Eduardo da Silva: Nie przyjechałem do Legii Warszawa na emeryturę!

2018-02-07 16:41 Piotr Dobrowolski|Piotr Koźmiński
Eduardo Da Silva
Autor: Artur Hojny Eduardo Da Silva podczas prezentacjina Łazienkowskiej

Eduardo da Silva (35 l.), były reprezentant Chorwacji, udzielił pierwszego dłuższego wywiadu polskim mediom. Napastnik Legii jest świadomy jak wiele się od niego oczekuje i zdecydowanie odrzuca zarzuty, że przyjechał do Warszawy na dobrze płatną emeryturę.

„Super Express”: - Jedni mówią, że będziesz wielką gwiazdą ligi, ale inni, że przyjechałeś tu na dobrze płatną emeryturę. Co odpowiesz tym drugim?
Eduardo da Silva: - Gdybym myślał o emeryturze, to pojechałbym grać do Azji. Z całym szacunkiem dla tamtejszych krajów, ale to właśnie one są dobre na piłkarską emeryturę. A gdyby brakowało mi motywacji, to równie dobrze już dawno mógłbym odpoczywać na tej emeryturze. Bo nic nie muszę. Ale wciąż jestem głodny, wciąż chcę grać i wygrywać. Spodobał mi się projekt Legii i dlatego tu jestem.

- Jak trener Jozak przekonał pana do Legii?
- Specjalnie nie musiał mnie przekonywać. Przebywałem na wakacjach w Chorwacji, trener też tam był, spotkaliśmy się, wypiliśmy kawę. Chciałem wrócić do Europy, bo właśnie tu zamierzam osiedlić się na stałe. Polska jest niedaleko Chorwacji, to też miało swój plus. Oczywiście, rozmawialiśmy też o kibicach, stadionie no i całym projekcie Legii. Długo się nie wahałem.

- Już w piątek pierwszy mecz, wie pan kto jest trenerem Zagłębia Lubin?
- Oczywiście, że wiem. Z Mariuszem Lewandowskim grałem przez pół roku w Szachtarze,  a przez cztery lata… mieszkałem w jego mieszkaniu, które mi wynajął. Fajny człowiek, bardzo lubiany z charakterem. I ufa ludziom. Nie chciał ode mnie pieniędzy z góry, od razu pierwszego dnia dał mi klucze i mówi „idź i mieszkaj”. To była taka umowa na gębę… Mariuszowi  życzę jak najlepiej, choć… nie w piątek.

- A ty jesteś gotowy do występu przeciw Lubinowi?
- Myślę, że pewien fragment meczu mogę rozegrać.

- Wiesz jak wielkie są oczekiwania od ciebie. Taka presja nie przytłacza?
- Wiem, że jestem tu po to, aby decydować o wynikach meczów. Wszystko w moich stopach. Wiem też, że nie będzie dla mnie taryfy ulgowej ze strony obrońców rywali. Ale to dla mnie nic nowego. W poprzednich klubach też byłem pod presją, też nikt mnie nie oszczędzał.

- A propos. Już ponad 10 lat minęło od twojej koszmarnej kontuzji. Jak z perspektywy czasu patrzysz na to co się wtedy wydarzyło?
- Na pewno tamten uraz zatrzymał moją karierę… Ale po powrocie udało mi się zagrać jeszcze wiele dobrych meczów, zarówno w Arsenalu jak i w innych klubach. Choć trudnych momentów nie brakowało. Zwłaszcza chorwacka prasa często do tego wracała. Przed kontuzją nawet gdy źle podałem, zagrałem, nic się złego nie działo, nikt mi tego nie wytykał. A po kontuzji w tamtejszych mediach często mogłem przeczytać, że to już nie ten Eduardo co sprzed urazu, że źle zagrałem, bo nie mogę dojść do siebie. Ale udało mi się wygrać walkę o powrót. Po tym wszystkim stałem się jakby „chłodniejszy” w środku, bardziej odporny na pewne sprawy.

- A jak przebiega aklimatyzacja w Polsce?
- Dobrze. Nie mam problemów, większą część kariery spędziłem w Europie, a niskie temperatury , jak teraz, mnie nie przerażają, bo mieszkałem w zimniejszych krajach niż Polska.  Czy będę się uczył języka? Tak,  z własnej inicjatywy poprosiłem klub o nauczyciela języka polskiego, będę się uczył przez godzinkę po treningu…

- W samej Warszawie zdążyło ci się już coś spodobać?
- Dopiero się tu rozglądam, bo większą część czasu spędziliśmy na zgrupowaniach, w USA i w Hiszpanii i nie było kiedy. Ale tak naprawdę jestem domatorem. Raczej preferuję tryb trening – dom, trening – dom… Nawet z brazylijskiego karnawału nigdy nie korzystałem (śmiech).

- Jaki jest najlepszy piłkarz z którym grałeś?
- Na pewno jednym z nich jest Luka Modrić. Graliśmy razem na różnym poziomie w chorwackich kadrach. Podziwiam go, że przy tak mikrej posturze potrafi tak walczyć. Na drugim miejscu wymieniłbym Cesca Fabregasa. Wtedy, w Arsenalu, był w szczycie kariery…

- A w Legii widzisz kogoś, kto może zrobić taką karierę jak ty?
- Na razie ciężko mi powiedzieć. Za nami jedynie obozy przygotowawcze, sparingi, a przecież to nie to samo co mecze ligowe. Dopiero za jakiś czas będę mógł odpowiedzieć na to pytanie.

- Masz nie tylko strzelać gole, ale być też nauczycielem, zwłaszcza dla Jarosława Niezgody. Jak się czujesz w roli profesora?
- Ale to nie do końca tak, w sensie, mogę odwrócić to pytanie. Równie dobrze to ja się mogę uczyć od Jarka, bo przecież on o wiele lepiej zna ligę niż ja. Zresztą, tak do tego podchodzę. W każdym miejscu w którym jestem, chcę się czegoś nowego nauczyć.

- Widzi pan jakieś podobieństwa między Wengerem a Jozakiem?
- W Arsenalu byłem 10 lat temu, od tego czasu wiele się w piłce zmieniło, niełatwe są takie porównania. Ale na pewno wspólne dla tych trenerów jest to, że nakłaniają nas do gry piłką, do gry z dużą ilością podań, w sumie: do efektownej piłki.

- Kogo uważasz za najgroźniejszego rywala Legii w walce o mistrzostwo Polski?
- Zawsze tak miałem, że nie patrzyłem na rywali, a na mój zespół. Moim zdaniem będzie tu tak jak w moich poprzednich klubach. Zawsze grałem o mistrzostwo, zawsze rywale motywowali się na mój zespół. Mogli przegrać kilka innych meczów, choćby po 0:5, ale zwycięstwo z moją drużyną zawsze miało wielkie znaczenie. Z tego co słyszę, tak samo jest w Polsce. W sensie, wszyscy na Legię mobilizują się podwójnie.

Zobacz również: Videoblogi SE: Piotr Koźmiński. Arkadiusz Malarz: Na śmierć bliskich nie da się przygotować