Dawid Kubacki: Sam sobie wbiłem szpileczkę [WYWIAD WIDEO]

2020-01-25 22:15 Przemysław Ofiara (Zakopane)
Puchar Świata Zakopane 25.01.2020
Autor: Daniel Szura

Dawid Kubacki w konkursie drużynowym na Wielkiej Krokwi oddał dwa bardzo dobre skoki, ale słabsza postawa kolegów sprawiła, że reprezentacja Polski wylądowała na 5. miejscu. Kubacki był po zawodach mocno samokrytyczny.

- Jak oceniasz swój występ?

- Nie było optymalnie. W obu skokach było lekkie spóźnienie na progu. Mimo wszystko mogę być zadowolony z tego, że pomimo spóźnienia obu skoków, odbicie było w dobrym kierunku, a próg trochę oddawał. A potem w powietrzu chciało lecieć. To dla mnie znak, że ta baza jest w porządku, a jak się trafi to będzie jeszcze lepiej.

- Widać uśmiech na twojej twarzy. To chyba nie był zły dzień.

- To były skoki całkiem okej, chociaż nie rewelacyjne. Jest niedosyt i wbiłem sam sobie szpileczkę, że te spóźnienia się pojawiały. Z drugiej strony mam świadomość, że mimo błędów to chciało lecieć. To bardzo pocieszające.

- Czego potrzebujecie jak drużyna, żeby znów zacząć stawać na podium drużynowym?

- Trochę więcej metrów. Drużyna potrzebuje czterech skoczków na dobrym i równym poziomie. W sobotę tak nie było, ale myślę, że do następnego drużynowego konkursu karty się poodwracają.

- Jako kibic jak byś odebrał piąte miejsce?

- Gdybym stał tutaj jako kibic, podobałoby mi się widowisko. Było dużo dalekich skoków i to daje kibicom emocje. Wiadomo, że wszyscy by chcieli, żebyśmy stanęli na podium, ale ta sztuka mi się nie udała. Taki jest sport, że nie zawsze to wychodzi, jakby człowiek chciał. Nie możemy się tym dołować, bo zaraz mamy kolejny start.

- Trudno się startuje, kiedy ma się świadomość, że brakuje czwartego na wysokim poziomie?

- Ja idę do góry i robię to samo, co robiłem wczoraj. Pod względem oddawania skoków nic mi to nie zmienia. Jest może trochę smutniej, że podczas rywalizacji się trochę odstaje.


- Trener widząc w jakiej jesteś formie, obniżył ci belkę. Dogadaliście to czy była to nagła decyzja?

- Dowiedziałem się o tym na górze, przed belką. Żadna filozofia, nie raz w takiej sytuacji byłem.

- Żal, że nie jesteś już rekordzistą Wielkiej Krokwi?

- Nie. Byłem trochę tym rekordzistą, zapisało się to gdzie miało zapisać. Rekordy mają to do siebie, że wystarczy jedna chwila i ich właściciel się zmienia. Trudno, żebym o to kogoś obwiniał albo zły.

- To ile tu można skoczyć?

- Jak pokazał dzisiejszy konkurs, 147 metrów się da. Przy odpowiednich warunkach można tu naprawdę polecieć. Przy dość mocnym halnym.

- Chcesz odzyskać ten rekord?

- Rekordy nie są moim celem. Widzę, że o rekordach to ino wy myślicie.