Sporting Lizbona - Legia Warszawa, Liga Mistrzów

i

Autor: East News

Liga Mistrzów: Poprawa była, ale na Sporting to za mało. Legia przegrała w Lizbonie

2016-09-28 0:52

W debiucie słynnego "Magika" czarów jeszcze nie było, ale poprawę widać gołym okiem. W pierwszym spotkaniu pod wodzą Jacka Magiery Legia Warszawa przegrała 0:2 ze Sportingiem Lizbona, choć po końcowym gwizdku chyba nie ma się czego wstydzić. Goście długimi momentami prezentowali się całkiem przyzwoicie, a bramki stracili po błędach w defensywie.

Do Lizbony Legia jechała z niemałą trwogą obawiając się kolejnej po 0:6 z Borussią kompromitacji. Mimo to wśród kibiców stołecznego klubu czuć było nutkę optymizmu, bo wreszcie stało się to, na co od dłuższego czasu czekali - zwolniono Besnika Hasiego, a jego miejsce na stanowisku trenera zajął Jacek Magiera.

I początek spotkania był dla wszystkich obserwatorów niemałym zaskoczeniem. Goście wyszli bardzo agresywnie nastawieni, wysoko i szybko starali się odbierać piłki rywalom, a dodatkowo próbowali tego, czego próżno było szukać w poprzednich meczach - przyspieszających akcje prostopadłych podań, które często dochodziły do celu i stwarzały przewagę w ataku. Piłkarze Sportingu byli wyraźnie zaskoczeni, bo początkowo dali się zdominować, ale z minuty na minutę otrząsali się z tego początkowego szoku i zyskiwali przewagę. Zaczęli też stwarzać sytuacje - jakżeby inaczej - po stałych fragmentach gry, które w tym sezonie są prawdziwą bolączką mistrza Polski. W kryciu fatalnie spisywał się Steeven Langil, i choć za pierwszym razem mu się upiekło, bo Gelson trafił w poprzeczkę, to za chwilę nie upilnował Bryana Ruiza, który z bliska trafił do siatki. Niedługo później było już 2:0 po golu Basa Dosta, a legioniści wyglądali na nieco zrezygnowanych.

W przerwie najwyraźniej sporo się zmieniło, bo na drugą połowę znów wyszli bardzo pozytywnie naładowani. Dominowali, odbierali piłkę, a nawet sami stwarzali sytuacje. Najlepszej z nich po podaniu Adama Hlouska nie wykorzystał Miroslav Radović. Pochwalić należy Vadisa Odjidję-Ofoe, który po wejściu na boisko dał Legii nową jakość w środku pola, a po raz kolejny fatalnie wypadli Thibaut Moulin i Nemanja Nikolić. Nie wspominając o Langilu, który z murawą pożegnał się już po 45 minutach. Podsumowując Legia znów nie ugrała punktu, znów nie strzeliła gola, ale iskierka nadziei na poprawę beznadziejnego ostatnio stylu gry jest. I już samo to zapewne sprawi kibicom mistrzów Polski sporą radość.

SPORTING LIZBONA - LEGIA WARSZAWA 2:0

Bramki: Ruiz 28, Dost 37

Żółte kartki: Guilherme, Bereszyński, Rzeźniczak

Sporting: Patricio - Pereira, Coates, Semedo, Jefferson - Carvalho - Gelson (76. Campbell), Adrien, Bruno (67. Marković) - Ruiz (87. Petrović), Dost

Legia: Malarz - Bereszyński, Czerwiński, Rzeźniczak, Hlousek - Jodłowiec, Moulin (86. Kopczyński) - Guilherme, Radović, Langil (46. Aleksandrow) - Nikolić (60. Odjidja-Ofoe)

Najnowsze