Euro 2016. Sławomir Peszko: Chcę zerwać z łatką imprezowicza [EXCLUSIVE SE]

2016-05-27 4:00 Przemysław Ofiara (Arłamów)
SŁAWOMIR PESZKO ZRYWA Z IMPREZAMI.
Autor: Piotr Grzybowski

Sławomir Peszko (31 l.) szykuje się do pierwszego wielkiego turnieju w życiu. Cztery lata temu wypadł z kadry na Euro 2012 ostatniej prostej, kiedy narozrabiał w Niemczech (pod wpływem alkoholu miał awanturować się w taksówce). Teraz zarzeka się, że skupia się tylko na piłce i Euro 2016.

„Super Express”: - Z jakimi nadziejami przystępujesz do Euro?

Sławomir Peszko: - To może być dopiero pierwszy mój wielki turniej w życiu. Z poprzednich sam się wyeliminowałem, także z przyczyn pozasportowych. Teraz tylko mogę tego żałować. Dlatego już zapowiedziałem sam sobie, że tego Euro już nie odpuszczę. Dostałem szansę w Irlandii i ją wykorzystałem. Później byłem z tą drużyną przez rok, wiem, jak wszystko tu funkcjonuje. W Lechii mi nie szło na początku, ale chciałem się poprawić i walczyć o to Euro. Tak się stało.

- Piękny gol z Legią przekonał selekcjonera?

- Nie sądzę. Mecz był dzień przed powołaniami, myślę, że trener miał już wcześniej wizję 28-osobowego składu. A ten gol może mu tylko trochę ułatwił decyzję. No i po raz kolejny pokazałem ludziom, że jestem nieobliczalny.

- W jakim sensie?

- Mogę strzelić piękną bramkę, a mogę też fatalnie spudłować. No taki już jestem. Liczę, że tę nieobliczalność, ale w dobrym sensie, zaprezentuję na Euro. Jeśli pojadę, to wiem, że jeśli wejdę na boisko choć na 15-20 minut, to pomogę tej drużynie.

- Na początku roku czułeś, że Euro ci odjeżdża?

- Trudnym momentem były mecze z Finlandią i Serbią, w których nie mogłem zagrać z powodu kontuzji. Kadra zagrała w tych meczach dobrze, rywalizacja wzrosła. Ale wyszedłem z założenia, że nieważne jak zacząłeś, ważne jak skończyłeś.

- Denerwują cię głosy, że jesteś w kadrze tylko dlatego, że przyjaźnisz się z Robertem Lewandowskim?

- Każdy by chciał być tak blisko „Lewego” jak ja. A nie każdy może. Co sobie ludzie wyobrażają? Że dzwonię do Roberta i mówię: „Ty, „Lewy”, zadzwoniłbyś do trenera, żeby mnie wziął na Euro”. Bez żartów. Coś już zrobiłem dla tej kadry, czuję się dobrze fizycznie, trener na pewno to widzi.

- Myślisz, że selekcjoner będzie brał pod uwagę to, że świetnie rozumiecie się z Lewandowskim, również z boiska?

- Ale ja się z połową kadry tak dobrze rozumiem! Z Grosickim, Glikiem, Fabiańskim, Błaszczykowskim. Przecież ja z tymi chłopakami grałem już w młodzieżówce! I też są moimi dobrymi kumplami. Wiadomo, że z „Lewym” widujemy się często również rodzinnie, ale z innymi też się koleguję.

- W ostatnich miesiącach twoje nazwisko pojawiało się głównie w gronie tych, którzy nie powinni zostać powołani.

- Miałem kilku „zwolenników”, jak pan Kowalczyk z Polsatu Sport czy pan Murawski z Canal+, którzy tak mnie lubili, że chcieli, bym na to Euro nie pojechał. Na szczęście nie oni wysyłają powołania.

- Internet jest pełen prześmiewczych memów na twój temat. Masz poczucie, że ludzie się na ciebie uwzięli?

- Może nie aż tak, ale sam widzisz, że jak Peszko coś zrobi, to od razu wie o tym cała Polska. A to nie jest tak, że tydzień w tydzień chodzę na imprezy. No a ja mam takie szczęście, że jak już wyjdę, to od razu wszyscy o tym wiedzą. Ale nigdy nie jest za późno, żeby się zmienić i odkleić od siebie tę złą łatkę.

- Po kontuzji Pawła Wszołka, grającego na tej samej pozycji co ty, możesz czuć się pewny miejsca w ostatecznej kadrze na Euro?

- Jest mi przede wszystkim bardzo przykro. Oczywiście, rywalizowaliśmy, ale nikt się nie spodziewał, że tak się to potoczy. Złamana ręka, trzy miesiące pauzy. Koszmar. Jeśli walczyć, to tylko fair. Szkoda mi Pawła.

- Jak reagujesz na prześmiewcze memy o tobie?

- Teraz już w ogóle. Kiedyś nawet to sprawdzałem, niektóre mnie naprawdę rozśmieszały. Przesyłałem je znajomym.

- Który mem był najlepszy?

- Chyba ten z Robertem Lewandowskim, że on w meczu z Wolfsburgiem pobił cztery rekordy Guinnessa, a ja cztery Guinnessy wypiłem (śmiech). Teraz te memy są już słabsze, dużo się zresztą powtarza. Nudne i na siłę to już się zrobiło.

- Mocno żałujesz „afery taksówkowej”?

- Żałuję, że nie pojechałem na Euro. Turniej rozgrywany w Polsce, ja byłem przecież blisko podstawowego składu. Stało się, wymazałem to z pamięci. No i patrzę do przodu. W metryce mam już trójkę z przodu, to zobowiązuje. Nigdy nie jest za późno na zmiany. Mam żonę, dzieci, ale chcę być coraz lepszym piłkarzem.

- Ale po tamtym zdarzeniu łatka imprezowicza została do dziś.

- Denerwowałem się tym przez parę dni. Wiedziałem, że Euro mam raczej z głowy. Bardziej bolało mnie to, że zniszczyłem święta wielkanocne rodzinie. Ludziom, którzy zawsze mnie wspierali. Zamiast w świąteczną niedzielę zjeść spokojnie śniadanie, to przerzucali się tylko z TVN 24 na Polsat News i odwrotnie, oglądając mnie w roli głównej. Ich było mi żal.

- Czujesz, że zrobiłeś mniejszą karierę niż mogłeś?

- Nigdy nie było mi łatwo: albo walczyłem w życiu, albo na boisku. Ale też bez przesady, każdy ma jakieś problemy. Ja po swojemu walczę z moimi. Jeśli chodzi o karierę, to pewnie mógłbym na dłużej utrzymać się w Bundeslidze. Z kolei w Anglii dobrze zacząłem w Wolverhampton, ale potem trzy miesiące pauzowałem z powodu kontuzji. Pomyślałem sobie: „Żaden ze mnie wielki playmaker, ale jestem szybki, zaangażowany, waleczny, zdrowy. W Lechu Poznań byłem jednym z lepszych zawodników, w Bundeslidze zagrałem kilkadziesiąt meczów, w kadrze też. Chyba nie jest tak źle?”.

Najnowsze