Dariusz Mioduski: Nawałka w Legii? Nie ma takiej opcji! [WYWIAD]

2018-05-22 19:15 Piotr Koźmiński

Dariusz Mioduski (54 l.), prezes i właściciel Legii Warszawa, po meczu w Poznaniu mocno odetchnął. Jak przyznał, już dawno tak się nie denerwował jak w trakcie ostatnich rozgrywek. Ostatecznie dla Legii wszystko skończyło się dobrze, ale przed szefem klubu kolejna ważna decyzja: zostawić trenera Deana Klafuricia, czy jednak sięgnąć po nowego szkoleniowca. O najważniejszych sprawach związanych z Legią prezes Mioduski rozmawiał z grupą dziennikarzy. Wśród zaproszonych był dziennikarz „Super Expressu”.

„Super Express”: - Ten sezon był dla pana chyba najtrudniejszy z wszystkich, od kiedy jest pan w Legii. Ba, pytanie czy sama Legia to nie jest najtrudniejszy projekt w jakim brał pan udział?
Dariusz Mioduski: - Zdecydowanie najtrudniejszy. I sezon, i Legia w kontekście trudności projektu. A parę już w życiu zrealizowałem… Generalnie to nie jest prosta sprawa, bo tu nie chodzi tylko o wygraną, czy przegraną na boisku. Zależy mi, abyśmy jako klub szli w konkretnym kierunku, z konkretną wizją. Po tym sezonie jestem wyczerpany, ale szczęśliwy. Bo siedzę tu z wami i mam dwa trofea. A, jak mówiliśmy, łatwo nie było. Każda bramka, każde trzy punkty – w tym sezonie kosztowały nas wiele sił… Zaczęło się źle, odpadliśmy z pucharów... Graliśmy źle w lidze, doszło do tej sytuacji z Jackiem Magierą, ani zaplanowanej, ani przyjemnej. Musieliśmy znaleźć trenera na już.

- „Trener na już”, czyli Romeo Jozak szybko stracił jednak pracę. Co pana zdaniem było największym błędem Jozaka?
- Że za mało korzystał z Klafa. Choć wciąż uważam, że tamta zamiana Magiera – Jozak miała sens. Jednak po przyjściu Romeo zaczęliśmy wygrywać… Ja wtedy nie działałem w komfortowych warunkach. Miałem trzy dni na wybranie trenera. Chodziło mi wtedy bardziej o kogoś z predyspozycjami psychologicznymi,  nie chodziło tylko o warsztat trenerski…

- Ale jednak Jozak do końca sezonu nie dotrwał, zespół przejął Klafurić i zdobył dublet. Czy w przyszłym sezonie dalej będzie prowadził Legię?
- Jest jednym z kandydatów, w sumie mamy ich trzech. Na pewno Klafurić z każdym meczem, z każdym zdobytym punktem zaczął nas coraz bardziej do siebie przekonywać. Musimy teraz spokojnie usiąść i z nim porozmawiać. O wizji Legii, jak on się w tym widzi. Do dwóch tygodni sprawa trenera będzie rozstrzygnięta.

- Od pewnego czasu krążyła plotka, że jednym z kandydatów jest Adam Nawałka.
- Ja potrzebuję trenera gotowego do pracy na 11 czerwca. A Adam Nawałka ma wtedy kadrę…

- Czyli Nawałka nie będzie trenerem Legii?
- Nie.

- Czy jest możliwy układ, że przychodzi nowy szkoleniowiec, a Klafurić wraca na pozycję asystenta?
- Wątpię. Dean chce już być pierwszym trenerem. Jeśli nie w Legii, to po tym co tu zdziałał, na pewno będzie miał inne propozycje.

- A co pan myśli o sugestiach, że Klafurić okazał się nielojalny wobec Jozaka? Że jako jego asystent powinien się podać do dymisji po odwołaniu szefa…
- To bzdura! Ja wiem przez co Dean musiał przejść i jakie to było trudne dla niego. Jego wybór był dla dobra drużyny, zachował się jak profesjonalista, bez żadnych oczekiwań co będzie po sezonie. Klub poprosił go, żeby doprowadził to do końca. I on doprowadził. Czuł, że być może będzie kwestionowana jego lojalność, znali się przecież z Jozakiem od wielu lat. Ale zrobił to dla klubu.

ZOBACZ: Najlepsi piłkarze i ich piękne partnerki. Gala Ekstraklasy na ZDJĘCIACH

- W kontekście nowego szkoleniowca padało też nazwisko Gheorghe Hagiego…
- Słyszałem… Tylko, że z tego co do mnie docierało, Hagi jest nie tylko trenerem, ale chyba był współwłaścicielem klubu. Generalnie nie wyobrażam sobie, aby nowy szkoleniowiec Legii nie skupiał się w stu procentach na pracy tutaj, bo gdzieś ma swoje projekty. Taka opcja nie wchodzi w grę. I kolejna kwestia: my idziemy w określonym kierunku. Pierwszy trener musi się wpisywać w naszą wizję. Nie może być tak, że my na przykład używamy określonej technologii, a trener tego nie chce. No to nie może być u nas trenerem. To musi być spójne. Kolejna kwestia: nie będziemy brali pod uwagę kogoś z zupełnie innego kręgu kulturowego, który na przykład nigdy nie wyjeżdżał ze swojego kraju.

- A polski trener?
- W idealnym świecie chciałbym polskiego trenera. Ale… w obecnej sytuacji takiego kandydata nie widzę. Jest natomiast kilku młodych polskich szkoleniowców, którzy mają potencjał, aby w przyszłości usiąść na ławce Legii.

- Co pan rozumie przez określenie „młodzi”?
- Tacy poniżej 50-tki.

- Przeanalizujmy może zimowe transfery…
- Moim zdaniem wyszły nieźle. Z tego „zaciągu” 3-4 piłkarzy wskoczyło do pierwszej jedenastki. A to wcale nie jest takie częste. Cel zmian zimą był taki, żeby przejść przez najtrudniejszy moment. Żeby przygotowania do pucharów były bez turbulencji. Czy to były wzmocnienia pod Ligę Mistrzów? Powiedziałbym, że po prostu na puchary. Nie zapominajmy, że droga do Ligi Mistrzów będzie jeszcze trudniejsza. Możemy zagrać z mistrzami Turcji, Szwajcarii, Holandii. A oni mają kilka razy większe budżety od nas. Chcemy Ligi Mistrzów, ale podstawowym celem jest faza grupowa Ligi Europy. To ważne z punktu widzenia naszego budżetu. Bo nasza siatka płac jest tak skonstruowana, że te puchary również z finansowego punktu widzenia są nam potrzebne…

- Mówi pan, że zimowe transfery wyszły nieźle. A Eduardo? Nie strzelił żadnego gola…
- Szkoda, że nie wykorzystał tej dobrej sytuacji w jednym z ostatnich meczów. Jemu taka bramka na przełamanie bardzo by pomogła. Ale Eduardo nie jest dla nas wielkim problemem. Ma jeszcze pół roku kontraktu…

- Nie będziecie chcieli go skrócić?
- Nie. To znaczy, gdyby przyszedł i powiedział, że chce odejść, to usiądziemy i porozmawiamy. Ale nie mam z nim problemu. To stuprocentowy profesjonalista, nie obraża się, nie sprawia żadnych kłopotów. To było świadome ryzyko pod koniec okienka. Liczyliśmy, że wypali, ale jeśli nie, to świat też się nie zawali. Myślę, że zostanie, jeszcze bym go nie skreślał.

- Na jakie pozycje będziecie szukali wzmocnień?
- Chcemy skrzydłowego, lewego obrońcy konkurującego z Hlouskiem i drugiego napastnika.

- Chodziły słuchy, że pragniecie Carlitosa…
- Jakieś starania były, ale wiadomo jak to jest w Polsce… Nie doszliśmy nawet do pytania o cenę, choć wiemy jakie sumy krążyły w mediach. Być może były zbliżone do oczekiwań Wisły. Carlitos to jeden z niewielu piłkarzy w polskiej lidze, który byłby wzmocnieniem Legii, ale wiadomo jakie są realia… Generalnie mówiąc, mam czasem wrażenie, że niektóre nasze kluby wolą sprzedać piłkarza za granicę niż nam. Bo prowizje, bo agenci… W Polsce kupuje się bardzo ciężko, nie chodzi tylko o Carlitosa, chodzi również o naszych piłkarzy. Między innymi po to budujemy naszą akademię, żeby nie czekać aż inny polski klub łaskawie nam sprzeda jakiegoś zdolnego piłkarza…

ZOBACZ: Wiceprezes Lecha: Do tych, którzy krzyczeli "Rutkowski wypierd..." Ja się nigdy nie poddam [WIDEO]

- Jaka będzie przyszłość Wieteski i Michalaka?
- Docelowo widzimy ich w Legii, natomiast trzeba się zastanowić czy już teraz, co będzie dla nich lepsze. Gdyby Wieteska miał u nas mało grać, to może lepiej, aby dalej występował w Górniku. To samo tyczy się Michalaka. Natomiast na pewno wróci do nas Majecki.

- Hildeberto?
- Wciąż uważam, że ma ogromny potencjał piłkarski. Pytanie czy poradzi sobie mentalnie, czy wydorośleje. Pewnie znów będziemy chcieli go wypożyczyć.

- A możliwa jest sprzedaż w najbliższym czasie Szymańskiego?
- Nie. Nie jest na sprzedaż. Chcę, żeby został liderem Legii, a dopiero potem wyjechał. Już w pełni gotowy. Jestem przekonany, że to będzie najdroższy transfer w historii polskiej ligi.

- A są jakieś zapytania o niego?
- Cały czas… A skoro rozmawiamy na różne tematy, to mam prośbę. Nie piszcie ciągle, że ta liga jest słaba. Zapytajcie zagranicznych trenerów, którzy tu pracują czy pracowali… Jestem przekonany, że powiedzą, że wcale taka słaba nie jest, że jest bardzo trudna…

- Trudna może jest, ale pytanie jednak czy nie jest słaba…
- Ciągłe jej deprecjonowanie do niczego nie doprowadzi. Mam wielu znajomych ze świata piłki, zza granicy, którzy mówią o nas z uznaniem. Zwracają uwagę, że u nas walka o mistrza rozstrzyga się w ostatniej kolejce, a w wielu innych ligach najważniejsze rozstrzygnięcia są znane dużo wcześniej...

- Poziom ligi to kwestia do dyskusji, natomiast bezdyskusyjnie trzeba coś zrobić z zadymiarzami na trybunach. Skoro przerywany jest finał Pucharu Polski, a mecz decydujący o tytule w ogóle nie jest dokończony, to coś jest nie tak…
- Kluby zostawione z tym problemem same nie dadzą rady. Musi wkroczyć państwo. Z polityką braku akceptacji dla takich wybryków. Ten obecny rząd ma potencjalnie największe możliwości, żeby coś z tym zrobić. Bo jak rozumiem, zależy mu na tym, żeby to się skończyło. Żeby było bezpiecznie. Mają wszystkie narzędzia w ręku. To nie jest typowo polski problem, to jest problem polaryzacji społeczeństw, to się wszystko przenosi na stadiony. Ale jeśli państwo chce, to może sobie poradzić.

ZOBACZ: To oni niszczą polską piłkę! ZDJĘCIA zatrzymanych kiboli

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.