- Nie cofnąłem się ani o krok w twierdzeniu, że wymuszona przerwa w treningu może się przysłużyć naszym reprezentantom – powiedział nam w telefonicznej rozmowie prezes. - Owszem, miesiąc temu wydawało się, że o medalu olimpijskim można tylko marzyć. Ja jednak zacząłem głęboko wierzyć w medal, gdy pojawiły się przerwy. Pojawiły się w najlepszym okresie. Kamil, Piotr i Dawid odpoczęli psychicznie i fizycznie. W innych konkurencjach taka przerwa może zdemobilizować, na przykład zaburzyć kondycję w biegach narciarskich. Ale w skokach może pomóc. Tutaj włączył się los i wynagrodził nam niepowodzenia.
Dawid Kubacki nie mógł wydusić słowa. Gigantyczne wzruszenie. Łzy same cisną się do oczu
W czołowej trójce polskich skoczków Kubacki był jednak w cieniu Stocha i Żyły. - Raczej liczyliśmy na Kamila i Piotra – przyznał Apoloniusz Tajner. - Dawid był dalej w tej hierarchii. Tymczasem to on bardzo dobrze skumulował energię przed tym konkursem. W drugiej kolejce wykonał chyba najlepszy skok tej zimy. Była dobra dynamika odbicia, a brakowało jej w grudniu. Potrzebna mu była świeżość i siła. Wreszcie ją uzyskał.
Tajner podkreślił jeszcze jedną okoliczność niedzielnego konkursu:- Bardzo ważne było to, że warunki rywalizacji były dość równe. O medalach zdecydowały poziom sportowy i dyspozycja dnia. A one były po naszej stronie, stą taki sukces: trzecie i szóste miejsce. Nie tyle wiał wiatr z tyłu, ile były tylne ruchy powietrza. Gdyby był przedni wiatr, trudno byłoby wbić się pomiędzy Norwegów i Słoweńców, którzy potrafią to wykorzystać. A tak liczyła się dynami i technika.
Szef polskiego narciarstwa nie krył, że głośno wyraził na trybunach swoją radość z sukcesu. I nie tylko on. - Krzyczeliśmy wszyscy: i prezydent Andrzej Duda i prezes WADA Witold Bańka i ja też – śmiał się prezes.