"Super Express":- Po niespodziewanej porażce Lecha z Arką Gdynia w finale Pucharu Polski i waszym efektownym zwycięstwie nad Niecieczą macie chyba przewagę psychologiczną nad rywalami...
Kasper Hamalainen: - Nie sądzę. Lech przyjedzie do Warszawy głodny rewanżu. Ostatnio wygrali z Pogonią i pokazali, że są mocni. Dla obu zespołów to niezwykle ważny mecz, trzeba się spodziewać fizycznej walki, a nie technicznych popisów.
- W Poznaniu wciąż nie mogą ci wybaczyć, że przeszedłeś do Legii. Spotkania z Lechem są dla ciebie czymś szczególnym?
- Owszem, wywołują dodatkowe emocje, ale grałem już przeciwko Lechowi kilka razy, nie traktuję tych meczów jako czegoś wyjątkowego.
- W meczu przeciwko Termalice, po raz pierwszy odkąd jesteś w Legii, strzeliłeś dwa gole w jednym spotkaniu. Lech powinien się bać?
- Dwie bramki bardzo cieszą, ale robiłem wszystko, by strzelić jeszcze trzecią. Nie jest łatwo po trzech meczach na ławce wyjść na boisko i pokazać się z jak najlepszej strony. Trener stawiał na innych zawodników. Ale myślę, że występem przeciwko Termalice dałem mu do myślenia.
- Mając wybór: miejsce w pierwszym składzie na mecz z Lechem albo kolejny gol strzelony Kolejorzowi, co wybierasz?
- Jeśli znów zdobyłbym bramkę, to mogę zacząć spotkanie na ławce.
- Generalnie jednak w Legii grasz mało. Myślisz o zmianie klubu?
- Biorąc pod uwagę liczbę minut spędzonych przeze mnie na boisku, to siedem goli i pięć asyst nie jest złym wynikiem. Na razie koncentruję się na czterech meczach, które zostały do końca. O tym, co dalej, pomyślę po zakończeniu sezonu.