– Lepiej, że gracie w półfinale z Chinkami, które dobrze znacie i niedawno ograłyście, niż z Brazylią, z którą dawno się nie mierzyłyście?
– Nie ma co gdybać, Brazylia też byłaby bardzo silnym rywalem, chociaż faktycznie w tej Lidze Narodów im nie poszło tak jak chciały. Rozmawiałam z dziewczynami stamtąd i były niezadowolone. Natomiast w każdym przypadku i tak trzeba się skupić na sobie, żeby zagrać dobrą siatkówkę. My z Chinkami postaramy się dać z siebie sto procent i dokładnie tak samo byłoby z Brazylijkami, pod tym względem to żadna różnica. Dla nas tak naprawdę przeciwnik nie jest ważny, przecież w najlepszej czwórce są same topowe ekipy.
– Od dziesiątek lat nie było polskich siatkarek w strefie medalowej imprezy rangi światowej. Jakie to ma dla was znaczenie, jak was podbudowuje?
– Granie w finałowej fazie takiego turnieju o taką stawkę to dla nas coś nowego. To też nas wszystkie rozwija, a poza tym robimy dobrą robotę i trzeba utrzymać swój rytm gry. Chcemy potwierdzić, że wszystko, co wygrałyśmy do tej pory, to nie był przypadek, lecz rezultat naszej ciężkiej pracy. Zasługujemy na więcej i postaramy się to przełożyć na to, co się wydarzy na boisku oraz wygrać, co się da.
Malwina Smarzek ma kolczyk w nietypowym miejscu. Ludzie są tym zachwyceni!
– Chinki wyjdą na was agresywnie, mając w pamięci niedawną spektakularną porażkę?
– Nasz poprzedni mecz z Chinkami nie ma żadnego znaczenia. One zresztą przegrały nie tylko z nami. Może wyjdą na nas nastawione bardziej bojowo, ale na pewno będą też miały wielkie obawy, bo my gramy dobrą siatkówkę i nie jesteśmy reprezentacją do bicia. Na parkiet wyjdą dwie ekipy, które będą się bić o ten wielki finał. Mecz na pewno będzie ciekawy i zacięty. A przeciwniczkom będzie siedziało w głowie, że ostatnie starcie z nami przegrały.
Najpiękniejsza polska siatkarka z samego rana zrzuciła ubrania i nie zatrzymała się przed niczym
– Jak w twoich oczach zmieniła się kadra w ciągu roku, od kiedy pracuje z nią trener Stefano Lavarini?
– Wniósł bardzo dużo do tej drużyny i mentalnie, i fizycznie. Uważam, że polskim siatkarkom potrzebna jest dobra mentalność. Trener wdrożył się bardzo dobrze. A ja osobiście zmieniłam całkowicie pogląd na grę w kadrze, na taką pozytywną obecność w reprezentacji. Wiadomo, że wcześniej bywało z tym różnie, a teraz mamy taką atmosferę, że chce się przyjeżdżać, grać, być z tymi dziewczynami. No i w końcu zaczęłyśmy coś wygrywać, co też poprawia odczucia. Pracowałam już z wieloma włoskimi trenerami, ich pogląd na siatkówkę nie różni się znacznie, wiedziałam z czym to się je. Dla koleżanek to może być nowe, ale jak widać, też im pasuje i dlatego ta gra wygląda tak jak wygląda. Ja bardzo lubię trenera Lavariniego, to superczłowiek. W czasie meczów może wygląda dość poważnie, ale to dlatego, że bardzo się skupia, bo mu zależy na tej reprezentacji. Zapewniam jednak, że poza boiskiem można z nim pożartować.