Gdyby sto lat temu każdy nosił – jak dziś – aparat fotograficzny w kieszeni, zdjęć umorusanego, ale szczęśliwego brzdąca, stojącego w bramce zrobionej ze sterty tornistrów albo płaszczy byłoby pewnie wiele. Bo nastoletni Karol Wojtyła kochał kopać szmaciankę na wadowickich łąkach. A jeszcze bardziej – łapać ją w ręce jako bramkarz.
Wadowickie początki miłości do futbolu
Ale takich zdjęć nie ma. Uchowało się za to takie, na którym Edmund - starszy brat przyszłego Ojca Świętego, trzyma za ramiona małego chłopaka, zafascynowanego ganiającymi za skórzaną kulą zawodników w koszulkach w pasy. Cracovia bywała w latach 20. minionego wieku w Wadowicach; może więc wtedy u Karolka narodziło się uczucie do tego klubu (przyjął „Pasy” na audiencji w Watykanie w roku 1996 i 2005 – krótko przed śmiercią), do piłki, i generalnie do sportu? Bo przecież był i narciarzem, i kajakarzem, i hokeistą; a jeszcze po beskidzkich szlakach uwielbiał się powłóczyć.
Życiowe losy – w tym wojenna pożoga, ale przede wszystkim duchowe uniesienia – sprawiły, że miast bramkarskich rękawic, trafiły doń insygnia biskupie, kardynalskie, wreszcie papieskie. Ale o „kopanej” – już jako Jan Paweł II – pamiętał zawsze. Był pierwszym papieżem, który z trybun obejrzał mecz piłkarski (w 2000 roku, po mszy na Stadionie Olimpijskim w Rzymie, oglądał spotkanie Włochy – reszta świata).
Jan Paweł II odgrywa wielką rolę w życiu Fernando Santosa. Nowy selekcjoner dał to jasno do zrozumienia, ma szczególny rytuał
Barcelona co roku wysyłała mu karnet na Camp Nou, ale przecież doceniał i szanował też „maluczkich”. - Tej chwili nie zapomnę nigdy… - Józef Żymańczyk, w 2000 roku piłkarz Ruchu Radzionków, wspominał moment, w którym – w towarzystwie dwóch kolegów klubowych, uklęknął przed papieskim tronem i wręczył Ojcu Świętemu kryształową piłkę i klubowy proporczyk. Zdjęcie z owej audiencji, powiększone do rozmiarów fototapety, przez długie lata zdobiło ścianę klubowej kawiarenki.
Wzruszenia piłkarzy na spotkaniach z papieżem
Piłkarskie gwiazdy, uwielbiane przez miliony, pokorniały w obecności Jana Pawła II. - Nogi mi się trzęsły. Kiedy uklęknąłem i pocałowałem Ojca Świętego w pierścień, zaschło mi w gardle, a serce waliło jak po długim sprincie z piłką – dzielił się wrażeniami ze spotkania reprezentacji Polski z papieżem nieżyjący już Jan Furtok (grudzień 1984). Biało-Czerwoni - ale także polskie drużyny klubowe - w Watykanie gościli często.
Jan Furtok właśnie obchodziłby 63. urodziny. Posłuchaliśmy wspomnień Jego małżonki: „I wtedy się uśmiecham”
- Uścisnąłem jego dłoń, stanąłem twarzą w twarz. „Ojcze Święty, kochamy cię” – powiedziałem, bo więcej mi przez gardło nie przeszło – na kartach książki „70 niezwykłych historii na 70-lecie Pogoni” wspominał spotkanie wiślaków z papieżem Olgierd Moskalewicz, który od tego momentu grywał z numerem 78 (rok wyboru Karola Wojtyły na głowę kościoła katolickiego).
Zaczepka Zbigniewa Bońka na audiencji u papieża
I tylko Zbigniew Boniek – przynajmniej wedle słów Svena Gorana Erikssona – pozostając w zgodzie ze swym charakterem zareagował na spotkanie z papieżem. - Podczas audiencji drużyny Romy „Zibi” spojrzał Ojcu Świętemu prosto w oczy i zapytał: „No, to kto jest najbardziej znanym Polakiem we Włoszech: Ojciec czy ja?” - opowiadał zmarły niedawno szwedzki szkoleniowiec w programie 2AngryMen TV.
Nie do wiary, jak zmieniał się Zbigniew Boniek! Były prezes PZPN powoli dobija do „siedemdziesiątki”
Żałoba po śmierci Jana Pawła II - odszedł 2 kwietnia 2005 o godz. 21.35 - zjednoczyła (szkoda, że na krótko - całe środowisko kibicowskie w Polsce. Krakowską mszę w intencji zmarłego, z udziałem fanów Wisły i Cracovii, celebrował ksiądz Paweł Łukasza - hokejowy olimpijczyk z Lake Placid…
