Chorzów, Stadion Śląski, rok 1993. Ewentualnie Premier League. Dekada wcześniej. Mniej więcej podobne skojarzenia nasunęły się po drugim dniu Euro 2016. Na stadionie w Marsylii doszło do czegoś, czego nie widzieliśmy na wielkim turnieju już dawno. Regularne mordobicie pomiędzy kibicami Anglii oraz Rosji i w całym zamieszaniu zabrakło chyba jeszcze tylko spalenia stadionowych krzesełek. Co by narobić organizatorom dodatkowych problemów. To zresztą tylko kolejny akt krótkiej wojny pomiędzy zwaśnionymi stronami, a awantur podczas Euro - zwłaszcza z udziałem fanów Sbornej oraz Wyspiarzy - było już więcej. I zapewne doczekamy również kolejnych, bo sami zainteresowani wydają się wyjątkowo zdeterminowani, by przekonać rywali do swoich racji.
A przypominamy. Anglicy przyjechali do Francji i już pierwszego dnia błysnęli elokwencją. - Gdzie jest pierd... ISIS - śpiewali w całej Marsylii. Jak widać, by narobić wiochy podczas piłkarskiego święta, przybysze z Bliskiego Wschodu nie są nikomu do niczego potrzebni. Wystarczy przeciętny Brytyjczyk. Pijany, lekko spocony i uzbrojony w wiedzę prosto z komercyjnej telewizji.