Carlo Ancelotti, który jeszcze kilkanaście godzin wcześniej świętował awans Realu Madryt do finału Pucharu Króla, pojawił się w madryckim sądzie, by złożyć obszerne wyjaśnienia. Twierdzi, że nie miał świadomości, iż popełnia przestępstwo. – Nigdy nie sądziłem, że to może być oszustwo – powiedział, cytowany przez hiszpańskie media.
ZOBACZ: Cezary Kulesza komentuje swoją klęskę w wyborach w UEFA. Ale się rozpisał
Śledztwo dotyczy okresu, gdy Włoch po raz pierwszy prowadził „Królewskich” (2013–2015). Zarzuca mu się, że część dochodów z praw do wizerunku otrzymywał za pośrednictwem firmy Vapia, zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, co miało pomóc w unikaniu opodatkowania. Wcześniej z konta Ancelottiego ściągnięto już ponad 1,2 mln euro, ale prokuratura nadal domaga się surowszej kary.
– Zawsze negocjowałem pensję netto. Real Madryt zaproponował strukturę płatności 85 do 15, gdzie 15 proc. wynagrodzenia pochodziło z praw do wizerunku. Nigdy nie przywiązywałem do tego większej wagi – tłumaczył trener, cytowany przez "El País".
Sprawa wciąż pozostaje otwarta, a ostateczny wyrok może mieć kluczowe znaczenie dla dalszej kariery szkoleniowca.