Super Express: - I Legia i Cracovia odniosły po pięć zwycięstw w sześciu ostatnich meczach. Niedzielne starcie nie ma faworyta?
Janusz Filipiak: - Faworytem będzie… przypadek. Ten kto pierwszy strzeli gola znajdzie się na uprzywilejowanej pozycji. Atutem Legii może być fakt, że gra u siebie, ale nasi piłkarze na pewno nie przestraszą się rywali. Wygrywają, są na fali, uwierzyli w siebie. A ja wierzę w nich.
- Niedzielny mecz elektryzuje kibiców także przez fakt, że naprzeciwko siebie staną dwaj bardzo żywiołowo zachowujący się trenerzy: Michał Probierz i Ricardo Sa Pinto. Zanosi się na ostre starcie?
- Trener Probierz stał się ostatnio spokojniejszy. Już tak emocjonalnie nie reaguje na wydarzenia na boisku. Analizuje, a zamiast krzyczeć, woli przywołać do siebie zawodnika i przekazać mu uwagi. Jestem pewien, że nawet gdyby sytuacja stała się nerwowa, to Probierz nie da się sprowokować do awantury.
- Skoro Ricardo Sa Pinto wyprowadził z równowagi niebywale spokojnego Waldemara Fornalika, to aż strach pomyśleć co się stanie, gdy zdenerwuje Michała Probierza…
- Nic się nie stanie, bo do tego nie dojdzie. Nawet kiedy nasz trener zachowywał się impulsywnie, to zapewniam, że był to element gry psychologicznej, taka pokazówka. W środku pozostawał opanowany. Cały czas wszystko miał pod kontrolą.
- Ostatnio zdecydował się pan na model angielski i uczynił Probierza również wiceprezesem klubu. Odważne posunięcie, świadczące o wielkim zaufaniu do szkoleniowca.
- Wynikało z moich doświadczeń z przeszłości, kiedy między dyrektorem sportowym a trenerem często iskrzyło. Nie potrafili się dogadać. Każdy starał się udowodnić, że ma rację, a cierpiał na tym interes drużyny. Teraz Michał Probierz ma pełnię władzy, ale i ponosi stuprocentową odpowiedzialność.
- Patrząc na niedawne wielkie problemy Wisły Kraków, kibice Cracovii powinni pana nosić na rękach, a zamiast tego pozostają w opozycji do władz klubu.
- Jestem ostatnim człowiekiem, który może i powinien wypowiadać się o Wiśle. Mamy swoją strategię i swoje problemy. Nie oglądamy się na innych. Zniecierpliwienie kibiców brało się z tego, że drużyna przegrywała. Z każdą kolejną wygraną sytuacja wygląda już jednak lepiej.