Super Express: - Trudno nie odnieść wrażenia, że Holendrzy raczej nie zmartwili się przydziałem do „polskiej” grupy eliminacji MŚ, prawda?
Jan de Zeeuw junior: - Nie ma się co oszukiwać: ucieszyli się, widać to w wypowiedziach trenera Koemana i w mediach. To forma pocieszenia po odpadnięciu – mimo dwóch dobrych meczów z Hiszpanami – z Ligi Narodów. W ogólnym mniemaniu holenderskich kibiców Finlandia, Litwa, Malta i Polska są słabymi rywalami. Gruzja i Turcja – z którymi o mundial zagrają Hiszpanie – to dużo mocniejsze ekipy.
- Holandia zaś sprawia wrażenie jeszcze mocniejszej niż na EURO 2024, gdzie przecież sięgnęła po brąz. Zgadza się pan?
- Mecze z Hiszpanią na pewno poprawiły wizerunek reprezentacji po jesiennych bojach w Lidze Narodów. Holandia ma 18 mln mieszkańców, a więc i 18 mln piłkarskich selekcjonerów. Każdy z nich miał własny pomysł na drużynę, i każdy odczuwał zawód po porażce z Niemcami czy po remisach z Węgrami oraz Bośnią i Hercegowiną. Wyniki były – w ogólnym mniemaniu – słabe, słaby był też styl gry reprezentacji.
Polska – Litwa. Kapitan zrobił swoje, ale o zachwyty trudno. Tak oceniliśmy Biało-Czerwonych
- Były głosy, by „pogonić” Koemana ze stanowiska?
- Generalnie nie, bo nie mamy w tej chwili jakiegoś naturalnego następcy. Ale gdybyśmy z Hiszpanami dwa razy dostali „w czapkę” – a powiem uczciwie, że tego się spodziewałem, to pewnie pytania zadawane przez dziennikarzy w sprawie dalszej pracy selekcjonera przybrałyby na sile i częstotliwości.
- Tymczasem dwumecz z Hiszpanią był bajeczny!
- Tak, zobaczyliśmy zupełnie inną drużynę, niż ta jesienna. I inną, niż ta z EURO. Drużynę walczącą jak równy z równym z najlepszym zespołem świata – bo za taki uważam Hiszpanię. No i teraz Koeman – patrząc na skład grupy kwalifikacyjnej, z której bez problemu Holendrzy powinni awansować na mundial – może pracować spokojnie. A po awansie jego kontrakt automatycznie się przedłuży.
- Co jest kluczem do tej nowej, lepszej twarzy Holendrów?
- Koeman teraz też miał kilka kontuzji w zespole, musiał pokombinować na przykład prawej stronie pod nieobecność Denzela Dumfriesa. Ale wrócił zdrowy Frenkie de Jong, który na EURO nie grał.
Internauci nie zostawili na reprezentancie suchej nitki za to zachowanie. A Karol Świderski w końcu wyjaśnił, o co chodziło z „uszami”
- A poza tym dała znać o sobie holenderska szkoła futbolu, „produkująca” niezliczone talenty. Każdy selekcjoner życzyłby sobie takiego debiutanta, jak Ian Maatsen!
- Myślę, że do czasu jesiennych meczów z Polską pewnie jeszcze dołączy dwóch-trzech piłkarzy z kadr młodzieżowych Holandii. Ale ważniejsze jest to, że mamy dziś bardzo solidny trzon drużyn. Memphis Depay, wspomniany de Jong, Virgil van Dijk – to kręgosłup. Bardzo solidna druga linia, którą uzupełniają Ryan Gravenberch i Tijjani Reijnders… Na papierze to arcymocny skład w kontekście spotkań z Polską. Pytanie jednak, czy będzie on grać tak efektownie i efektywnie, jak z Hiszpanami.
- No właśnie. Inaczej się mobilizuje na mecz z mistrzem Europy, a inaczej – na słabszego rywala, jakim są Polacy. Ale nie zlekceważą nas?
- Nie, choć jest inny aspekt tego tematu. Holendrzy z Hiszpanami nigdy nie mieli większych problemów. Grywaliśmy z nimi co prawda rzadko, za to najczęściej z fajnym rezultatem. Za to jak się spojrzy na wspominane już mecze z Węgrami czy Bośnią, to widać, że mamy z takimi rywalami problem. Problem czysto sportowy, nie mentalny. Hiszpania chciała grać w piłkę – i w Rotterdamie, i w Walencji. Holendrom to się spodobało; było wygodnie grać z przeciwnikiem, który prezentuje ofensywną piłkę. Hiszpanie zostawiali dużo miejsca za swymi obrońcami, więc - zwłaszcza w pierwszym meczu – dwaj holenderscy skrzydłowi: Gakpo i Frimpong, mieli mnóstwo przestrzeni by wykorzystać swą szybkość.
- I przyczynili się do wspaniałych widowisk!
- Dziesięć bramek w dwóch meczach? To najpiękniejsza twarz dzisiejszego futbolu, za którą kibic jest gotów zapłacić każde pieniądze! Dzień po meczu rozmawiałem o nim z moimi studentami. Nawet ci, którzy piłką się nie pasjonują, przyznawali, że z zainteresowaniem go obejrzeli! A wiadomo, jak na tym tle wyglądało spotkanie Polski z Litwą…
- Ano właśnie. Jak panu podobała się gra Biało-Czerwonych? I czy my jesteśmy w stanie zrobić Holandii jakąkolwiek krzywdę?
- Szczerze? Gdyby brać pod uwagę mecze z Litwą i Maltą, szanse Polaków na podjęcie walki z Holendrami oceniam na bardzo małe, bardzo nikłe. Dlaczego? Ponieważ... nie jest to drużyna. Gorzki smak na widok gry Biało-Czerwonych został mi jeszcze po EURO, gdzie – moim zdaniem – byli jednym z najsłabszych zespołów. Ja wiem, że przeciwko Holendrom zagrali zupełnie nieźle, trochę stracha im napędzili Ale dziś zupełnie nie widać u nich radości z gry.
Jakub Kamiński tej rzeczy po meczu z Maltą żałuje najbardziej. A tego z kolei nie wstydzi się wcale
- Selekcjoner mówi, że liczy się wynik, zdobyte punkty!
- To złudzenie. Ludzie wykładają po 250 zł, żeby obejrzeć mecz reprezentacji. I chcieliby trochę tej radości kadrowiczów z gry, trochę efektownej piłki w ich wykonaniu zobaczyć. Gdyby ona się pojawiła, przyszedłby z nią też wynik. Ale ja tych elementów nie widzę. Brakuje ich, co – moim zdaniem jest winą selekcjonera. A w takim razie… może trzeba się zastanowić nad zmianą selekcjonera Biało-Czerwonych? Bo przecież dobrych piłkarzy Polakom nie brakuje.
- Jakoś tego w kadrze nie widać…
- Ale oni są. Robert Lewandowski – pierwszy z brzegu. Zawodnik bezcenny w takich meczach, jak ten z Litwą. Kiedy w zasadzie gra wygląda na 0:0, a on jest w stanie sam, indywidualnie, jednak tę szalę na korzyść drużyny przechylić. To jest rola światowej klasy napastnika, którego w tym momencie Holandii brakuje. Po cichu Holendrzy wam tego Lewandowskiego zazdroszczą...
To jest potężny cios byłego reprezentanta w selekcjonera. Marek Koźmiński nie zatrzymał się ani przez chwilę [ROZMOWA SE]
- Sęk w tym, że Lewandowski tę klasę prezentuje w reprezentacyjnej koszulce głównie w meczach z przeciętnymi rywalami. Zgadza się pan?
- Bo ma taką drużynę, jaką ma. Od ładnych paru lat nic się nie buduje w Polsce. Za często zmieniano selekcjonerów, a więc i koncepcje budowy i gry drużyny. Jeśli w korporacji prezes mówi: „Idziemy w prawo”, a pół roku później jego następca oznajmia: „Nie, jednak w lewo”, to na powodzenie nie ma szans. Brak stabilizacji to – w każdej dziedzinie – najgorsza rzecz. Bez niej nie można zbudować teamu!
- Rozumiem, że – pańskim zdaniem – Polacy mogą grać lepiej niż w dwóch ostatnich meczach?
- Oczywiście, potencjał jest. Niech pan spojrzy choćby na Kubę Modera – przywołuję go, bo go oglądam na co dzień w Feyenoordzie. Przez prawie dwa lata nie grał w piłkę, by – w ciągu kilku tygodni – stać się jednym z trzech topowych piłkarzy w lidze holenderskiej. Jeżeli dwóch-trzech kolejnych piłkarzy z tego nowego pokolenia w polskiej kadrze wejdzie na ten swój „high level”, możecie być groźni.
- Jak mają wejść, skoro wielu z nich nie gra regularnie w klubach?
- I to jest największy problem polskiej piłki. Z reguły już na bardzo wczesnym etapie swej przygody z futbolem utalentowani gracze po prostu dokonują niewłaściwych wyborów drużyn, w których chcą się rozwijać. Moder jest tego klasycznym przykładem. W jego przypadku kolejność powinna być odwrotna. Najpierw liga holenderska, dopiero potem skok na głęboką wodę do Premier League. Podobnie bywało w wielu innych przypadkach. Macie na tyle zdolnych graczy, że powinniście być na każdym wielkim turnieju, i na większości z nich wychodzić z grupy! I to nawet obecnym składzie. Pod warunkiem jednak, że – po pierwsze – ci gracze nie będą w klubach siedzieć na ławie. I po drugie – że będą mieć w kadrze naprawdę fachowego trenera.
Grzegorz Lato klarownie o końcu przygody Michała Probierza z kadrą. A reprezentantom dostało się solidnie za jedną rzecz [ROZMOWA SE]
- Michał Probierz nim jest?
- Moim zdaniem Probierz jest dobrym trenerem na ekstraklasę. Poza nią jeszcze niczego godnego uwagi nie pokazał. W Grecji go pogonili, zanim zdążył założyć buty…
