Poziom konkursu pchnięcia kulą podczas halowych mistrzostw świata w Belgradzie był kosmiczny, ale Bukowieckiego to zupełnie nie pociesza. Wręcz przeciwnie, jest na siebie bardzo zły.
- Nie chce mi się tłumaczyć, co się działo, bo mogę się trochę rozkręcić i użyć słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Oczywiście, że mam do siebie pretensje. Nie zrobiłem praktycznie nic. 20,79 m to nie jest wynik, który by mnie w jakimkolwiek stopniu zadowalał. Zważywszy na moją formę i na to, jak pchałem w tym sezonie. Forma jest najlepsza w moim życiu, ale nie byłem w stanie tego wykorzystać. Jest mi z tego powodu przykro i źle. Nie mam nic więcej mądrego do powiedzenia – podsumował załamany Bukowiecki.
Przeczytaj także: Justyna Święty-Ersetic nie kryła emocji po porażce. Poruszające słowa, wielki ból
Przed zawodami Konrad Bukowiecki w rozmowie z „Super Expressem” podkreślał, że jest w stanie osiągnąć barierę 22 metrów. Okazało się, że bardzo dużo mu do tego zabrakło.
Nie wyszło pierwsze pchnięcie, trudno. Miałem jeszcze dwa kolejne, żeby się poprawić. I poprawiłem się trochę, ale za mało, by mieć kolejne trzy pchnięcia. Poziom kuli jest bardzo wysoki, bo taki wynik generalnie zawsze dawał ósemkę, a teraz nie dał. Mogę mieć pretensje tylko do siebie, bo wiem, że byłem dobrze przygotowany i jak dzisiaj bym trafił, to poleciałaby bardzo daleko. Ale nie trafiłem. Dalekie pchnięcia kolegów nie robiły na mnie to wrażenia. Ja przez te lata nauczyłem patrzeć się na siebie, a nie na to, co robią moi rywale. Natomiast faktycznie, wyniki medalowe imponujące – dodał Bukowiecki.
Zobacz też: Małgorzata Hołub-Kowalik dla „Super Expressu”: Jestem czarownicą kadry. Moja wróżba to złoto sztafety!