TYLKO U NAS! Józef Wojciechowski: Polonia wciąż może zostać w stolicy WYWIAD

2012-07-21 4:00 Piotr Dobrowolski i Piotr Koźmiński
Józef Wojciechowski
Autor: Eastnews

Od kilku dni trwa zamieszanie związane ze sprzedażą Polonii Warszawa przez Józefa Wojciechowskiego (64 l.). Do tej pory właściciel "Czarnych Koszul" nie zabierał głosu. O tej trudnej sytuacji zgodził się porozmawiać tylko z nami.

"Super Express": - Polonia ostatecznie i nieodwołalnie przenosi się do Katowic?

Józef Wojciechowski: - Jeszcze nic nie jest przesądzone. Katowicki kontrahent nie wywiązał się do tej pory z pewnych warunków umowy, co teoretycznie daje mi prawo do wycofania się z niej.

- Dlaczego nie sprzedał pan klubu komuś z Warszawy? Nie byłoby całej awantury...

- Liczyłem przede wszystkim na chętnego ze stolicy, ale nikt taki się nie znalazł. Dziś wszyscy płaczą z powodu Polonii, ale swoje wyjście zapowiadałem już dawno. Przez ten czas nie dostałem żadnego telefonu, żadnego listu zapraszającego do rozmów. Jeśli nie sfinalizuję bieżącej transakcji, jestem gotowy jeszcze raz usiąść do rozmów ze stołecznym partnerem.

- Jak pan odbierał słowa, że zrobił to, co nie udało się Hitlerowi i Stalinowi, czyli zniszczył Polonię?

- To bardzo emocjonalne słowa, które media włożyły w usta Michała Listkiewicza. Zadzwoniłem do niego i zapytałem o to. Michał przyznał, że powiedział coś odnoszącego się do okupacji, a jego słowa zostały mocno "podkręcone". No, ale cóż. Chlapnął i tyle. A skoro o mocnych komentarzach. Prezes Jerzy Piekarzewski mówił w wywiadzie dla waszej gazety, że jego żona zupę gotowała piłkarzom, że oddał klubowi wszystko co miał. Hmmm, to ja zaraz sięgnę po listę płac. O ile pamiętam, za honorowe prezesowanie klubowi pobierał miesięcznie określone wynagrodzenie.

- Ale to pan będzie uznany za grabarza klubu. Co pan czuł, gdy kibice wpadli do siedziby pana firmy i było o krok od awantury?

- Ja rozumiem kibiców i nie mam do nich pretensji za te emocje, bo dla niektórych pójście na mecz to jak pójście do kościoła, czyli świętość. Nie liczę natomiast na to, że oni zrozumieją mnie, a miałem wiele racjonalnych powodów do odejścia. Zaczynając od finansowych. Ten klub kosztował mnie w ostatnim czasie nawet 2 miliony zł miesięcznie, nie licząc transferów. A mamy kryzys. Zostałem z tym sam. Kibice trochę przegapili ten moment, w którym zapowiedziałem odejście. Nikt z nich nie przyszedł do mnie, nie powiedział, że powalczą o klub. Mogli przecież pomyśleć o pomocy dla Polonii, szukaniu współsponsorów, rozmowach z miastem.

- A jest możliwy wariant, że jednak nie sprzeda pan klubu, zostanie w nim i dalej będzie pomagał?

- Nie ma takiej możliwości. Dla mnie Polonia w dotychczasowej formule współpracy to zamknięty rozdział. Ja naprawdę związałem się z "Czarnymi Koszulami". I niech nikt mi nie mówi, że klubu już nie będzie. Przecież może zacząć od czwartej ligi i jak Pogoń Szczecin wrócić do Ekstraklasy.

- Wzmocni pan ochronę? Jeśli kibice spotkają pana na mieście, to nie musi być miło...

- Bez przesady, nikomu nic złego nie zrobiłem. Wierzę w ludzki rozsądek. Przecież ja nie mogę płacić na coś, do czego nie mam już sił i zdrowia. Mam przecież małe dzieci. Już dość zdrowia straciłem i energii, którą powinienem mieć dla rodziny. Piłka nożna to bardzo emocjonujący i pochłaniający sport.

- Sprzedając licencję na występy w Ekstraklasie Katowicom, zastrzegł pan sobie pozostawienie praw do nazwy, herbu i barw Polonii. Co pan z nimi zrobi?

- Przekażę tym, którzy będą zarządzać Polonią po mnie. Poczekam aż się ukonstytuuje grono, które weźmie na siebie odbudowanie klubu, i wtedy oddam to wszystko.

Najnowsze