Emocjonalne oświadczenie żony Mateusza Masternaka: "Bałam się, że nie wróci"

2020-03-17 19:29 Mateusz Fudala
Mateusz Masternak, Daria Masternak
Autor: Tomasz Radzik Mateusz Masternak, Daria Masternak

W Londynie wreszcie ktoś poszedł po rozum do głowy i wobec pandemii koronawirusa ostatecznie odwołano bokserski turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio. Dobre i to, choć szkoda, że zdecydowano się na to dopiero w poniedziałek, dwa dni po rozpoczęciu imprezy. W zawodach brał udział m.in. Mateusz Masternak (91 kg), który wygrał pierwszą walkę. We wtorek ukazał się wywiad "Mastera" na temat wyjazdu do Anglii i okoliczności temu towarzyszących. Do sprawy odniosła się małżonka pięściarza Daria, która przysłała nam bardzo ważne oświadczenie.

- Naciskała. I to jeszcze jak! Mówiła: "kochanie, wracaj natychmiast, rzuć to wszystko, ja chcę mieć zdrowego męża, co mi z twoich sukcesów sportowych" - powiedział Mateusz Masternak na łamach WP SportoweFakty, zapytany o to, czy żona naciskała na jego powrót do domu. Po publikacji wywiadu skontaktowaliśmy się z Darią Masternak, która przedstawiła "Super Expressowi" uczucia i emocje, towarzyszące jej podczas pobytu męża w Wielkiej Brytanii.

TREŚĆ OŚWIADCZENIA:

"Żona prosiła polskiego pięściarza, by uciekał przed koronawirusem. "Rzuć to wszystko" - Taki tytuł nosi wywiad z Mateuszem, który ukazał się po tym, jak w dniu wczorajszym kwalifikacje olimpijskie w Londynie zostały zawieszone.

Sensacja? Dla mnie żadna... ale chcę się do tego odnieść, taką czuję potrzebę.

Otóż, wyobraźcie sobie mnie, matkę z trójką dzieci (7 l., 6 l. i 1 rok), która już od dłuższego czasu, z małymi przerwami, radzi sobie sama, bo Mateusz wpada do domu głównie po to, by przepakować torbę na kolejny obóz. Choć nie w tym rzecz, bo do tego od lat jestem przyzwyczajona. Natomiast do ostatniej chwili nie wiemy, czy kadra leci do Londynu. Jest! Leci! Mimo tego, że na świecie mówi się już głośno o pandemii, a polskie ośrodki sportowe wprowadzają dodatkowe środki ostrożności.

Pojawiają się pierwsi zarażeni w kraju, a ja w tym czasie wpisują się w grupę "wariatów i panikarzy", którzy robią zapasy (i dzięki którym nie muszę teraz wychodzić do sklepu z całą trójką). Następnie zamykają się wszystkie placówki edukacyjno-opiekuńcze. Trzymam się dzielnie. Zamknięta w domu, mam do towarzystwa swoje małe dziatki, twarze z wiadomości w tv i głos przyjaciółki, która dzielnie próbuje mnie wspierać. Boję się tego, że sobie nie poradzę, tego, co będzie z moimi dziećmi, jeśli zachoruję, tego, co będzie z Mateuszem, jeśli to on zachoruje tam. Dalej trzymam się dzielnie.

Mateusz i Daria Masternakowie z dziećmi
Autor: Tomasz Gola Mateusz i Daria Masternakowie z dziećmi

Obserwując strategię Wielkiej Brytanii ciary mnie przechodzą na myśl o tym, że Mateusz będzie skazany na selekcję naturalną. Opowiada mi o tym, że w Anglii koronawirusa "tak jakby nie ma, wszyscy funkcjonują normalnie", a pierwsze walki odbyły się z udziałem publiczności. Z drugiej strony, jestem bombardowana statystykami i wiadomościami o tym, jakie spustoszenie na całym świecie sieje ten nieszczęsny wirus oraz o tym, że postawa rządu brytyjskiego jest wysoce bezmyślna i doprowadzi ich państwo do sytuacji takiej, jaka obecnie panuje we Włoszech. Boje się o niego. Dalej trzymam się dzielnie.

Na turniej  przyjechały wszystkie państwa, Włosi, Francuzi czy Hiszpanie też. Kiedy wszyscy zbierają się w hali, samych zawodników jest około 400 osób. Szok! Wiem, że każdy kolejny dzień tam, to rosnące prawdopodobieństwo zarażenia się. Mam świadomość tego, że pięściarze nie mają wyboru, natomiast nie rozumiem, dlaczego rząd dopuścił do ich przylotu tam i żadne z państw nie zaoponowało udziału swoich zawodników na tej jakże ogromnej (i dlatego niosącej wielkie ryzyko zakażenia) imprezie. Trzymam się dzielnie, ale czuję strach. Czuję, że jego pobyt tam, to nie droga po marzenia, a jedynie ogromne ryzyko. Turniej w obliczu pandemii jest tak absurdalny, że wiem, że zostanie w końcu przerwany, zawieszony, odwołany.

I wtedy nadchodzi ta chwila - przemowa Premiera, w której ogłasza zamknięcie granic. Po prostu zamknięte, nie ma mowy o programie  #lotdodomu, samoloty nie wlecą i nie wylecą - tyle dostaję informacji. Nie jestem już dzielna, ogarnia mnie panika i przerażenie. Zamknięte granice, nie wróci, NIE WRÓCI DO NAS! Tak, w piątek wieczorem ogarnęła mnie panika, i właśnie wtedy zadzwoniłam do Mateusza, prosząc go o to, by wrócił, póki może. Dostałam mnóstwo wiadomości od ludzi, który mówili, że też są wystraszeni, że nie będą mogli wrócić. Jakaś dziewczyna, która pracuje na lotnisku napisała do mnie: to prawda, albo wróci teraz, albo utknie tam na długo". Siedząc w zamknięciu, bez konkretnej wiedzy i wsparcia odebrałam to jako wyrok.

Mateusz Masternak z żoną Darią i dziećmi
Autor: Tomasz Gola Mateusz Masternak z żoną Darią i dziećmi

Udało mi się opanować emocje i skupić na zbliżającej się walce dopiero następnego dnia. Szczęśliwie wygranej, i to był taki pozytywny akcent tego turnieju. Natomiast w tej chwili słyszę, że 221 zakażonych koronawirusem, to dopiero początek, a więc przeniesienie turnieju na maj brzmi jak mało śmieszny żart, szczególnie, że zamknięte są wszystkie ośrodki COS, co oznacza brak przygotowań.

Ja wiem! Ja wiem o tym, że nie tylko my teraz ryzykujemy, że jest wiele dzielnych osób, które narażają w tej chwili swoje zdrowie i życie.

Mateusz oprócz tego, że jest pięściarzem, jest też zawodowym żołnierzem i po 14-dniowej kwarantannie, która czeka go po powrocie, pójdzie do pracy i też będzie się narażał. Ale będzie się narażał w imię konkretnych celów, a nie w imię turnieju, który nie miał prawa się odbyć w obecnej sytuacji. Będę się o niego martwić, ale każde wyjście do pracy przyjmę z pokorą. 

Mateusz Masternak i Daria Masternak
Autor: Tomasz Gola Mateusz Masternak i Daria Masternak

Pamiętajmy, że choć dla nas boks jest niczym członek rodziny, dla większości ludzi jest wyłącznie rozrywką, a czymże jest rozrywka w obliczu panującego w tej chwili na świecie śmiercionośnego zagrożenia?

Każdy z nas czasem, przyparty do muru, okazuje słabość. Każdy z nas pełni swoją rolę. Mateusz jest wojownikiem, walczył do ostatniej chwili i wiem, że nie opuściłyby turnieju nawet gdyby miał tam potem zostać jeszcze długie miesiące.

Ja jestem żoną i matką, niczym lwica, walczę o swoją rodzinę.

Mateusz walczy o medal dla naszego kraju, ja walczę o nasze bezpieczeństwo.

Pozdrawiam,
Daria

Najnowsze