Śląsk miał przecież przed meczem na Arenie Zabrze szansę na zajęcie fotela lidera tabeli – pod warunkiem pokonania gospodarzy. Wszelkie nadzieje zabrał jednak wrocławianom Kamil Lukoszek. Niczym rasowy snajper odpalił do wicelidera prosto z dubeltówki. Bułgarski obrońca gości, Aleks Petkow, jeszcze długo po końcowym gwizdku szukał w murawie korków, które wkręciły mu się w nią, gdy „nawinął go” górniczy 22-latek.
- Rasi (Damian Rasak – dop. aut.) pięknie podał mi piętą. A mnie po prostu udało się to skończyć – skromnie opowiadał o swym zachowaniu w polu karnym rywala sam Lukoszek. - Od początku miałem plan w w głowie i udało się go perfekcyjnie zrealizować – dodawał. A potem przyznawał, że „przekładka” piłki na lewą nogę nie była przypadkowa. - Jest lepsza – zaznaczał, by zaraz… ugryźć się w język. - Pomidor! Obie są dobre! - poprawiał się natychmiast.
Do szatni młody pomocnik schodził w towarzystwie swego partnera z drużyny, ale i idola, Lukasa Podolskiego. Poldi walczy wciąż z urazem kostki, jakiego nabawił się w meczu z Legią. Ale w niedzielny wieczór o bólu zapominał. Serdecznie obejmował autora dwóch trafień, a do wyrażenia najwyższego dlań uznania starczyło mu w mediach społecznościowych… jedno słowo. „Luko” – napisał po prostu, opatrując ów wpis zdjęciem młodszego kolegi.
Podopiecznego – co oczywiste – chwalił też Jan Urban, choć… w sposób dość oszczędny. - Czy zaskoczyły mnie bramki Lukoszka? Tak. Zresztą… jego samego chyba też. Bo nie strzela ich zbyt wielu, a już dwie w meczu – wcale – uśmiechał się trener „górników”. Radowały go owe trafienia z innego punktu widzenia. - Nie mamy napastnika strzelającego 15 bramek w sezonie, więc wszyscy muszą dokładać cegiełkę do naszego dorobku bramkowego – przypominał.
Wyścig żółwi w ekstraklasie, tak sześć klubów walczy o tytuł. Który z nich uprzedzi konkurencję?
Dla Lukoszka te dwa gole mają ogromne znaczenie. Są przecież numer 1 i 2 w historii jego ekstraklasowych trafień. Na dodatek być może dadzą mu więcej minut w elicie. Po raz ostatni w podstawowym składzie Górnika znalazł się jeszcze w ubiegłorocznym spotkaniu z Wartą, w połowie grudnia. - Od kilku dni wiedziałem, że zagram w jedenastce. I tak sobie postanowiłem, że tego miejsca już nie oddam – podkreślał po końcowym gwizdku.
Debiutanckie gole to także okazja do przesłania specjalnej dedykacji. Na to pytanie zabrzanin też przygotowany. - Komu je dedykuję? Rodzinie. No i mojej dziewczynie Martynie – mówił nieco stremowany, ale rozpromieniony. A my dorzucamy zdjęcie sympatycznej pary!