Skrzydłowy reprezentacji Polski Damian Kądzior: Euro to moje wielkie marzenie

2020-02-18 23:12 Marcin Szczepański
Damian Kądzior
Autor: East News Damian Kądzior

W tym sezonie jest jednym z najlepszych graczy Dinama Zagrzeb, które zmierza po kolejny tytuł. W lidze chorwackiej wyrobił sobie markę, strzelił sześć goli i zanotował siedem asyst. Pomocnik Damian Kądzior marzy, aby znaleźć się w reprezentacji Polski na finały mistrzostw Europy. Jego znakiem firmowym stały się dobre podania i stałe fragmenty.

„Super Express”: - W poprzedniej kolejce z HNK Gorica strzelił pan efektownego gola. Jaki jest przepis na takie urodziwe bramki?
Damian Kądzior (28 l., pomocnik Dinama Zagrzeb): - To duża przyjemność strzelać takie gole. Było dośrodkowanie na pole karne, a ja nie przyjmowałem piłki, lecz uderzyłem od razu i padła bramka wyjątkowej urody. W okresie przygotowawczym też zdobyłem podobną. Jestem w super formie, a to przekłada się na pewność siebie. Czuje się dobrze, więc łatwo podjąć taką decyzję o strzale.

- Dziennikarze w Chorwacji napisali o pana trafieniu „EURO gol”. Ktoś jeszcze zaskoczył pana oryginalnym komentarzem?
- Mój tata, a także koledzy w szatni mówili, że strzeliłem jak Marco Van Basten w finale EURO 1988 ze Związkiem Radzieckim. Porównanie z legendą futbolu jest budujące.

- Tata jest surowym recenzentem pana występów?
- Tak, nawet teraz powiedział, że wyszedł mi fajny strzał, ale w innych sytuacjach mogłem się lepiej zachować. Nie odbieram jego słów jako złośliwych uwag. Doceniam, że zawsze mogę na niego liczyć. Nie mówi tego, żeby mi dopiec, ale dostrzega we mnie jeszcze większe możliwości. Nawet jak byłem ostatnio w domu to wspólnie trenowaliśmy.

- Trener Dinama Zagrzeb Nenad Bjelica także pochwalił za tego efektownego gola?
- Nie musi tego robić. Naprawdę, nie musi mnie klepać po plecach za dobre podanie, bramkę czy asystę. Pracuję z nim 1,5 roku, doskonale wie na co mnie stać. Wcześniej miał mnie na widoku w Ekstraklasie.

- Dużo od pana wymaga?
- Tak, bo wie, że mam rezerwy. Sam widzę, że mogę dać od siebie jeszcze więcej. Cały czas muszę być pod prądem. Poza tym szkoleniowiec zaufał mi sprowadzając do mistrza Chorwacji. Podpisał się swoim nazwiskiem pod moim transferem. Nikt mnie przecież w Dinamo nie znał. Nikt wcześniej nie słyszał tutaj, że jest taki piłkarz Kądzior. Dużo trenerowi zawdzięczam i robię wszystko, aby go nie zawieźć.

- Czuje pan, że w Chorwacji rozwinął się piłkarsko?
- Zdecydowanie. Mimo konkurencji w tak silnym klubie daję radę. Jestem na najwyższym poziomie. Może zabrzmi to nieskromnie, ale już od dłuższego czasu jestem w dobrej formie. Jestem pomocnikiem, a w każdym sezonie mam po 10 asyst i bramek.

- OK, ale inną wartość ma to w pierwszej lidze, inną w Ekstraklasie czy w europejskich pucharach.
- Racja, ale chodzi oto, że jest progres, że w każdym roku robię kolejny krok. Dopiero co grałem w pierwszej lidze z Wigrami, potem przeskoczyłem na rok do Ekstraklasy, aby po chwili rywalizować z zespołami tej marki jak na przykład Benfica Lizbona w Lidze Europy czy Manchester City w Lidze Mistrzów. Droga którą podążam jest właściwa.

- Potrafi pan wskazać, co konkretnie poprawił w swojej grze?
- Koledzy czy media cenią moją powtarzalność. Słyszę opinie, że w lidze nie było wcześniej piłkarza z tak dobrym dośrodkowaniem. Dokładne podanie i stałe fragmenty to mój znak firmowy. W ubiegłym sezonie miałem 11 asyst, w tym mam już siedem, a to dopiero połowa rozgrywek. W Chorwacji na początku było mi łatwiej, a teraz trenerzy rywali uczulają swoich piłkarzy, aby utrudniali mi życie i „blokowali” moją lewą nogę. Poprawiłem grę w defensywie, gdzie mam na pewno największe braki, a także grę głową i prawą nogą.

- W tym sezonie pozostał niedosyt po występach w Lidze Mistrzów, że nie udało się zakwalifikować do fazy pucharowej Ligi Europy?
- Zajęliśmy czwarte miejsce w grupie, Szachtar wyprzedził nas o punkt i zagra w Lidze Europy. Piłka jest brutalna, to dla nas lekcja na przyszłość. Na takim poziomie nie możemy popełniać błędów, które przytrafiły nam się z Szachtarem czy z Manchesterem City. Ale mimo wszystko pokazaliśmy, że Dinamo ma dużą jakość.

- W zimowym oknie dostał pan kilka ofert. Dlaczego zdecydował się pan zostać w Chorwacji?
- Nie wiem czy propozycje, które otrzymałem, byłyby w tym momencie dla mnie dobrym wyborem. OK, może ligi w USA czy Turcji są lepsze od rozgrywek w Chorwacji. Trzeba zastanowić się, czy czy kluby z tych lig przebijają pod względem piłkarskim Dinamo Zagrzeb?

- Na pewno zyskałby pan finansowo.
- Owszem byłby to awans finansowy, ale sportowy już niekoniecznie. Długo pracowałem na to co mam. Szczęście w życiu nie zawsze trzeba przeliczać na pieniądze. Nie stawiam finansów na pierwszym miejscu. Chcę się czuć spełniony piłkarsko. Gdy już kiedyś zakończę karierę, to chcę powiedzieć, że wyciągnąłem z niej maksimum. Wytrwałość, dążenie do celu, pracowitość doprowadziły mnie do reprezentacji Polski, do występów w Lidze Mistrzów. Do końca sezonu zostaję w Dinamie. Nie żałuję tej decyzji.

- Czy takimi występami w Dinamo Zagrzeb jest pan bliżej wyjazdu z reprezentacją Polski na EURO 2020?
- Nie lubię się wypowiadać na temat kadry. Moją rolą jest to, aby dostarczać argumenty selekcjonerowi dobrymi występami. Zadebiutowałem w kadrze, strzeliłem gola, ale jak to mówią: apetyt rośnie w miarę jedzenia. Pewnie, że chciałbym dostać w kadrze więcej szans, zagrać całe spotkanie, sprawdzić się. Takimi występami jak z Manchesterem City w Lidze Mistrzów pokazałem, że nie odstępuję poziomem.

- Mistrzostwa Europy to jeden z celów, który wyznaczył pan sobie na ten rok?
- EURO to moje wielkie marzenie. Od dwóch lat nie opuściłem żadnego zgrupowania za kadencji trenera Jerzego Brzęczka. W klubie muszę dawać z siebie maksa. Jestem w super formie, co potwierdzają gole i asysty w Dinamie. Najważniejsze, że jestem regularny i powtarzalny. Na to ma wpływ. Reszta już ode mnie nie zależy.

- Pamięta pan, co pan robił w czasie EURO 2016, gdy nasza kadra była jedną z rewelacji turnieju?
- Dobre pytanie. Wspólnie z tatą w Białymstoku oglądaliśmy turniej i kibicowaliśmy reprezentacji Polski. Byliśmy dumni, trzymaliśmy kciuki za naszych piłkarzy. Przed czterema laty siedziałem przed telewizorem i oglądałem chłopaków, a teraz jestem częścią tej ekipy i spełniam marzenia. Zostało jeszcze kilka miesięcy walki o wyjazd na EURO. Najważniejsze, żebym był zdrowy i w formie.

- Jak się pan czuje w Chorwacji?
- Znakomicie. Jesteśmy z żoną szczęśliwi. Szatnia mnie zaakceptowała, polubiła, a znałem w niej poza trenerem tylko Emira Dilavera i Mario Situma, którzy grali w Lechu. Mam poukładane życie, „czystą głowę”, więc forma dopisuje. A w wolnych chwilach możemy zwiedzać z żoną i odkrywać piękne zakątki Chorwacji.

Najnowsze