Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) przez ostatnie lata mogła uchodzić za wzór betonu i biurokracji. Nie dość, że kluby muszą dokładać do gry w pucharach, to próby zmian idą w idiotyczną stronę. Działacze centrali wolą inwestować w bezsensowne technologiczne gadżety zamiast w dużo ważniejszą infrastrukturę, na przykład system wideoweryfikacji. W Lidze Mistrzów wymyślili, że trenerom na pewno przydadzą się nowoczesne tablety.
– To jakiś żart – zżyma się Anastasi w rozmowie z „SE”. – Nie dość, że tablety służące do sygnalizowania zmian nic nie dają, to przeszkadzają w pracy moim asystentom, którzy mają co innego do roboty. Naprawdę dużo szybciej da się to samo zrobić bez elektroniki – przekonuje Włoch. – Jestem zwolennikiem zmian, które coś wnoszą, tymczasem nas nikt nie słucha w CEV. Inni trenerzy myślą tak samo, tylko nie każdy chce o tym głośno mówić. Nagłaśniam to właśnie po to, by ktoś we władzach zobaczył, że nie ma tu żadnego sensu – dodaje opiekun wicemistrzów Polski.
Inne idiotyczne pomysły CEV
- tablety do zgłaszania challenge'u na Final Four LM siatkarzy 2015 (zepsuły się pierwszego dnia)
- propozycja zakazu okazywania radości po udanych akcjach, by skrócić mecze
- poszerzone (ze względu na tablice sponsorskie) stanowisko sędziego w Lidze Mistrzów, kosztem bezpieczeństwa zawodników.