Wilfredo Leon już pod koniec poprzedniego sezonu musiał zmagać się z bólem. Ostatnie mecze w lidze włoskiej grał z urazem i niemal pewnym było, że będzie musiał poddać się zabiegowi. A to oznaczało, że jego występ na mistrzostwach świata stanął pod wielkim znakiem zapytania. Choć przyjmujący zdołał wrócić do treningów przed mundialem, selekcjoner biało-czerwonych zdecydował, że Leon nie jest w stu procentach gotowy do gry.
Bartosz Kurek z żoną wylecieli z Polski. Teraz żyją daleko od ojczyzny i mają specjalny apel
Leon znów może to robić. Zagrał w wielkim stylu
W rozmowie z TVP Sport siatkarz nie ukrywał rozgoryczenia brakiem powołania na mistrzostwa. - Nie powiem, że to było miłe. Byłem trochę wkurzony, ponieważ nie wszystko poukładało się tak, jak na to liczyłem - oznajmił Leon. - Miałem mieć ponad tydzień na pokazanie formy, a dostałem dwa dni. Szanuję jednak wybór trenera - powiedział Leon.
Wiadomym było jednak, że prędzej czy później reprezentant biało-czerwonych wróci na parkiet. W ubiegłym tygodniu Andrea Anastasi, szkoleniowiec Sir Safety Perugia, w której Leon gra na co dzień, nie zdecydował się jeszcze na wystawienie swojej gwiazdy. Ale co nie stało się kilka dni temu, doszło do skutku w ostatnim spotkaniu.
Leon zanotował wielki powrót podczas rywalizacji z Emma Villas Aubay Siena. Kibice siatkówki czekali na to cztery długie miesiące, ale występ Kubańczyka z polskim paszportem stał się faktem. W dodatku zagrał znakomicie, bo zdobył 21 punktów i zagrał na 63 proc. skuteczności. Zdobył również pięć asów i dołożył punkt blokiem. Można się więc spodziewać, że Leon znów będzie gwiazdą ligi włoskiej.