SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle
Sport piłka nożna polacy za granicą VIDEOBLOGI SE: Piotr Koźmiński. Lewandowski zarabia 274 tysiące złotych dziennie!

VIDEOBLOGI SE: Piotr Koźmiński. Lewandowski zarabia 274 tysiące złotych dziennie!

11.07.2017, godz. 07:00
Źródło: Kamil Kacperczyk

W poprzednim odcinku poruszyłem kwestię podatków, ale żeby je zapłacić, trzeba najpierw zarobić. Dziś więc o najwyższych kontraktach gwiazd futbolu, a okazja jest idealna, bo akurat Leo Messi przedłużył umowę z Barceloną. Jako że jednak bliższa koszula ciału, to zaczniemy od najlepiej opłacanego polskiego piłkarza i sportowca – Roberta Lewandowskiego. Zwłaszcza, że ten rok będzie dla niego rekordowy. Zarobi około 100 mln złotych, co oznacza: 8,3 mln zł miesięcznie, 274 tysiące dziennie, 11 tysięcy na godzinę, 190 złotych na minutę i 3 złote na sekundę!

Polski kontrakt stulecia, tyle nie miał jeszcze nikt!

Oczywiście podstawowym źródłem dochodów RL jest kontrakt z Bayernem Monachium, przedłużony – na dużo lepszych warunkach niż poprzednia umowa - w grudniu 2016 roku. Choć w niemieckich mediach pojawiała się przy tej okazji kwota 15-16 mln euro za sezon, to z moich informacji wynika, że Polak tak naprawdę został najlepiej opłacanym piłkarzem w historii Bundesligi z umową w wysokości 20 mln euro brutto za rok gry. W kontrakcie RL ma też wpisane ważne bonusy. Dodatkowe, duże pieniądze, wpadną mu gdy:

a) zostanie mistrzem Bundesligi
b) wygra Ligę Mistrzów,
c) w klasyfikacji „Złotej Piłki” zajmie miejsce na podium.

Pierwszy bonus jest niemal pewny, bo Bayern w Bundeslidze nie ma za bardzo konkurentów. O drugi i trzeci już trudniej, choć niedawno Lewandowski otarł się o ten ostatni, bo był sklasyfikowany jako czwarty piłkarz świata (za 2015 rok).
- Jeśli chodzi o nowy kontrakt Lewandowskiego, to były to najtrudniejsze negocjacje jakie kiedykolwiek prowadziłem – powiedział mi Cezary Kucharski, menedżer RL, który doprowadził do podpisania rekordowej umowy.

Oferta podwyżki wyszła ze strony Bayernu, ale ze względu na to, że bawarscy działacze to twardzi negocjatorzy, dopinanie szczegółów trwało kilka miesięcy. W tym czasie Kucharski latał do Niemiec aż PIĘTNAŚCIE razy. Ale opłacało się i to dosłownie. 20 mln euro plus niecałe 3 miliony euro z reklam oznaczają, że Lewandowski zarobi w tym roku około 100 mln złotych (a może nawet trochę więcej jeśli aktywowane zostaną wszystkie bonusy). Kwota robi wielkie wrażenie i w całości, i w rozbiciu: 100 mln złotych rocznie oznacza 8,3 mln zł miesięcznie, 274 tysiące dziennie, 11 tysięcy na godzinę, 190 złotych na minutę i 3 złote na sekundę.

Dla zwykłego śmiertelnika to wręcz kosmiczne pieniądze. Dość wspomnieć, że za jedną dniówkę Lewy może kupić mieszkanie w większości polskich miast albo… trzy niezłej klasy samochody! Ewentualnie wykupić 107-dniowy rejs dookoła świata dla czterech osób. Albo zestaw luksusowych głośników firmy Cabasse (kosztują około 250 tysięcy złotych).


On pierwszy skosi miliard

- Moim zdaniem Robert ma szansę zostać pierwszym polskim sportowcem, który w trakcie kariery zarobi miliard złotych – tak mówi mi wspomniany Kucharski. Zdaniem agenta obecna umowa wcale nie będzie ostatnią wysoką, jaką podpisze Lewandowski. - Mało jest na rynku napastników takich jak on. Dlatego nawet w wieku 33 lat, gdy wygaśnie mu umowa z Bayernem, będzie łakomym kąskiem i może podpisać bardzo dobry kontrakt - przekonuje Kucharski.

Być może jeszcze raz zaatakują wtedy Chińczycy, którzy niedawno szukali kontaktu z Lewandowskim. Jeden z agentów działających w ich imieniu sugerował, że gdyby Lewandowski chciał zagrać za Wielkim Murem, to mógłby liczyć na grubo ponad 30 mln euro za sezon. Na razie Azjaci nie mają u Lewego szans, ale kto wie co się wydarzy za kilka lat, choć z naszych informacji wynika, że pod koniec kariery Robert widziałby się bardziej w USA.

Wielka sława, wielkie pieniądze oznaczają też (wielkie) niebezpieczeństwa. Od dawna światowe gwiazdy korzystają z ochrony, wszak licho nie śpi. Nie inaczej jest z Lewandowskimi, bo mówimy tu nie tylko o Robercie, ale i o Ani. "Lewy", co ujawniam tu jako pierwszy, praktycznie na stałe korzysta z ochrony, którą zapewnia mu firma VIP Force, należąca do jego kolegi Marcina Kulczyka. Lewandowscy praktycznie przez cały pobyt w Polsce są pilnowani przez co najmniej jednego, a nieraz dwóch ochroniarzy. RL i Ania czasem korzystają też z obsługi przez VIP Force na terenie Niemiec. Pracownicy tej firmy szkolą się w znanej w „ochroniarskich kręgach” European Security Academy, mają też pełen wachlarz środków, gdyby doszło do skrajnie niebezpiecznej sytuacji: posiadają zezwolenie na broń palną o kalibrze od 6mm do 12 mm, pistolety maszynowe, strzelby powtarzalne, czy karabinki samoczynne. Na szczęście do tej pory większych incydentów nie było i miejmy nadzieję, że nic się pod tym względem nie zmieni.

Dwóch przyjaciół z boiska i czołówki listy płac

A wracając w okolice kont bankowych... Drugim najlepiej opłacanym polskim piłkarzem jest Wojciech Szczęsny, który w Rzymie zarabia około 5 milionów euro brutto. Wojtek od dawna jest w czołówce polskiej piłkarskiej listy płac, bo wcześniej w Arsenalu też zarabiał ogromne pieniądze. No i prognozy ma bardzo obiecujące, bo bez względu na to, czy trafi do Juventusu, czy wróci do „Kanonierów”, to raczej nie zbiednieje. 5 milionów euro rocznie, rozłożone na czynniki pierwsze, też robi wielkie wrażenie: to 21,5 mln złotych za 12 miesięcy, 1,8 mln miesięcznie, 59 tysięcy dziennie, 2450 złotych na godzinę, 40 złotych na minutę i 68 groszy na sekundę.

Na finanse nie ma też prawa narzekać jeden z najbliższych przyjaciół Szczęsnego, czyli Grzegorz Krychowiak. Gdyby w PSG jego apanaże zależały od  rozegranych minut, to byłoby cieniutko, ale „Krycha” przychodził jako gwiazda Sevilli i ulubieniec trenera Emeriego. Stąd nie tylko wielka kwota transferu (ponad 28 mln euro), ale i zarobki piłkarza, oscylujące wokół 4,8 mln euro za sezon. Niby do Lewandowskiego daleko, ale jeszcze kilka lat temu Krychowiak zarabiał naprawdę niewielkie pieniądze (jak na piłkarza) w Reims. Ostatnie lata to jednak wielki skok finansowy. Obecnie to: 20,6 mln złotych rocznie, 1,7 mln złotych miesięcznie, 56 000 zł dziennie, 2 350 złotych na godzinę, 39 złotych na minutę i 60 groszy na sekundę…


Finansowy król jest jeden

Polskie top 3 już znamy, czas więc wypłynąć na światowe wody, w których pływają finansowe rekiny. Królem jest obecnie Cristiano Ronaldo, który otwiera listę 100 najbogatszych sportowców świata wg magazynu Forbes. W 2016 roku Portugalczyk zarobił 93 miliony dolarów brutto (licząc kontrakt z Realem i umowy reklamowe). To około 344 miliony złotych rocznie, 28 mln miesięcznie, 942 tysiące złotych dziennie, 39 tysięcy na godzinę, 650 złotych na minutę i 10 złotych na sekundę. Ciekawe są tu proporcje między zarobkami na boisku, a poza nim. Aż 35 mln dolarów, czyli ponad 1/3 dochodów CR7 pochodzi właśnie z reklam, podczas gdy u Lewego to tylko 1/10. Ronaldo nazywany jest "ludzkim billboardem", reklamuje kilkanaście światowych marek, nie ma też sobie równych w mediach społecznościowych.

Licząc Instagram, Facebook i Twitter, gwiazdor Realu ma 275 milionów fanów! Dla porównania - Lewy na tych trzech platfomach zgromadził 20 milionów obserwujących. Badania wykazały, że firmy, które reklamują się na kontach społecznościowych Ronaldo mają stopę zwrotu inwestycji na poziomie 449%! Niektóre reklamy z Ronaldo mają zasięg ogólnoświatowy, Lewandowskiemu zdecydowanie trudniej przebić się na globalny rynek pod tym względem. Większość jego przedsięwzięć ma charakter lokalny, a największy zasięg geograficzny miała umowa z Huwaei, obejmująca nie tylko Polskę, ale i Europę  Środkowo-Wschodnią. A wracając do Ronaldo. W grudniu Nike przedłużyło z nim kontrakt, który ma mieć charakter dożywotni i wartość miliarda dolarów. Inwestycja jest jednak dla firmy opłacalna, bo zdaniem specjalistów tylko w 2016 roku 329 wpisów Cristiano w mediach społecznościowych na temat Nike miało dla firmy wartość 449 mln dolarów.

Ochrona odbijała Messiego z toalety

Drugie miejsce na liście Forbesa zajmuje, co nie jest wielką niespodzianką, Leo Messi. Argentyńczyk zarobił w 2016 roku 80 mln dolarów (również łączy się tu kontrakt piłkarski i reklamy). To w przeliczeniu 296 mln złotych rocznie, 24 mln miesięcznie, 810 tysięcy dziennie, 33 tysiące na godzinę, 563 zł na minutę i 9 zł na sekundę. Podobnie jak u Ronaldo, tak i u Argentyńczyka wpływy z reklam stanowią ważną część, to 27 mln USD rocznie, z czego połowę od adidasa.

Kilka dni temu Messi podpisał nową umowę z Barceloną, która wiąże go z Dumą Katalonii do 2021 roku. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jego nowe zarobki to 35 mln euro netto za sezon i 50 mln euro bonusu za przedłużenie umowy. W kulisach można też usłyszeć, że Barcelona weźmie na siebie zapłatę kary nałożonej na piłkarza i jego ojca przez hiszpańskie służby skarbowe za kombinowanie z podatkami (3,5 mln euro). W nowym kontrakcie Leo ma też klauzulę odejścia, ustalono ją tym razem na poziomie 300 mln euro.
Jak wspomniano wyżej, Lewandowski korzysta regularnie z ochrony, a jak jest w przypadku Messiego? Opowiedział mi o tym Leonardo Facci, dziennikarz, który napisał bodaj najciekawszą biografię argentyńskiego piłkarza.
- Czy Leo ma ochronę? I tak, i nie. O jego bezpieczeństwo troszczy się starszy brat, Rodrigo. Mówił mi, że Leo nie lubi ochrony, więc zapewniają mu ją dyskretnie. Kiedy jest w Barcelonie, to najczęściej nie ma takiej potrzeby, bo Hiszpanie znają umiar. Chcą się do niego zbliżyć, ale nie przeginają. Nieraz, gdy Leo wyląduje na lotnisku w Barcelonie, bierze taksówkę jak zwykły człowiek. A pod Barceloną, gdzie mieszka, ludzie widują go, jak na przykład w bermudach wyciąga pieniądze z bankomatu. Na treningi też przyjeżdża sam.

Inaczej jest w Argentynie, gdzie każdy chciałby go dotknąć. Tam często jego ochroniarzem jest człowiek o pseudonimie Turek. Mówił mi, że o wiele trudniej chronić Messiego niż Micka Jaggera czy innej gwiazdy muzyki. Dlaczego?  Bo do muzycznych gwiazd pchają się głównie dorośli fani, przyzwyczajeni do tego, że ochrona ich odpycha. Natomiast Messiego uwielbiają także dzieci. Ich nie popchniesz, a zapanować nad zamieszaniem i tak musisz - opowiadał mi Facci, przypominając pewną anegdotę dotyczącą wizyty Messiego w... toalecie. -  Czy Messi może iść spokojnie na zakupy? W Argentynie nie. Raz był z rodziną w galerii handlowej. Skończyło się na tym, że ewakuowała go policja, bo tłum oszalał na jego widok. Innym razem, na dyskotece, poszedł do toalety, ale nie mógł już wrócić, musiała go ratować ochrona. W Hiszpanii jest inaczej. Czasem np. jada w restauracjach, bo ludzie zachowują dystans – mówił mi Facci.

A jeszcze a propos Messiego - dorósł do sławy i pieniędzy, choć zdarza się, że wypomina mu się krętą drogę ku temu, czyli branie hormonów. Dwa słowa więc o tym (nie) kontrowersyjnym temacie: - Rozmawiałem z doktorem Diego Schwarzteinem, który prowadził kurację Messiego. Powiedział, że bez zastrzyków Leo miałby około 150 cm wzrostu. A teraz mierzy 169. Czyli mógłby grać w piłkę, ale nie miałby szans zostać taką gwiazdą jaką jest teraz – wyjaśnia Facci.

Sobowtór też zarabiał na Leo

A co do zarobków, to na Messim nieźle zarabia cały jego klan, ale też Miguel Martinez, jego sobowtór, z którym miałem okazję rozmawiać. - Kiedyś pojawiłem się na towarzyskim meczu Barcelony i wtedy ktoś zwrócił uwagę na to, że jestem bardzo podobny do Leo. Szybko okazało się, że zapotrzebowanie na sobowtóra Messiego jest ogromne. W pewnym momencie miałem nawet swojego menedżera, który założył firmę oferującą wizyty sobowtórów znanych ludzi na różnych przyjęciach - opowiadał mi Martinez.

- Zdarzało się też, że turyści z Azji, którzy mieli w planach zwiedzanie stadionu Barcelony, życzyli sobie, abym to ja był ich przewodnikiem. Dorośli wiedzieli, że jestem sobowtórem Messiego, ale dzieci były przekonane, że po stadionie oprowadza ich sam Leo. Małych turystów z błędu nie wyprowadzałem, bo nie chciałem im psuć radości - uśmiecha się Hiszpan, który najwięcej zarabiał grając w reklamach.  - W sumie wystąpiłem w około dwudziestu reklamach Leo. Dzięki temu poznałem mnóstwo fajnych ludzi i zwiedziłem kawał świata. Jedną reklamę kręciliśmy aż w Peru.

Jaka była moja rola? Pamiętam na przykład reklamę Gatorade. Scenariusz zakładał, że Leo podbija piłkę głową w deszczu. No ale wiadomo, jak cenny jest Messi, więc za długo taki mokry nie mógł tej piłki odbijać, żeby się nie zaziębić. Nagrał więc kilka ujęć, a ja występowałem w kolejnych – zdradza kulisy Martinez, który dziś już „zawiesił” pracę sobowtóra. Dla fanów piłki najważniejsze jednak jest to, że oryginał wciąż w doskonałej formie… Zobaczcie, jak popularny był kilka lat temu sobowtór Messiego.

autor: Piotr Koźmiński zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: