tutaj polskie godło. Chodziłem po sklepach, pytałem i nic. No co jest? W Polsce polskiego orzełka nie można kupić? - dziwi się Schmeichel.

Miłość do skrzypiec
Z zamiłowania jest lutnikiem, kolekcjonuje muzyczne instrumenty. Między innymi dlatego przyjechał do Szczecina. Spotkaliśmy go na targu, takim jak tysiące w Polsce. Tanie ubrania, owoce, warzywa. Tolek Schmeichel siedział na paczce po bananach, naprzeciw baru oferującego azjatyckie jedzenie.

- Wbrew pozorom w takich miejscach można zrobić bardzo dobre zakupy. Nieraz na takim targu wyłowiłem bezcenne instrumenty. Tym razem jednak nie znalazłem nic ciekawego.

O Polsce mówi z troską. - Kraj idzie w dobrym kierunku, tylko na tego Leppera trzeba uważać. A futbol? Kiedyś próbowałem namówić Petera, aby zgłosił się na trenera polskiej kadry. Odmówił, ale w dalszym ciągu nie mogę patrzeć na to, co robi Janas. Polskiej piłce może pomóc tylko trener z zagranicy. Najlepiej Holender lub Jugol.

* tekst pochodzi z archiwum "Super Expressu", 10 czerwca 2004 roku

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze