Janusz Gol przed hitem kolejki w Warszawie: Nie ma mowy o strachu przed Legią

2020-02-29 2:04 Marcin Szczepański, Tania Wasilewa
Janusz Gol, Cracovia
Autor: Cyfra Sport Janusz Gol

Przed dziewięcioma laty wprowadził Legię do fazy grupowej Ligi Europy, a w 2013 roku cieszył się z jedynego w karierze mistrzostwa Polski. Od 1,5 roku Janusz Gol (35 l.) jest kapitanem Cracovii. Tygodnik "Piłka nożna" wybrał go „Ligowcem 2019 roku”. Czy wicelider z Krakowa z Golem w składzie zatrzyma w sobotę rozpędzoną Legię?

Trener Legii Aleksandar Vuković przed hitem kolejki: Cracovia to agresywna drużyna

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

„Super Express”: - Będzie gol w hicie kolejki na Łazienkowskiej?
Janusz Gol (pomocnik Cracovii): - Janusz na pewno (śmiech). Co do reszty to nie wiem, jak to się potoczy.

- Legia jest mocna u siebie, gdzie notuje serię siedmiu wygranych z rzędu. Jest obawa przed wyprawą do stolicy?
- Jeśli chcemy bić się o mistrzostwo Polski, to o takich rzeczach jak strach nie może być mowy. Jesteśmy wiceliderem i musimy cały czas trzymać poziom. To jest kluczowe do tego, aby zająć miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Dlatego nie możemy sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji i słabości z naszej strony, bo rywale też łapią punkty. Nikt nie będzie się poddawał.

- Przed rokiem Cracovia wygrała na Łazienkowskiej 2:0. Jesteście w stanie powtórzyć tamten występ?
- Wtedy byliśmy skuteczni do bólu i do tego zagraliśmy bezbłędnie w defensywie. Potem mimo porażki 0:1 w rundzie finałowej też nie było najgorzej. Uważam, że jesteśmy w dobrej dyspozycji. Liczę na dobry mecz i korzystny dla nas wynik.

- Był pan zły po przegranej 0:1 z Piastem w poprzedniej kolejce?
- Była złość, bo w końcu mistrz przerwał nam serię trzech wygranych z rzędu. Poza tym Legia odskoczyła nam na trzy punkty i znów trzeba ją gonić. Z Piastem nam nie wyszło, ale jeszcze nic nam nie uciekło. Dalej wszystko jest możliwe.

- Jaki cel postawił przed zespołem profesor Janusz Filipiak, właściciel Cracovii?
- Wiadomo, że rozmawiamy o mistrzostwie. Chcemy osiągnąć lepszy wynik niż w ubiegłym sezonie, gdy zajęliśmy czwarte miejsce. Mamy grać o „pudło”.

- Jak reaguje pan na komentarze ekspertów, którzy na mistrza typują Legię. Cracovia jest niedoceniana?
- Legia jest głównym kandydatem do tytułu, więc takie opinie przyjmuję normalne. Warszawski zespół prowadzi w lidze, więc wszyscy przyznają mu tytuł. Na resztę drużyn nie zwraca się uwagi, co jest błędem. Pokazał to Piast w rundzie finałowej ubiegłego sezonu, gdy zdobył mistrzostwo.

- Czy kapitan Legii Artur Jędrzejczyk dzwonił do pana i mówił kto będzie górą w hicie Ekstraklasy?
- Na razie jest spokojnie. „Jędza” napomknął, że poskrobie mnie po... butach (śmiech). Odpowiedziałem mu żartem, że może nie mieć ku temu okazji, bo ja nie dobiegam do pola karnego. Artur stwierdził, że w takim razie to on pobiegnie na środek boiska.

- Wspomniany Jędrzejczyk to największy żartowniś w Legii, a w Cracovii jest nim Rafael Lopes. Co Portugalczyk zrobił ostatnio i czy „wykręci” gola na Łazienkowskiej?
- Rafael potrafi wykreować zabawne sytuacje, które dają dużo radości w szatni. Może nie ma spektakularnych akcji, ale za to tych mniejszych mu nie brakuje. I to także zapewnia nam dużo zabawy. Strzelił siedem goli, jest naszym najlepszym strzelcem. Czekamy na jego bramki, które potrzebne są jemu i drużynie. Jednak musimy stwarzać mu więcej okazji.

- Ostatnio skuteczny jest Jose Kante, który w tym roku w trzech meczach zdobył cztery gole. To z jego strony grozi wam największe niebezpieczeństwo?
- Kante jest w dobrej dyspozycji, ma już w dorobku 10 bramek. Jednak moim zdaniem w końcówce ubiegłego roku, jak i teraz warszawianie wygrywają zespołem. Myślę, że nie możemy tylko zajmować się nim. Trzeba pilnować także pozostałych graczy gospodarzy. Musimy zagrać na maksa.

- W Legii największe skarby to Radosław Majecki czy Michał Karbownik. Który z młodych piłkarzy Cracovii rokuje na przyszłość?
- U nas trzeba wyróżnić duet: Sylwester Lusiusz i Kamil Pestka, który akurat za żółte kartki będzie teraz pauzował. Jest też Michał Rakoczy, który powoli dobija się do pierwszego zespołu. Mamy więc młodzież, która w niedalekiej przyszłości ma szansę zaistnieć. Cracovia nie jest tak medialnym klubem jak Legia. Pewnie to także ma wpływ na to, że o naszych graczach nie jest tak głośno jak o ich rówieśnikach z Warszawy.

Janusz Gol
Autor: archiwum se.pl Janusz Gol

- Latem 2018 roku, po powrocie z Rosji, trenował pan przez chwilę z rezerwami Legii. Był w ogóle temat powrotu do stolicy?
- Legia nie była zainteresowana. Wyszedłem z inicjatywą, abym mógł ćwiczyć z rezerwami, bo przez 2,5 miesiąca byłem bez klubu. Szefowie warszawskiego klubu zgodzili się, za co dziękuję. To było dla mnie wtedy bardzo ważne, abym mógł być w treningu. Można powiedzieć, że byłem pod ręką, ale temat powrotu na Łazienkowską się nie pojawił.

- Czy ma pan o to żal?
- Nie, bo takie jest życie piłkarza. Nie było zainteresowania, a sam się przecież nie wepchnę do klubu. Rozglądałem się wtedy za nowym klubem, szukałem także za granicą. W końcu pojawiła się opcja z Cracovii na którą przystałem.

- Spędził pan w Legii 2,5 roku. Który moment zapamiętał pan najbardziej?
- Cały okres w Warszawie był udany, choć zdarzyły się i gorsze chwile. Najlepszy moment to awans do Ligi Europy 2011/12. Weszliśmy po moim golu w Moskwie. W rewanżu wygraliśmy ze Spartakiem 3:2. Potem były występy w fazie grupowej tych rozgrywek. Ponadto miłe momenty związane są z trzema Pucharami Polski i wywalczonym mistrzostwem 2013. Przychodząc do Legii każdy zawodnik myśli o tytule.

- Gdy w poprzednim sezonie trafił pan do Cracovii to drużyna zajmowała ostatnie miejsce w lidze, a teraz walczy o tytuł. Skąd taka metamorfoza?
- Początek ubiegłego sezonu nie był najlepszy, ale potem nasza gra "ułożyła się". Po tym falstarcie udało się zająć czwarte miejsce. A w obecnej edycji od początku pokazujemy, że potrafimy grać w piłkę, choć przytrafiły nam się także wpadki. Jednak jestem dobrej myśli i wierzę, że uda nam się skończyć ten sezon „na pudle”.

Najnowsze