Leszek Ojrzyński wciąż imponuje posturą. Zgadza się nawet posiłować na rękę z reporterem "Super Expressu". I trudno się dziwić, że miał pseudonim Komandos. Jest silny jak tur! - Jestem trenerem, a nie żadnym komandosem. Zresztą teraz już się nie siłuję, bo mam kontuzję łokcia - mówi trener Korony.
Przeczytaj koniecznie: Korona Kielce odsunęła Pawła Golańskiego do Młodej Ekstraklasy
Nie toleruje panienek
Piłkarze Korony będą mieli z tym trenerem ciężkie życie. Stanowczy, zasadniczy, ceni szczerość i wali prawdę prosto w oczy. Nie ma kompleksów, choć dopiero debiutuje w Ekstraklasie. Na wejściu zakomunikował zawodnikom, że nie będzie tolerował gwiazdorstwa, a liczy się tylko drużyna i ciężka praca. Zawodnicy usłyszeli też, że trener nie znosi mięczaków i zniewieściałych zawodników, którzy przesiadują przed lustrem.
- W tym sezonie pazurami trzeba będzie wyrywać punkty. Na boisku nie ma miejsca dla lalusiów. Jeżeli ktoś nad dobro drużyny przedkłada własne, to u mnie nie będzie grał - podkreśla trener. A na pytanie, czy pozbył się już zniewieściałych graczy z szatni Korony, odpowiada z uśmiechem: - Jeszcze kilku zostało, ale już wiedzą, że stawiam na charakternych i muszą się zmienić albo ja ich wymienię. Jak Alex Ferguson, który kiedyś przyznał, że lepiej wyrzucić niepasującego do koncepcji piłkarza rok za wcześnie niż jeden dzień za późno.
Patrz też: Dawid Śliwiński - pierwszy drwal, który zagra w Ekstraklasie
Mocniejsi niż się wydaje
Leszek Ojrzyński śmieje się z głosów, że Korona bez Andrzeja Niedzielana, Dawida Janczyka, Hernaniego i Pawła Golańskiego będzie pierwszym kandydatem do spadku. - W niższych klasach też można znaleźć chłopaków, którzy poradzą sobie w Ekstraklasie. Przed podpisaniem umowy działacze uczciwie mnie poinformowali, że z powodu oszczędności kilku czołowych graczy odejdzie. Zgodziłem się, więc teraz nie będę płakał. Pokażemy, że jesteśmy mocniejsi, niż innym się wydaje - zapowiada "Komandos" z Kielc.