Maciej Muzaj nie może na razie grać w Rosji. „Jestem na kwarantannie” [WYWIAD]

2020-09-09 17:44 Marek Żochowski
Siatkówka, Polska - Niemcy, Zielona Góra, Maciej Muzaj
Autor: PZPS/Piotr Sumara

W nietypowy sposób rozpoczęła się droga Macieja Muzaja w drugim sezonie występów w Rosji. Atakujący reprezentacji Polski siatkarzy dołączył pod koniec sierpnia do kolegów z nowego klubu – Uralu Ufa. „Super Expressowi” opowiedział o niełatwej aklimatyzacji, którą zaczął od kwarantanny, o nowym miejscu w swoim sportowym życiu, tęsknocie za dziewczyną, która nie może dojechać do Rosji, znajomości rosyjskiego i... olimpijskich przekomarzankach z Bartoszem Kurkiem.

„Super Express”: – Ural Ufa grał w siatkarskim Pucharze Rosji, ale ciebie nie było na parkiecie. Dlaczego?

Maciej Muzaj: – Jestem na kwarantannie.

– Przecież miałeś negatywny wynik testu na koronawirusa przed wjazdem do Rosji.

– Jedno badanie miałem zrobione przed wylotem, a po przyjeździe przeszedłem jeszcze dwa. I wszystkie były negatywne. W dniu pierwszego meczu Pucharu Rosji okazało się jednak, ze nie mogę grać, bo nie minęło czternaście dni od przylotu.

– Ale wcześniej zagrałeś na turnieju w St. Petersburgu.

– Wychodzi na to, że potraktowano tamtą imprezę jako nieoficjalną. Przyznaję, że jeszcze nie wszystko do końca w Rosji rozumiem, jeśli chodzi o obowiązujące przepisy. Trochę to wszystko zagmatwane. Ostatecznie pierwszy mecz po kwarantannie rozegram w drugim turnieju Pucharu Rosji w Kazaniu. Chyba, że znowu zdarzy się coś dziwnego.

– Przepisy związane z pandemią dotknęły też twoją dziewczynę, która nie może wjechać do Rosji.

– Według informacji, jakie mam teraz, pod koniec września coś może zostać poluzowane, jeśli chodzi o wjazd Polaków do Rosji. Mam nadzieję, że najpóźniej na początku października Antonina będzie mogła do mnie przylecieć. Plan był taki, że najpierw mam wszystko zorganizować na miejscu w Ufie, a potem ona dolatuje, ale tak czy inaczej takie oddalenie na dystansie kilku tysięcy kilometrów nie jest łatwe. Jesteśmy daleko od siebie i nie możemy sobie pomóc, gdyby była nagła potrzeba. Ostatnio byliśmy ze sobą stale, przecież prawie cały poprzedni sezon spędziła ze mną w Rosji, w trakcie pandemii nie rozstawaliśmy się. Ciężko nam z tą rozłąką, a nigdy nie ukrywałem, że Antonina jest dla mnie ogromnym wsparciem. Bardzo bym się cieszył, gdyby już tu była. Na razie więc dużo siedzimy wieczorami na komunikatorach.

Siatkówka, Maciej Muzaj, Antonina Zimny, siatkarz, modelka
Autor: Instagram/maciekmazi Do tej pory nie rozstawali się, ale przez pandemię Maciej Muzaj i Antonina Zimny zostali rozdzieleni

– Zdążyłeś już przygotować wszystko na jej przyjazd?

– Nie za bardzo, bo wciąż szukam mieszkania. Jeżdżę po mieście i rozglądam się za odpowiednim lokum. Na razie mieszkam w hotelu. W przyszłym tygodniu powinno się coś wyjaśnić. Ważne, żeby czuć się w danym miejscu dobrze, biorę też pod uwagę bezpieczeństwo i komfort Antoniny w częstych momentach, kiedy będę wyjeżdżał. Nie wezmę pierwszego lepszego mieszkania na prawie rok życia.

– Rok spędziłeś w Surgucie, teraz zagrasz w Ufie. Możesz już dokonać pierwszego porównania klubu i miasta?

– Ufa to dużo większe miasto z ładnym centrum, jest gdzie się przejść, są malownicze widoki nad rzeką, parki, jest też teraz cieplej niż w pierwszych dniach mojego pobytu w Surgucie, z czego korzystam. O klubie na razie nie mogę wiele powiedzieć. Nie zobaczyłem jeszcze za dużo, wszystko wyjdzie w praniu. Poprzedni klub był niezwykle dla mnie pomocny w każdym momencie, czułem się tam bardzo komfortowo. Tutaj jeszcze jestem za krótko, zobaczymy jak to się wszystko ułoży w trakcie sezonu.

– W Ufie, w przeciwieństwie do Surgutu, nie będziesz jedynym zagranicznym siatkarzem. Obecność Kanadyjczyka Johna Perrina dużo zmieni?

– Szczerze powiem, że taka sytuacja bardziej przydałaby mi się w pierwszym sezonie w Rosji, kiedy nie potrafiłem nic powiedzieć po rosyjsku i dopiero odnajdywałem się w tej lidze i w kraju. To miłe, że tutaj jest ktoś z innego świata, spoza Rosji. Inna sprawa, że dzisiaj jest ze mną inaczej, bo umiem już trochę rozmawiać po rosyjsku, w kontaktach z całą drużyną dobrze się czuję. Bawi mnie uczenie tego języka, nie siedzę z książkami, ale próbuję w praktyce na żywo używać rosyjskiego. Jak nie rozumiem, to się pytam, co to znaczy, potrafię także czytać cyrylicę, na razie niezbyt płynnie. Już nie wklejam rosyjskich tekstów do tłumacza, ale staram się je sam zrozumieć. W miejscach publicznych ludzie życzliwiej się odnoszą do obcokrajowca, u którego widzą chęć rozmawiania w ich ojczystej mowie. Kiedy wchodzę do restauracji, to nie pytam już czy ktoś mówi po angielsku, tylko od razu próbuję przejść na rosyjski. Nie mówię perfekcyjnie, ale się dogaduję.

– W pierwszym sezonie w Rosji wysoko ustawiłeś poprzeczkę, zostając najskuteczniejszym siatkarzem Superligi. Jak trudno będzie to powtórzyć?

– To byłoby miłe, ale myślę, że specyfika gry mojej nowej drużyny będzie inna niż w Gazpromie Surgut. Tam to ja byłem od kończenia piłek, w Uralu egzekutorów jest więcej. Rozkład ataków i taktyka będą inne. Może się zdarzyć, że nie powtórzę osiągnięcia z poprzedniego sezonu, ale to nie jest nadrzędny cel. Liczy się dla mnie wynik drużyny.

Maciej Muzaj, reprezentacja Polski
Autor: Cyfra Sport Maciej Muzaj

– Nietypowy tegoroczny sezon kadrowy dał reprezentacji więcej pod kątem sportowym, czy jeśli chodzi o budowanie chemii w grupie?

– Sportowo zrobiliśmy krok do przodu, by lepiej zgrać drużynę. Wiele reprezentacji nie miało zgrupowań, nie grało żadnych meczów, zawodnicy nie mieli jak trenować. To, że my dostaliśmy taką okazję, lepiej nas przygotowało na nadchodzący sezon. To będzie procentować, bo zmniejszy prawdopodobieństwo kontuzji w lidze oraz poprawi naszą dyspozycję na następny, olimpijski rok. Pozasportowy aspekt był taki, że jeszcze mocniej scaliliśmy zespół, w którym wszyscy jesteśmy kolegami i dobrze się czujemy w swoim towarzystwie.

– I chcesz powiedzieć, że nikomu nawet przez myśl nie przeszła walka o Tokio...?

– Nawet żartowaliśmy na ten temat z Bartkiem Kurkiem. Ustaliliśmy, że na razie się nie wyzywamy i nie robimy sobie chamskich numerów, jeszcze przyjdzie na to czas. A poważnie mówiąc, mimo iż nie był to kluczowy moment na walkę o miejsce w składzie, to na pewno każdy chciał się pokazać. Wszyscy przecież mieli świadomość, że trener tam jest, patrzy i się zastanawia. Z tyłu głowy coś tam się może u każdego działo, ale nie było czuć typowej atmosfery rywalizacji.

Michał Kubiak o igrzyskach: Z tej dziewiętnastki trener wybierze skład na Tokio

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Najnowsze