Kibole Legii zaatakowali swojego 17-letniego piłkarza. Jego ojciec boi się o życie syna

2020-02-11 7:15 JWa
Kibice Legii Warszawa
Autor: Beata Górka Kibice Legii Warszawa

Niedzielny mecz Legii Warszawa z ŁKS-em Łódź (3:1) odbił się głośnym echem nie tylko ze względu na boiskowe wydarzenia. Do sporego skandalu doszło za sprawą kibiców gospodarzy. Nie dość, że postawili sobie oni za punkt honoru zniechęcenie francuskiego biznesmena do przejęcia stołecznej Polonii, to jeszcze bez pardonu zaatakowali zaledwie 17-letniego zawodnika swojej ekipy. Jakub Kisiel, bo o nim mowa, musiał poczuć się fatalnie. Podobnie jak jego ojciec, który teraz obawia się o bezpieczeństwo dziecka.

Kibole Legii Warszawa w niedzielę sprawili, że po raz kolejny sportowa Polska mówiła w zasadzie tylko o nich. Niestety, po raz kolejny nie były to słowa pochlebne. Wszystko za sprawą transparentów, które pojawiły się na "Żylecie". Pierwszy z nich skierowany był do francuskiego biznesmena, noszącego się z zamiarem zainwestowania w warszawską Polonię. Za dziwny punkt honoru legioniści postawili sobie za cel zniechęcenie go do finalizacji transakcji. Jakby tego było mało, to dostało się również... młodemu zawodnikowi Legii. Jakub Kisiel, 17-letni młodzieżowy reprezentant Polski, ma za sobą przeszłość w juniorskich drużynach Polonii. Tego na Łazienkowskiej nie mogą przełknąć i na trybunach przy okazji rywalizacji z ŁKS-em Łódź pojawił się transparent: "Kisiel - won z Legii".

W rozmowie z portalem sport.pl głos w sprawie zabrał ojciec zawodnika. Okazało się, że nie był to pierwszy raz, gdy kibole Legii wzięli na cel syna. - To był 17 listopada. Mecz Centralnej Ligi Juniorów z UKS Naki Olsztyn. Spotkanie zaczęło się dość późno, bo o godzinie 18. Polonia wygrała wysoko 9:2. Przyjechałem na ten mecz z żoną i młodszą siostrą Kuby. Po spotkaniu czekaliśmy na niego na parkingu przed stadionem. Było już ciemno. Napastnicy pewnie nas obserwowali. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę bursy na Powiślu. Oni za nami. Gdy podjechaliśmy pod budynek, wyszedłem z auta, aby wyciągnąć rzeczy Kuby. Wtedy zostałem wepchnięty do środka. Żona i córka siedziały z tyłu. Kuba z przodu. Opryskano nas gazem. Trochę poszarpano. Podkreślam poszarpano, by gdyby miano nas pobić, to skończyłoby się znacznie gorzej. Kuba został jeszcze zwyzywany. Napastnicy uciekli. Niewiele pamiętam z tego zdarzenia. Nigdy w czymś takim nie uczestniczyłem. Wszyscy byliśmy w szoku - wspominał pan Paweł Kisiel.

Rodzic młodego piłkarza nie ukrywa, że boi się o życie i zdrowie swojej pociechy. Jak sam przyznał, obawia się, że Jakubowi może stać się coś nawet w środku miasta. - Bogu ducha winny chłopak chce tylko grać w piłkę. Jest młody, a skupia się na nim gigantyczna, niezrozumiała agresja. Mam nadzieję, że wszystko się uspokoi. Na dziś, jako rodzic muszę się jednak martwić, czy Kuba może bezpiecznie chodzić po Warszawie - powiedział wyraźnie przejęty pan Paweł.

Najnowsze