Ronaldo, brazylijska legenda piłki: Robert Lewandowski ma instynkt zabójcy

2019-09-12 14:06
Ronaldo
Autor: SE Ronaldo po spotkaniu z dziennikarzem SE Piotrem Koźmińskim

Ronaldo Luiz Nazario de Lima (43 l.), jeden z najlepszych piłkarzy w historii futbolu, pojawił się w Warszawie. Słynny Brazylijczyk przyleciał na zaproszenie banku Santander, sponsora Ligi Mistrzów. „SE” był w gronie zaproszonych na spotkanie z legendą światowej piłki, którą mieliśmy okazję zapytać między innymi o polskich piłkarzy.

- Jest pan obecnie właścicielem hiszpańskiego klubu Real Valladolid. Gdyby miał pan kupić napastnika, a do wyboru Roberta Lewandowskiego i Krzysztofa Piątka, to którego by pan kupił?
Ronaldo: (śmiech). Oj, obawiam się, że musiałbym sprzedać klub, żeby mieć na nich środki. Fajnie byłoby mieć ich w Valladolid, ale to nierealne. Natomiast co do Lewandowskiego. Jako napastnik bardzo mi się podoba. Sposób w jaki gra, jego ruchy, no i ten instynkt zabójcy, bardzo ważny dla napastnika. To na pewno teraz jeden z najlepszych snajperów na świecie.

- A kto według pana jest najlepszą „dziewiątką” obecnie?
- Cristiano Ronaldo. Wiem, że nie gra stricte na tej pozycji, ale w jakimś sensie „dziewiątką” jest. Owszem, nie brakuje świetnych piłkarzy w tym sektorze boiska, jak choćby Lewandowski, ale moim zdaniem Ronaldo jest ponad wszystkimi.

Ronaldo Luis Nazario de Lima
Autor: Piotr Koźmińśki Ronaldo Luis Nazario de Lima

- Rozszerzając pytanie: gdyby miał pan wybrać pięciu najlepszych napastników w obecnej piłce, to poza wspomnianymi Lewandowskim i Ronaldo, kogo by pan dorzucił?
- Na pewno Messiego, choć niby klasycznym napastnikiem nie jest. Oczywiście Neymar. Bardzo dobry jest też Luis Suarez no i bez wątpienia Karim Benzema.

- A z młodych graczy ofensywnych? Kto najlepiej rokuje?
- Podoba mi się Kylian Mbappe. Ma wszystko, żeby zostać wielkim piłkarzem, żeby robić wielkie rzeczy. I ten spokój wykończenia w odpowiednim momencie... Przyznam szczerze, że przypomina mi trochę... mnie, kiedy byłem młody.

- No właśnie. Kiedyś to pan był najlepszym napastnikiem na świecie. Jaki moment kariery uważa pan za najbardziej szczególny?

- Mistrzostwa świata 2002. Nie tylko z tego powodu, że Brazylia zdobyła tam złoty medal, a ja zostałem królem strzelców, zdobywając dwa gole w finale z Niemcami. Dla mnie to był wspaniały moment, bo poprzedzony niemal trzyletnią gehenną, gdy po dwóch ciężkich kontuzjach walczyłem o powrót na boisko, nie wiedząc co mi przyniesie przyszłość. Mundial 2002 był wspaniałą nagrodą za te ciężkie chwile.

- A jak pan wspomina rok 1994? Wtedy też został pan mistrzem świata, ale jako 17-latek, a w finałach nie dostał pan ani minuty...
- To prawda. Ale... to też było piękne wspomnienie. Byłem bardzo młody, a ten mundial był jak uniwersytet, na którym mogłem się uczyć od najlepszych profesorów, moich kolegów z drużyny...

- Z kolei w 1998 roku, tuż przed finałem z Francją, bardzo źle się pan poczuł... Jak pa wspomina tamten dzień? Powstało bardzo wiele teorii na temat tego co się wtedy wydarzyło...

- Tak, wiem, często jestem o to pytany, ale staram się nie myśleć w tych kategoriach, co się wtedy wydarzyło. Na pewno wydarzyło się to, że graliśmy przeciw gospodarzom, mocno wspieranym przez kibiców. Francuzi rozegrali wspaniały mecz, byli wszędzie, miałem wrażenie, że jest ich dwunastu! No i Zidane. Nigdy nie strzelał goli głową, a wtedy strzelił dwa! Ale taki jest futbol, nie zawsze się wygrywa. Odbiliśmy to sobie cztery lata później.

- Grał pan w wielkich klubach, takich jak PSV, Barcelona, Inter, Milan, Real Madryt. Gdyby mógł pan wrócić do gry to jaki zespół by pan wybrał?
- Real Madryt! To najważniejszy klub mojego życia, kocham go. To największy klub w historii piłki nożnej. Zresztą, do dziś mieszkam w Madrycie. I mam nadzieję, że to właśnie Real wygra ligę hiszpańską w tym sezonie.

Neymar, Zinedine Zidane
Autor: East News Neymar, Zinedine Zidane

- Kto był najlepszym piłkarzem, z którym pan grał?
- Zinedine Zidane. A w reprezentacji Brazylii? Roberto Carlos. Z nikim w życiu tak często nie spałem jak z nim, nawet z moją żoną mniej (śmiech). Przez około 15 lat dzieliliśmy z Roberto pokój na zgrupowaniach. Dla mnie to najlepszy lewy obrońca… Ale w naszej kadrze było tylu wspaniałych graczy… Rivaldo, Romario, Ronaldinho… Byłbym niesprawiedliwy, wymieniając tylko jedno nazwisko.

- Czego panu najbardziej brakuje z lat kariery, a za czym pan nie tęskni wcale?
- Brakuje mi niedzielnych meczów, strzelonych goli, dawania ludziom radości. Natomiast w ogóle nie brakuje mi wstawania wcześnie rano na treningi, niezależnie od pogody, czy to zima, czy lato (śmiech).

- Christian Vieri ujawnia w swojej biografii, że nie tylko najlepiej na świecie grał pan w piłkę, co wszyscy wiemy, ale też był pan najlepszym tancerzem, co miał pan udowodnić na jego urodzinach, zorganizowanych na Sardynii...
- Byłem wtedy młody i głupi (śmiech). Teraz taniec już więcej by mnie kosztował, już wszystko trochę mnie boli (śmiech).

- A dlaczego zdecydował się pan na zakup Realu Valladolid?
- Po zakończeniu kariery brałem udział w kilku projektach, ale gdzieś kiełkowała myśl o tym, aby zarządzać klubem. Valladolid to bardzo fajne miejsce. Miasto ma nieco ponad 300 tysięcy ludzi, nie ma innego, konkurencyjnego, klubu w okolicy. W pierwszym roku mojej prezesury udało nam się utrzymać w lidze, teraz to też nasz podstawowy cel, plus rozwój klubu na wielu innych płaszczyznach. W poprzednim sezonie mieliśmy budżet na poziomie 22 mln euro, na ten mamy 33 mln. Głęboko wierzę w ten projekt i cieszę się, że mam okazję go prowadzić.

- Za chwilę start fazy grupowej Ligi Mistrzów. Wietrzy pan niespodzianki?
- Raczej nie. Owszem, zawsze mogą się zdarzyć, ale myślę, że awansują przede wszystkim faworyci. A co do poprzedniej edycji, to dla mnie największą niespodzianką, nawet większą niż Ajax Amsterdam, była postawa klubów angielskich. Intensywność i jakość jaką pokazały te zespoły... To mi zaimponowało. Może nie nazwałbym tego dominacją w Lidze Mistrzów, bo dominował w ostatnich latach Real, ale jednak bardzo mocnym zaznaczeniem ich obecności. Sam niestety nigdy nie wygrałem Champions League, ale mam z niej sporo dobrych wspomnień. Kiedy człowiek wchodził na murawę i słyszał tę muzykę, wiedział, że to ważny moment, że to ważny dzień...