Adam Małysz na Red Bull Skoki w Punkt w Zakopanem

i

Autor: PAP/Grzegorz Momot

Rozmowa "SE"

Adam Małysz mocno po burzy na linii Thurnbichler – skoczkowie. "Chcę to ukrócić". Prezes rozlicza aferę

2025-04-05 15:25

Końcówka sezonu przyniosła w polskich skokach sporo zamieszania. Thomas Thurnbichler stracił posadę głównego trenera, a jego byli już podopieczni po ostatnich zawodach w Planicy nie hamowali się z krytyką. Postawa m.in. Dawida Kubackiego i Aleksandra Zniszczoła zawiodła wielu kibiców i zaczęto nawet rozważać karę. – Chcę to ukrócić – przyznał szczerze Adam Małysz w rozmowie z „Super Expressem” przed zawodami Red Bull Skoki w Punkt w Zakopanem.

"Chcę to ukrócić". Adam Małysz po burzy w polskich skokach

Za Adamem Małyszem trudny sezon, w którym musiał mierzyć się z licznymi problemami. Na jego zakończenie może jednak złapać trochę oddechu podczas imprezy Red Bull Skoki w Punkt, której jest gospodarzem. Przy okazji tych zawodów porozmawialiśmy jednak z prezesem Polskiego Związku Narciarskiego także o tym, co mocno rozgrzewało ostatnio wszystkich kibiców skoków narciarskich - o odwieszeniu Norwegów, przyszłości Thomasa Thurnbichlera oraz zamieszaniu, jakie wywołało jego odejście w polskiej kadrze.

Problemy skoczków przed Red Bull Skoki w Punkt w Zakopanem. Tego się nie spodziewali

Kamil Heppen, "Super Express": - W jednym z wywiadów dla "Przeglądu Sportowego Onet" powiedział pan w kontekście skoków o tym, że potrzeba czasem dwóch kroków w tył, aby zrobić jeden do przodu. Czy powrót po 14 latach do formuły skoków do celu podczas Red Bull Skoki w Punkt jest jednym z tych kroków wstecz?

Adam Małysz: - Myślę, że trochę tak. Co prawda w trochę innej formule, ale mimo wszystko. Wiemy, że to jest wyjście do kibiców z tym, co prezentują skoki, że nie ma takiej stricte jednej zasady, reguły i tak dalej, której wszyscy muszą się trzymać. Nie ma też takiego napięcia, tu jest po prostu zdecydowanie luźniej i jest więcej zabawy przy tym, więcej zrozumienia dla kibica, więc stąd ta inicjatywa i cieszę się, że to powstało, że Red Bull podchwycił ten pomysł i uznał, że warto to zrobić.

- Pamiętamy, jak skończył się pana benefis. Czy nie ma pan déjà vu i podobnych obaw pogodowych przed konkursem?

- Miejmy nadzieję, że ta pogoda jednak się utrzyma. Wiemy, że prognozy nie są najlepsze, ale cały czas mamy nadzieję, że jednak ten konkurs się odbędzie i się uda, bo podczas prób naprawdę fajnie to wyglądało.

- Po 14 latach ponownie będzie pan też częścią zawodów i odda skok liczony do klasyfikacji. Co prawda na mobilnej skoczni K-4, ale czy budzi to dodatkowy stresik? Skakał pan na niej już w październiku, a dziś na testach widzieliśmy, że wciąż ma pan to odbicie niczym na "kopycie" w Ramsau.

- Ta skocznia to był trochę mój pomysł, dlatego jako pierwszy ją testowałem, więc nie było to dla mnie coś nowego, choć muszę powiedzieć, że w pewnym wieku już jest coraz gorzej (śmiech). A to kopyto na pewno już nie jest takie, bo waga też jest zupełnie inna i ten zastój spowodował, że na pewno jest zdecydowanie gorzej. Ale to jest we krwi, tego się nie zapomina.

Adam Małysz wraca na skocznię! Wystartuje podczas Red Bull Skoki w Punkt w Zakopanem

Adam Małysz przed Red Bull Skoki w Punkt. Podsumował burzę w polskich skokach po odejściu Thurnbichlera

- W Lahti doszło do pojedynku Janne Ahonena z Tonim Nieminenem. Później obaj przyznali, że bardzo chętnie zmierzyliby się z panem, na przykład podczas zawodów Masters [skokowe mistrzostwa dla "oldbojów" - red.] za trzy lata w tym fińskim mieście. Występ na skoczni K-4 może być pierwszym krokiem, żeby za jakiś czas wejść na większy obiekt?

- Powiem tak, to są byli zawodnicy, którzy cały czas skaczą i im jest zdecydowanie prościej. Na 120-metrową skocznię myślę, że ciężko byłoby wrócić każdemu z nas, tutejszych kapitanów, więc ciężko mi jest powiedzieć, co będzie za tych parę lat do 2028 roku. Na razie nie przewiduję takich skoków.

- Janne mówił wtedy, że miał tylko cztery treningi przed tym skokiem.

- Ale w zeszłym roku też trochę skakał, dwa lata temu coś tam skakał, więc on cały czas jest w tym rytmie. A ja tylko w zeszłym roku na tej K-4 skoczyłem parę skoków i to tyle.

Małysz rozlicza ostatnie afery z odejściem Thurnbichlera i Norwegami

- Spotykamy się na fajnym wydarzeniu, ale za nami sezon, w którym nie brakowało trudnych momentów. Jak odebrał pan ogłoszoną w Prima Aprilis oficjalną decyzję o odwieszeniu Norwegów pomimo prowadzonego śledztwa w sprawie oszustwa z kombinezonami? Wielu kibiców jest rozczarowanych.

- Powiem szczerze, że na początku sam nie wiedziałem, czy to jest faktycznie żart, czy nie, zwłaszcza że m.in. była też informacja o "odejściu" Sandro Pertile. My też jesteśmy tą decyzją trochę rozczarowani. Dlatego, że nie znamy żadnych decyzji FIS-u i żadnych decyzji komisji, która powstała. Dostaliśmy tylko informację, i to jeszcze w Prima Aprilis, że faktycznie zostali odwieszeni, więc na pewno będziemy czekać przede wszystkim na odpowiedź FIS-u, do którego wysłaliśmy pismo nie tylko jako Polski Związek Narciarski, ale i inne związki. Łącznie z tym, że chcieliśmy, żeby w takiej komisji uczestniczył przynajmniej jeden członek każdego kraju, który bierze w tym udział. Postanowiono zupełnie inaczej, więc informują nas dosyć błaho i rzadko.

- W Polsce też było gorąco. Jak to w końcu jest z decyzją Thomasa Thurnbichlera? Na konferencji mówił pan o terminie 6-7 kwietnia, z kolei pytany o to trener powiedział, że nie wie nic o takim terminie i nie potrafi powiedzieć, kiedy dokładnie podejmie decyzję.

- To na pewno nie mówił prawdy. Umawialiśmy się, że po Red Bullu się do niego odezwę i musi być decyzja, dlatego że my przygotowujemy się do kolejnego sezonu i nie mamy na co czekać.

- A jak usłyszał pan te wypowiedzi po ostatnich zawodach Dawida Kubackiego i Aleksandra Zniszczała, to pomyślał sobie, że to już może być ten moment, w którym Thomas na pewno postanowił odejść?

- Powiem szczerze, że nie słyszałem tego. Dowiedziałem się w zasadzie z boku i nie chciałem tego komentować. Zdajemy sobie sprawę, jakie były te wypowiedzi i ja bym chciał to ukrócić, uciszyć. To, co się wylało, to się wylało i nie powinno to być dalej kontynuowane. Rozpoczynamy nowy rozdział i na tym powinniśmy się skoncentrować.

"Zdajemy sobie sprawę, jakie były te wypowiedzi i ja bym chciał to ukrócić, uciszyć. To, co się wylało, to się wylało i nie powinno to być dalej kontynuowane. Rozpoczynamy nowy rozdział" - Adam Małysz o krytycznych wypowiedziach Dawida Kubackiego i Aleksandra Zniszczoła pod adresem Thomasa Thurnbichlera

- Czy zarząd podjął już jakieś decyzje o ewentualnej karze? Wiceprezes Gumny mówił o takiej możliwości, potwierdzając pana słowa z wywiadu dla "Przeglądu Sportowego Onet", z kolei zasiadający w zarządzie Rafał Kot mówił później w "Interii", że wcale nie wiadomo i jego zdaniem wystarczyłyby krótkie przeprosiny.

- Wciąż myślimy nad tym tematem. Wiceprezes Gumny może za dużo powiedział. Na pewno trzeba poczekać. Ja myślę, że akurat samo to, że ktoś coś powiedział, to jest trochę za mało, dlatego że mamy wolność słowa i każdy może mówić co chce. Oczywiście te słowa nie były fajnie skierowane, ale to jest też tak, że musimy pamiętać o tym, że to są zawodnicy naszej kadry narodowej. I oczywiście będziemy na ten temat dyskutować, ale nie chciałbym na pewno publicznie o tym rozmawiać. Chcemy, żeby to po prostu poszło w zapomnienie i to, co my zrobimy wewnętrznie, to jest trochę nasza sprawa.

- Z perspektywy czasu uważa pan decyzję o zatrudnieniu Thomasa Thurnbichlera za swoją porażkę? Maciej Maciusiak od dawna był przy kadrze i tak naprawdę kandydatem na głównego trenera był już trzy lata temu, gdy odchodził Michal Doleżal. Być może stracił pan te trzy lata?

- Nigdy nie słyszałem o takiej propozycji, że Maciek Maciusiak miał wtedy zastąpić Doleżala, więc nie będę tego komentował. Natomiast w pierwszym roku pracy z Thurnbichlerem kadra zrobiła jeden z najlepszych wyników w swojej historii, więc głupio by mi było teraz mówić, że to był mój błąd.

Zdecydowana reakcja nowego trenera skoczków narciarskich. Ważna informacja dla Kubackiego i Zniszczoła. "Nie pójdzie to w dobrym kierunku"

- Teraz mamy nowe otwarcie. Trener Maciusiak otrzymał poważną misję przed igrzyskami, które będą wyjątkowo elitarne. W trakcie sezonu coraz głośniej zrobi się o kwotach - Polska będzie mogła wysłać maksymalnie czterech skoczków, a na tę chwilę nawet tylko trzech. Czy po igrzyskach możemy spodziewać się poważnego odsiewu w polskich skokach śladem innych reprezentacji i ogłoszonych już rezygnacji Markusa Eisenbichlera, Michaela Hayboecka czy Stephana Leyhe?

- Teraz musielibyśmy spekulować, bo ja nie siedzę w głowie zawodników, którzy będą podejmować taką czy inną decyzję. Zresztą też nie podoba mi się, jak media bardzo często pytają Kamila, czy on kończy, czy nie kończy, jaka jest jego decyzja. To jest jego sprawa i on zadecyduje, kiedy zakończy tę karierę. Tak samo jeśli chodzi o pozostałych zawodników. Naszą rolą jako związku przede wszystkim jest ich wspierać, a jeśli chcą trenować to zapewnić im jak najlepsze warunki, żeby mogli odnosić sukcesy.

- Ale musi pan przyznać, że mając tak naprawdę ośmiu zawodników walczących o cztery miejsca, robi się o nie bardzo ciężko. A trzeba jeszcze brać pod uwagę ewentualny wystrzał któregoś z juniorów. A igrzyska są teraz takim punktem, który każdego motywuje i jest pewnym wyznacznikiem.

- Ciężko o miejsce będzie dla każdego. Oby faktycznie igrzyska były taką motywacją. Życzę wszystkim naszym zawodnikom, żeby to był taki kop dla nich, żeby walczyli o te miejsca, i żebyśmy mieli problem, kogo nie zabierzemy, bo mamy aż tak dobrze. A nie problem, kogo mamy zabrać, bo nie skaczą dobrze. Wolałbym, żeby faktycznie skakali dobrze i były kontrowersje, że ktoś nie pojedzie, bo jest jako czwarty czy piąty, a mógłby na przykład stanąć nawet na podium. Takie czasy już były i życzę sobie tego i naszym zawodnikom.

- Maciej Maciusiak nie ukrywa, że ma już konkretną wizję, więc kiedy możemy spodziewać się ogłoszenia kadr na olimpijski sezon? Jeszcze w kwietniu czy bardziej w maju?

- Po akceptacji zarządu. My na pewno będziemy teraz podsumowywać cały sezon, później trenerzy podają nam swój pomysł na kadry, a zarząd to musi zaakceptować. Jeśli tego nie zaakceptuje, no to wtedy będziemy pracować nad tym, żeby dojść do jakiegoś porozumienia, ale rzadko kiedy zdarzało się, żeby zarząd nie zaakceptował woli trenerów.

Sport SE Google News
QUIZ: Rozpoznasz tych skoczków? Tylko najwięksi kibice sobie poradzą!
Pytanie 1 z 20
Zacznijmy od czegoś prostego. Skoczek na zdjęciu to...
Kamil Stoch

Najnowsze