Kacper Przybyłko pokonał COVID-19. Teraz przyznaje: Boję się mutacji koronawirusa

2020-07-16 15:19 Marcin Cholewiński, USA
Kacper Przybyłko, napastnik Philadelphia Union
Autor: PHILADELPHIA UNION Kacper Przybyłko, napastnik Philadelphia Union

Kacper Przybyłko (27 l.) ze sporymi obawami przyleciał do Orlando, gdzie bierze udział w turnieju „MLS is back”. – Obawiam się mutacji koronawirusa – przyznał piłkarz Philadelphia Union, który zaraził się COVID-19 i walczył z nim w swoje urodziny.

“Super Express”: – Na Florydzie jest ostatnio jeden z najwyższych wskaźników zachorowań na koronawirusa w USA. Nie miałeś obaw w związku z przylotem do Orlando?
Kacper Przybyłko (Philadelphia Union): – Oczywiście, że miałem, ponieważ w czasie naszego wylotu sytuacja znacząco się pogorszyła. Ze względu na to, że przeszedłem już tę chorobę, szanse na ponowne zarażenie są niewielkie. To przeświadczenie mnie uspokoiło. Dużo czytam w internecie o tym wirusie i jest wiele sprzecznych informacji. Teoretycznie mogę ponownie zachorować i regularnie przechodzę testy. Najbardziej obawiam się zmutowanego koronawirusa.

– Jak zniosłeś chorobę? Najgorzej się podobno czułeś w dniu 27. urodzin.
– W sumie to nie było to dla mnie nic nowego, ponieważ co roku przechodzę grypę i przez kilka dni leżę w łóżku z gorączką. Było jednak kilka różnic. Spodziewałem się, że objawy koronawirusa pojawiają się stopniowo. Jednak nagle poczułem wyraźne osłabienie. Wieczorem dostałem wysokiej gorączki i pojechałem do szpitala. Tam okazało się, że test jest pozytywny. Bardzo ciężko przeszedłem przez tę chorobę, przez cztery dni leżałem w łóżku z wysoką gorączką. Nie rozróżniałem dnia od nocy. A najgorsze, że cały czas było mi zimno, mimo że leżałem w dresie pod trzema kołdrami!

Polak przechytrzył klub Beckhama. Przybyłko z golem dla Philadelphia Union [WIDEO]

– Ile czasu dochodziłeś do normalnej dyspozycji?
– Po zwykłej grypie zazwyczaj potrzebowałem 2-3 dni. Tym razem po czterech dniach w łóżku potrzebowałem znacznie więcej czasu. Po dwóch tygodniach kwarantanny poszedłem pobiegać i bardzo ciężko mi się oddychało. Po każdym bieganiu bardzo kaszlałem i płuca dawały znać o sobie. Normalnie poczułem się dopiero po czterech tygodniach.

– W trakcie choroby opiekowała się tobą narzeczona Kinga. Ona również przeszła tę chorobę?
– Kinga należy do tych osób, które koronawirusa przechodzą bardzo lekko. Bolało ją gardło i czasami była osłabiona. W szpitalu pobrano od niej próbkę, ale ze względu na lekkie objawy nie wysłano jej do laboratorium. Nie mamy więc pewności, że też była chora, ale na pewno zaraziła się ode mnie.

– Zachorowali też twoi rodzice, którzy meszkają w Niemczech?
– Jak na ironię losu, zachorowali kilka dni po mnie. Wraz z nimi z chorobą zmagał się mój brat bliźniak. Z moich najbliższych, zdrowy pozostał tylko najstarszy brat. Najciężej przeszła przez to mama, ponieważ z wirusem zmagała się ponad dwa tygodnie, a potem dopadło ją zapalenie ucha.

Damian Kądzior: Złamany nos to nie tragedia

– Czujesz się bezpiecznie w Orlando?
– Tak, bo zachowywane są wszystkie środki ostrożności. Piłkarze, u których zdiagnozowano koronawirusa, zarazili się przed przylotem na Florydę. Tutaj jest to praktycznie niemożliwe.

– Wierzysz, że ten turniej zostanie rozegrany do końca?
– Do tej pory wirus został wykryty u piłkarzy dwóch zespołów. Jeżeli taka sytuacja wydarzy się w trzecim zespole, wydaje mi się, że turniej zostanie przerwany. Póki co nie wyobrażam sobie, jak można się zarazić, jeśli wszyscy jesteśmy skoszarowani w hotelu.

– Z powodu koronawirusa musiałeś przełożyć ślub. Jest już kolejna data?
– Mieliśmy wziąć ślub w lipcu. To miała być mała uroczystość, ale nie mogli przylecieć moi najbliżsi i musieliśmy go odwołać. W przyszłym roku planujemy duże wesele w Niemczech lub w Polsce. Ale mamy na to czas.

Były reprezentant Polski żegna się z klubem. "Zostawiłem kawałek siebie"

Najnowsze