"Ryba" zdradza, że rozmowa wewnątrz zespołu o nowej sytuacji jest dopiero w planach. - Jako drużyna jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Nie podjęto żadnych ostatecznych decyzji, ale jakieś działania na pewno muszą mieć miejsce. Zdawaliśmy sobie sprawę, że do tego prędzej czy później dojdzie, nawet jeśli wciąż o tym nie rozmawialiśmy - wyjaśnia gracz.
I kontynuuje: - Ludzie mają w tym momencie większe problemy, tracą pracę… U mnie w rodzinie też tak jest. Najważniejsze jest to, abyśmy byli zdrowi i pamiętali o zasadach, do których musimy się stosować, a nie czy będziemy zarabiali 50 czy 30 procent mniej. Obyśmy mieli co jeść, a takimi sytuacjami nie wolno się przejmować.
Kiełb nie zamierza przekonywać kolegów do swojego zdania - wszystko jest kwestią ich indywidualnego podejścia. - Każdy wypracuje swoją opinię. Jeden się zgodzi, drugi spojrzy na to inaczej. Nikt nie jest dzieckiem i nikogo nie będę do niczego namawiał. Wszyscy mają swój rozum, ale mam nadzieję, że spojrzą na dobro klubu i pokażemy, że mamy wielkie serducha - podkreśla.
I na zakończenie zaznacza: - Najgorsze jest to, że nie wiemy, jak długo to będzie trwało. Nie zależy to od nas. Trzeba się stosować do działań i oby jak najmniej ludzi chorowało. Wszystkim życzę dużo zdrowia i żeby przeszedł przez to może nie z uśmiechem na twarzy, ale w zdrowiu.