Nowa gwiazda Ekstraklasy mówi o dostaniu gonga. Damian Kądzior szczerze o trudnych chwilach w karierze

2021-07-21 14:57
Damian Kądzior
Autor: Cyfrasport Damian Kądzior

Damian Kądzior po trzech latach występów w zagranicznych klubach wrócił do Ekstraklasy. Reprezentant Polski podpisał trzyletnią umowę z Piastem. Dlaczego zdecydował się na ten krok? W rozmowie z „Super Expressem” tłumaczy niepowodzenie w Hiszpanii i mówi jak wyglądało rozstanie z Eibarem. - W ostatnim roku mi nie wyszło, ale mnie to nie załamuje. Nie usiądę i nie będę płakał w poduszkę. Dostałem gonga. Wracam i zasuwam, bo chcę, aby Piast był ze mnie zadowolony – mówi nowy pomocnik Piasta Gliwice.

„Super Express”: - Dlaczego zdecydowałeś się wrócić do Polski?

Damian Kądzior: - Nie postrzegam Ekstraklasy jako zło konieczne. Pamiętam jak trudno było mi przebić się do niej. Chciałem zakończyć sagę transferową i nie dopuścić do sytuacji, aby transfer odbył się na wariackich papierach. Nie chciałem czekać do końca okna. Piast zrobił wszystko, aby mnie ściągnąć. Był konkretny, zdecydowany i działał szybko. To była super oferta zarówno dla mnie jak i Eibaru. Dlatego jestem w Gliwicach.

- Byłeś łączony z wieloma klubami. Była niepewność odnośnie nowego pracodawcy?

- Dobrze, że ten okres mam za sobą, bo to już było męczące. Powiem, że ciekawą opcją był Ferencvaros Budapeszt. Tyle że w przypadku mistrza Węgier transfer był uzależniony od sprzedaży zawodnika. A to mogło się wydarzyć za tydzień lub dopiero za miesiąc. Stwierdziłem, że po zawirowaniach w ostatnim roku przyda mi się stabilizacja. Pół roku w jednym miejscu, a za moment kolejna przeprowadzka. Wszystko było rozwalone. Jestem osobą, która lubi mieć wszytko pod kontrolą. Wybór Piasta był najrozsądniejszym rozwiązaniem. Chcę wrócić na mój poziom i zapomnieć o ostatnim sezonie. Wierzę, że to był przypadek. Pokazałem, że prawdziwy Kądzior to wcześniejsze sześć sezonów, a nie ten z ostatniego sezonu.

Ivica Vrdoljak nie ma wątpliwości. Na tego piłkarza Osijek musi uważać Pogoń

- Co poszło nie tak przez ostatnie miesiące?

- Piłka to moja pasja. Najważniejsze, abym mógł w nią grać. W ostatnim roku takich możliwości za dużo nie miałem. W Eibar meczów było mało, a w Alanyaspor spotkań było dużo, ale pod względem minut wyglądało to już bardzo słabo. Moja kariera tak się toczyła, że szedłem do góry, a przyszedł taki cios, można powiedzieć nawet, że gong i raptem uzbierałem tysiąc minut w sezonie. To była dla mnie nowa sytuacja z którą musiałem sobie poradzić i zaakceptować. Teraz mam taki duży głód piłki.

- Jak z twoim przygotowaniem? Będziesz gotowy na inaugurację ligi?

- Przez tydzień ćwiczyłem z Eibar. Później trenowałem indywidualnie, ale to nie to samo co z drużyną. Starałem się przygotować na 100 procent. Jestem profesjonalistą i byłoby mi głupio, gdybym do Piasta przyjechał kompletnie nieprzygotowany. Czułbym się z tym źle. Nie chciałem trenować z innymi zespołami, wchodzić w gierki, bo to wiąże się z ryzykiem kontuzji.

- Ile potrzebujesz czasu?

- Fizycznie jestem gotowy. Wyniki badań były dobre. Wykonałem kawał ciężkiej pracy. Trudno mi powiedzieć w jakiej jestem formie, bo ostatni mecz rozegrałem w maju. Pierwsze treningi dadzą odpowiedź trenerowi. Waldemar Fornalik jest na tyle doświadczony, że będzie wiedział, czy skorzysta ze mnie w pierwszej kolejce czy dopiero w trzeciej.

Jan Urban o transferze byłego mistrza świata. To dla tego Łukasz Podolski wybrał grę w Górniku

- Jakiego sezonu się spodziewasz?

- Nie stawiam przed sobą żadnych wyzwań. Chcę tylko pomóc drużynie, abyśmy grali jak najlepiej. Fornalik potrafi budować piłkarzy. Chcę jak najszybciej wrócić do optymalnej dyspozycji, bo wtedy będę dla Piasta bardzo przydatny i dokładać cegiełkę do sukcesu klubu. Mam nadzieję, że Piast będzie wciąż w czołówce ligi. Nie będę mówił, że strzelę 10 goli i zrobię 10 asyst. Najważniejsze, aby tak pracować, aby były efekty na boisku. Liczę, że szybko forma wróci i zobaczymy najlepszą wersję Kądziora. Nie spodziewałem się, że po po dwóch dobrych latach w Chorwacji przytrafi się taki rok jak ostatnio. OK, nie wyszło, ale mnie to nie załamuje. Nie usiądę i nie będę płakał w poduszkę. Wracam i zasuwam, bo chcę, aby Piast był ze mnie zadowolony. Klub obdarzył mnie dużym zaufaniem i jestem za to wdzięczny. Dla nich to duża transakcja.

- Podpisałeś umowę na trzy lata. To oznacza, że wyjazd zagraniczny to już temat zamknięty?

- Kuba Świerczok pokazał, że wcale tak być nie musi, że powrót do Polski to nie koniec świata. Był czołową postacią ligi, pojechał na EURO, a teraz wyjechał do Japonii. Jeśli będę grał dobrze w Polsce, to jeśli ktoś będzie mnie chciał to się zgłosi. Za rok będę miał 30 lat, ale czuje się świetnie. Wiem, że mogę jeszcze przez kilka lat pograć na dobrym poziomie. Nie słowa, a czyny na boisko muszą za mnie przemawiać.

- Twój transfer do Piasta zbiegł się z odejściem Kuby Świerczoka. Jak go zastąpić?

- Napisałem do niego smsa. Szkoda, że się minęliśmy, bo to bardzo dobry napastnik, wartość dodatnia zespołu. Myślę, że mógłbym mu pomóc na boisku, a on mnie. Tyle że Piast zapewne liczył się z tym, że po EURO Świerczok może odejść. Na pewno klub zabezpieczył się i niebawem ktoś do nas dołączy.

Jerzy Dudek zachwycony nową gwiazdą Ekstraklasy. Liczy, że Łukasz Podolski zrobi to z Górnikiem

- Eibar nie wiązał z tobą przyszłości, czy ty nie chciałeś już tam być po nieudanym początku?

- Powiem tak: jak w pierwszym roku „wsadzili cię” do szafy to człowiek nie ma dużego sentymentu do klubu i nie wraca do niego z otwartymi rękoma. Jednak teraz, gdy pojechałem do Hiszpanii i poznałem się z trenerem Garitano, to bardzo mi się u niego spodobało. Wziął mnie na rozmowę. Powiedział, że jest ze mnie zadowolony, że chce, abym został. Podobało mu się moje podejście do treningów, mój zapał. Jednak decyzję o transferze zostawił mi. Miałem wysoki kontrakt jak na Segunda Division. Klub nie bardzo chciał mi płacić przez dwa lata. Poza tym wiedzieli, że byłem średnio nastawiony na to, aby zostać w tym klubie. Ale właśnie po rozmowie z trenerem Garitano miałem moment zawahania. Uważam, że Eibar skorzysta na jego zatrudnieniu. Podsumowując: nikt z Eibaru mnie nie wypychał. Gdyby tak było, to puściliby mnie za darmo. To była moja decyzja, że chcę odejść.

- Jest w tobie niedosyt, że nie wyszło w Hiszpanii?

- Tak, bo jestem ambitny. Jednak nie wszystko było zależne ode mnie. Uważam, że w meczach, w których dostawałem szansę, wyglądałem dobrze. W Pucharze Hiszpanii należałem do grupy najlepszych zawodników. Miałem asysty. Dostałem szansę z Barceloną, a potem przez dwa tygodnie nie zagrałem meczu. Dziwna sytuacja. Najważniejsze jest to, że jak idziesz do nowego klubu to trener musi być do ciebie przekonany. Wybrałem Eibar, bo chciałem zagrać w Hiszpanii, pokazać, że Polak też może grać w Primiera Division. To było wyzwanie. Może gdyby wtedy Gaizka Garitano byłby pierwszym trenerem to moje wejście wyglądałoby inaczej.

Mauro Cantoro o Copa America i Leo Messim. Zaskakujące słowa o Diego Maradonie

- Może właśnie moment transferu był niewłaściwy?

- Nie ma się co oszukiwać. Przyszedłem w momencie, gdy byłem po operacji nosa, który złamałem z Hajdukiem. Po trzech treningach zostałem wrzucony na poziom La Liga, żeby grać. A nie byłem wtedy gotowy. Nie było indywidualnego podejścia i wyszło tak jak wyszło. Gdybyśmy wszystkiego w życiu żałowali to człowiek nie mógłby spać po nocach. Podjąłem ryzyko. Pewnie gdybym został w Dinamo to wyglądałoby to inaczej.

- Plusy transferu do Hiszpanii?

- Mam na pamiątkę koszulkę Luki Modricia, zagrałem na Camp Nou z Barceloną i nie przegraliśmy, a ja zaliczyłem dobry występ. Nauczyłem się języka hiszpańskiego. W życiu trzeba wybierać i decyzje brać na klatę. Nie wyszło mi, ale nie zgadzam się z opinią, że odbiłem się od tej ligi. Żeby tak było, to trzeba najpierw dostać kilka szans, a ja ich nie miałem. Prezentowałem się dobrze w meczach w których zagrałem. Dyrektor zapewniał, że będę grał, bo płacą za mnie dwa miliony euro. Cóż, takie rzeczy się zdarzają. Trzeba to przetrawić. Myślę, że 9 na 10 zawodników przyjęłoby ofertę z Hiszpanii.

- Jak stałeś się posiadaczem koszulki Luki Modricia?

- Dzień przed meczem z Realem było podejrzenie, że mam COVID. Miałem gorączkę, kaszel i nie pozwolili mi wyjść z domu. Zrobili mi test i czekałem na wynik. Nie mogłem być na meczu. Poprosiłem kierownika Eibar, czy mógłby dla mnie załatwić koszulkę Modricia. Powiedziałem mu, że Chorwat jest moim idolem, że ogląda mecze Dinama Zagrzeb i pewnie wie kim jestem. Pamiętam, że po meczu z Hajdukiem oznaczył kilku Chorwatów i mnie, bo strzeliłem gola w Splicie. Byłem wtedy zaskoczony, że on śledzi nasze mecze. Nie wiem jak to zrobił nasz kierownik, ale Modrić przekazał mi koszulkę. I jeszcze życzył zdrowia. Następnego dnia przyszedł wynik testu na koronawirusa i okazało się, że jestem zdrowy. Gdy graliśmy z Barceloną to wymieniłem się koszulka z Bośniakiem Miralelem Pjaniciem.

Jerzy Dudek o wyścigu kandydatów na prezesa PZPN. Wskazuje faworyta, ocenia rządy Zbigniewa Bońka

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze