W mikołajkowy poniedziałek 6 grudnia Biały Dom w Waszyngtonie zapowiedział, że nikt z oficjeli rządowych USA nie pojawi się na igrzyskach w Pekinie z powodu „trwającego ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości w prowincji Xinjiang (Sinciang) oraz innych naruszeń praw człowieka”. Dwa dni później takie samo stanowisko zapowiedziała Australia. Teraz tą samą droga podążyły Kanada, Wielka Brytania i Nowa Zelandia.
Australia dołącza do bojkotu igrzysk w Pekinie. A Chińczycy grożą odwetem
Niechęć polityczna wobec władz chińskich nie wynika bynajmniej z obwiniania ich za rozprzestrzenienie się po całym świecie epidemii koronawirusa pochodzącego z miasta Wuhan. Chodzi tutaj przede wszystkim o prześladowanie islamskiej mniejszości Ujgurów w prowincji Xinjiang (pol. Sinciang) poprzez przetrzymywanie tysięcy osób w obozach internowania, wykorzystywanie ich do przymusowej pracy, masową inwigilację, świadome niszczenie cywilizacyjnego dziedzictwa ujgurskiego, a także przymusowe sterylizacje.
Chinom zarzuca się także prześladowanie rodzimej ludności w Tybecie oraz naruszanie praw człowieka w Hongkongu.
Pekin zaprzeczył tym zarzutom w taki sposób, jakby przyznał się do nich. Stwierdził bowiem, że obozy są ośrodkami szkoleniowymi zaprojektowanymi w celu wykorzenienia islamistycznego ekstremizmu i separatyzmu.
Brytyjski premier Boris Johnson powiedział w parlamencie, że nie popiera bojkotu sportowego Igrzysk, ale za to: „nastąpi dyplomatyczny bojkot zimowych igrzysk olimpijskich. Żadni ministrowie ani oficjele nie będą w nich uczestniczyć”.
Podobne stanowisko wyrazili premier Kanady Justin Trudeau i wicepremier Nowej Zelandii Grant Robertson.