Kamil Wilczek dla "SE": W Polsce myślą, że poruszam się kanałami i chroni mnie wojsko [WYWIAD]

2020-09-16 6:00 Sebastian Staszewski
Kamil Wilczek
Autor: Cyfra Sport Kamil Wilczek

Transfer Kamila Wilczka (32 l.) do FC Kopenhaga wzbudził w Danii ogromne emocje. Kibice Broendby, byłego klubu Polaka, w którym do niedawna był legendą, uznali go za zdrajcę. I zalali Internet falą hejtu. W pierwszej rozmowie z polskimi mediami Wilczek opowiada o swojej kontrowersyjnej decyzji.

„Super Express”: – Kilka dni temu duński tabloid „BT” opisał pana życie w Kopenhadze: kontakty z policją, ochroniarza, nienawiść kibiców. Jest aż tak źle?

Kamil Wilczek (32 l., FC Kopenhaga): – W Polsce namalowano obraz faceta w kasku, który porusza się kanałami i którego ochrania wojsko. Bzdura! Po moim powrocie do Danii pojawiły się złe emocje, więc miałem spotkanie z policją, która wytłumaczyła mi na co uważać i jak zachowywać się w niebezpiecznych sytuacjach. Ale to rutynowa, 20-minutowa rozmowa, a nie szkolenie antyterrorystyczne. Ochroniarz to natomiast pracownik klubu, który pilnuje porządku w centrum treningowym. Na co dzień po ulicach poruszam się swobodnie. Niedawno zrobiłem czterokilometrowy spacer po Kopenhadze i nikt mnie nie zaczepił.

- Musiał pan jednak wybrać inny dom niż ten, który wynajmował pan w czasach gry w Broendby.

- Dom zmieniłem, bo z nowego mam bliżej do bazy. Wiem jednak, że w Vallensbaek, czyli dzielnicy sympatyków Broendby, nie jestem mile widziany. Nie lekceważę tego i nie chciałem prowokować.

Robert Lewandowski dopiero dziewiąty! Oto najlepiej zarabiający piłkarze świata

- Spodziewał się pan, że po podpisaniu kontraktu z FC Kopenhaga kibice Broendby pana znienawidzą?

- Jest tak, jak oczekiwałem. Muszę wziąć to na klatę. Niektórzy ludzie chcieliby decydować o moim życiu, choć mają problemy ze swoim. Nie godzę się na to. Podejmuję decyzje, do których jestem przekonany. A hejt jakoś zniosę. Na początku był spory, przez kilka pierwszych dni. Ale ile można podniecać się Wilczkiem? Już dziś jest spokojniej. Natomiast wiem, że o moim transferze kibice nie zapomną, dopóki będę tu grał. Szczególnie przed zbliżającymi się derbami, które już w niedzielę.

- Jeśli strzeli pan bramkę swojej byłej drużynie, będzie pan to celebrował?

- Ucieszy mnie każdy gol, ale pajacować nie zamierzam.

Były kadrowicz SUROWO ocenia grę Legii na starcie sezonu. "Brakuje pomysłu".

- Dlaczego po nieudanej przygodzie w tureckim Goztepe zdecydował się pan na powrót do Danii?

- Rozpisałem sobie plusy i minusy, rozmawiałem też z kilkoma zaufanymi ludźmi. I uznałem, że lepszej opcji nie będzie. Wróciłem do miasta, które wraz z rodziną lubimy. Dołączyłem do silnej i ambitnej drużyny, która przed chwilą rywalizowała w Lidze Europy z Manchesterem United. W Danii czuję się dużo lepiej niż w Turcji, gdzie niestety z kilku powodów nie udało mi się pod względem sportowym.

- Zaliczył pan powrót smoka. W debiucie w Odense Boldklub strzelił pan dwie bramki!

- To był dziwny mecz. Szybko straciliśmy trzy gole, a ja grałem… słabo. Ale skuteczność mi została. Nie kryję, że w tym sezonie chciałbym w końcu zdobyć koronę króla strzelców. W poprzednim zabrakło mi do niej tylko jednego gola, a przecież w Danii zdążyłem rozegrać tylko jedną rundę. Mam też dwa inne cele: zdobycie mistrzostwa Danii, którego także mi brakuje i dobre występy w Lidze Europy.

Gwiazdor Śląska przeszedł do historii. Piotr Celeban jest NAJLEPSZY w Ekstraklasie

Najnowsze