"Super Express": - Po dwóch latach gry w Atromitosie wróciłeś do polskiej Ekstraklasy i od razu zostałeś najlepszym obrońcą w klasyfikacji "Super Expressu".
Marcin Baszczyński: - Bardzo miła wiadomość i mobilizacja przed kolejną rundą. Tym bardziej że straciłem początek sezonu z powodu kontuzji.
- A już wielu twierdziło, że jesteś piłkarskim emerytem...
- Pokazałem chyba, że nie jest ze mną jeszcze tak źle. To moja druga młodość, czuję się naprawdę świetnie, znakomicie gra mi się na nowych stadionach w Polsce. Kiedy wyjeżdżałem, niektóre obiekty niemal nie nadawały się do użytku. A teraz Europa.
- Jak długo jeszcze pograsz?
- Jeszcze trochę pogram. Odejdę dopiero wtedy, gdy będę gorszy od młodszych zawodników, gdy zauważę, że forma zaczyna uciekać.
Patrz też: Hapoel - Legia. Relacja NA ŻYWO w internecie
- Dla ciebie największym wydarzeniem tej rundy był mecz z Wisłą Kraków. Noga ci nie drżała, kiedy strzelałeś na bramkę byłego zespołu?
- Gdyby miała mi drżeć, to poprosiłbym przed meczem trenera Zielińskiego, żeby nie wykonywał stałych fragmentów gry (śmiech). Kiedy jednak wyszedłem na stadion Wisły, poczułem się cudownie, aż ściskało mnie w gardle. Ale grałem w stu procentach dla Polonii.
- Co zmieniło się w Polonii, że po fatalnym początku pod koniec rundy szliście jak burza?
- W pierwszych meczach naszą grę ciągnął Bruno. Ale kiedy doznał kontuzji, wszystko się zachwiało. W drużynie przed sezonem było wiele zmian i potrzeba było czasu, aby gra zaczęła się zazębiać. No, chyba że zbierze się grupę "galacticos", do których nam daleko (śmiech). Po kilku tygodniach zgrywania się wreszcie zaczęliśmy być jednością.
- Polonię stać na mistrzostwo Polski?
- Jeśli będziemy grać tak jak pod koniec rundy, jesteśmy w stanie zdobyć tytuł. Musimy się tylko wystrzegać takich wahań formy, jakie nas dopadały. W barwach Wisły sześć razy byłem mistrzem Polski, teraz w Polonii mam chrapkę na siódmy tytuł.