Mecze Lecha z Legią od lat nazywało się hitami czy ligowymi klasykami. Obie ekipy często rywalizowały ze sobą o mistrzostwo kraju, dlatego też ich starcia generowały mnóstwo emocji. Tym razem jednak czuć było wyraźnie, że na spotkanie to ani w Poznaniu, ani w Warszawie nie czekało się z taką niecierpliwością, jak wyglądało to w poprzednich przypadkach. Ale to w dużej mierze był efekt słabej formy, jaką prezentowały te zespoły. "Kolejorz" tydzień wcześniej dość niespodziewanie przegrał ze Śląskiem Wrocław i choć utrzymywał się w czołówce tabeli, to jednak swoją grą nie zachwycał. To samo można powiedzieć o mistrzach Polski, którzy wyglądali chyba jeszcze gorzej i od początku sezonu nie potrafią wyjść z kryzysu. Hit LOTTO Ekstraklasy na INEA Stadionie przy Bułgarskiej mógł być dla którejś z tych drużyn idealną okazją na przełamanie i impulsem, który da pozytywnego kopa.
I od pierwszego gwizdka widać było, kto jest absolutnie zdeterminowany, żeby zgarnąć trzy punkty. Lech grał z dużym polotem, mocno naciskał rywali nie pozwalając im nawet wyjść ze swojej połowy. Legia nie potrafiła wymienić kilku celnych podań nie mówiąc już o przedostaniu się pod bramkę Matusa Putnockiego. A na domiar złego skandalicznie prezentowała się w defensywie, co gospodarze wykorzystywali z zimną krwią. Już w 12. minucie kapitalne dośrodkowanie Roberta Gumnego na gola zamienił Maciej Gajos, a jeszcze przed przerwą - też strzałem głową - do siatki trafił Łukasz Trałka. W obu przypadkach źle zachował się Michał Pazdan, który nie potrafił przeszkodzić swoim rywalom w uderzeniach na bramkę.
W pierwszej połowie "Kolejorz" absolutnie zdominował mistrzów Polski, którzy prezentowali się dramatycznie słabo. I to w każdej formacji. Obrońcy źle się ustawiali i kryli przeciwników, pomocnicy nie potrafili opanować środkowej strefy boiska i wykreować nie tylko ofensywnej akcji, ale nawet przez dłuższą chwilę utrzymać się przy piłce. A Lech robił swoje. Sęk w tym, że po przerwie przestał. To goście zaczęli nagle dominować i przejęli inicjatywę, choć wciąż byli zagubieni i nieudolnie atakowali. Z kolei cofnięcie się pod własne pole karne było najwyraźniej zabiegiem taktycznym gospodarzy. Ci uśpili czujność przyjezdnych, po czym wyprowadzili zabójczą kontrę. Nicki Bille zagrał za linię obrony do Macieja Makuszewskiego, a ten w sytuacji sam na sam nie dał szans Arkadiuszowi Malarzowi. I równie dobrze w tym momencie można było zakończyć ten mecz. Lech chciał strzelić kolejnego gola, ale nie naciskał z taką pasją, jak wcześniej. Legia z kolei - tak samo jak przez resztę meczu - nie potrafiła w żaden sposób zagrozić rywalom.
Efekt? Wysokie i jak najbardziej zasłużone zwycięstwo gospodarzy, którzy dobrze odpowiedzieli krytykom na ostre słowa. Z kolei Legia zamiast wyjść z kryzysu, to jeszcze bardziej się w nim pogrąża. Czy obecni mistrzowie Polski jeszcze w październiku stracili szansę na obronę tytułu? Ich strata do liderującego w tabeli Górnika Zabrze wynosi już sześć punktów... A "Kolejorz" w wielkim stylu przerwał fatalną passę pięciu kolejnych ligowych porażek z odwiecznym rywalem.
LECH POZNAŃ - LEGIA WARSZAWA 3:0
Bramki: Maciej Gajos 12, Łukasz Trałka 38, Maciej Makuszewski 65
Żółte kartki: Emil Dilaver, Łukasz Trałka, Maciej Makuszewski - Michał Kopczyński, Guilherme, Maciej Dąbrowski
Lech: Putnocky - Gumny, Janicki, Nielsen, Dilaver - Trałka, Gajos - Makuszewski, Jevtić (89. Majewski), Situm (22. Radut) - Bille (70. Gytkjaer)
Legia: Malarz - Broź, Dąbrowski, Pazdan, Hlousek - Kopczyński (79. Jodłowiec), Moulin - Nagy, Hamalainen, Kucharczyk (46. Guilherme) - Sadiku (64. Niezgoda)
PŚ Zakopane - kwalifikacje 24.01
Witamy w relacji na żywo z kwalifikacji do konkursu indywidualnego w Zakopanem. Początek rywalizacji zaplanowano na godzinę 18:00. Bądźcie z nami!
Doby wieczór! Zapraszamy na relację na żywo z kwalifikacji do konkursu indywidualnego w Zakopanem!
Przed nami weekend ze skokami narciarskimi w Zakopanem. Dla wielu kibiców i zawodników to prawdziwe święto. Nie ma się czemu dziwić, bo na Wielkiej Krokwi zawsze ściąga rzesza fanów i czuć niepowtarzalną atmosferę sportowego święta. Kibice liczą oczywiście na świetną postawę biało-czerwonych. I jak na razie możemy być optymistycznie nastawieni do najbliższych dni.
A wskazują na to treningi. Pierwszy z nich wygrał Kamil Stoch, a drugi Dawid Kubacki. Pokazuje to jedynie, że Polacy są w znakomitej formie!
Dawid Kubacki i Kamil Stoch na czele II treningu na Wielkiej Krokwi! Początek kwalifikacji o 18:00 #skijumpingfamily #Zakopane
— Skijumping.pl (@Skijumpingpl) January 24, 2020
Pełne wyniki: https://t.co/tZ6AlBvfhF pic.twitter.com/Cd84I1I4vS
Na Wielkiej Krokwi zobaczymy dziś dziewięciu reprezentantów biało-czerwonych. Co prawda Michal Doleżal mógł wystawić aż dwunastu zawodników, ale niestety nie było z kogo wybierać. Ponadto z pewną obawą patrzymy na to, co pokazują ostatnio Maciej Kot i Jakub Wolny, którzy są pod formą. Jest to o tyle problem, że czeski szkoleniowiec musi wybrać czwartego zawodnika do sobotniego konkursu drużynowego.
??Taka ciekawostka - Polacy poza "wielką trójką" skakali dziś na treningach gorzej niż liderzy austriackiej kadry C na FIS cup w #Zakopane czyli #Steiner?? i #Rainer??, którzy z belki 20 uzyskiwali w zawodach noty w przedziale 75-85 pkt - poziom czwartej "10".#skijumpingfamily
— localSJresults (@localSJresults) January 24, 2020
Tak się rozpoczyna weekend w Zakopanem z przytupem ? Dawid Kubacki wygrał drugi trening przed kwalifikacjami, które rozpoczną się już za chwilę ⏳ Transmisja w #tvpsport, aplikacji i tutaj ? #skokitvp #skijumpingfamily #Zakopanehttps://t.co/Ym57xvtRjV pic.twitter.com/ZxYVtkDqC1
— TVP Sport (@sport_tvppl) January 24, 2020
Jak już wspomnieliśmy wcześniej w sobotę będzie miał miejsce konkurs drużynowy. Dlatego też dzisiejsze kwalifikacje są również ostatnim wartościowym sprawdzianem dla skoczków, którzy walczą o dołączenie do Stocha, Kubackiego i Żyła w "drużynówce". Nie da się ukryć, że Doleżal będzie miał spory ból głowy. No chyba, że któryś z naszych reprezentantów błyśnie fantastycznym skokiem.
Zaczynamy!
Jako pierwszy zaprezentował się Adam Niżnik. Polak skoczył 117,5 metra.
Nieco dalej poszybował Aleksander Zniszczoł, który osiągnął 120 metrów i oczywiście obejmuje prowadzenie.
W podobnych okolicach wylądował Andrzej Stękała. Polak skoczył 117 metrów i daje mu to trzecie miejsce.
Bardzo ładny skok Vojtecha Stursy. Pierwszy lot powyżej punktu K. Czech osiągnął 130 metrów i ta odległość zapewne da mu awans. Stursa jest liderem.
Była szansa, aby w niedzielę po 3234 dniach przerwy ponownie krzyknąć podczas zawodów Pucharu Świata "Leć Adam, leć!"
— Adam Bucholz (@Bucholz_Adam) January 24, 2020
117,5 metra Adama Niżnika to może być jednak za mało na awans do konkursu w Zakopanem. #skijumpingfamily #skokiTVP @skijumpingfamily
Na razie z dobrej strony pokazali się reprezentanci Czech. Stursa prowadzi, a zaraz za nim jest Filip Sakala ze skokiem na odległość 119,5 metra.
Trzech zawodników jest już pewnych występu w niedzielnym konkursie. Są to Stursa, Trofimov i Sakala.
No i pierwszy z reprezentantów Kazachstanu również ma awans. Siergiej Tkaczenko skoczył 120,5 metra i jest obecnie trzeci. Pierwszym oczekującym jest natomiast Sabirżan Muminow.
Władimir Zografski zaprezentował się bardzo słabo, bo osiągnął tylko 116,5 metra. W konkursie zapewne go nie zobaczymy. Jednak przypomnijmy, że Bułgar ma żonę z... Polski. Więcej na temat związku skoczka przeczytacie TUTAJ!
Nie wygląda to za dobrze...
Dwóch Kazachów wyprzeda trzech Polaków z grupy krajowej. A najgorsze jest to, że nie jest to zaskoczenie... #skijumpingfamily
— Adrian Lozio (@LozioAdrian) January 24, 2020
Zaskakująco słabo zaprezentował się Mckenzie Boyd-Clowes. Kanadyjczyk skoczył tylko 116,5 metra. Jest 15. i ma marne szanse na awans. Pierwszym oczekującym jest Zniszczoł.
Fatalnie... fatalnie Jakub Wolny. Tylko 114,5 metra. Katastrofa. Zniszczoł z awansem.
Bez rewelacji zaprezentował się także Stefan Hula. Polak skoczył 116 metrów i jest 17. Jego występ w konkursie również nie jest pewny.
Trochę dalej poleciał Maciej Kot, ale żeby był to dobry skok... 118 metrów osiągnął 28-latek i jest ostatnim zawodnikiem, który ma pewny awans. Uff...
Skład Polski na sobotnią drużynówkę musi być taki:
— Łukasz Jachimiak (@LukaszJachimiak) January 24, 2020
Piotr Żyła
Kamil Stoch
Dawid Kubacki
Adam Małysz #Zakopane #skijumpingfamily
Richard Freitag wraca po krótkiej przerwie i zaprezentował się solidnie. Niemiec skoczył 128,5 metra i obejmuje prowadzenie.
Jewgienij Klimow, który przed rokiem był rewelacją w Pucharze Świata ostatnio spuścił z tonu. W konkursie go zobaczymy, ale skok na odległość 119 metrów nie jest oszałamiający.
Markus Eisenbichler odpoczywał ostatnio od skoków, ale wrócił w dobrym stylu. 129,5 metra i pierwsze miejsce dla Niemca.
Ostatnie tygodnie dla Romana Koudelki były bardzo udane i swoją formę potwierdza również dzisiaj. Czech skoczył 132 metry i teraz to on jest na prowadzeniu.
Odleciał Domen Prevc! Słoweniec skoczył 131 metrów, w dobrym stylu i jest na drugim miejscu. Natomiast trzecim oczekującym nadal jest Stefan Hula... awans jest mało prawdopodobny.
Świetny lot Timiego Zajca! Najdłuższy skok w kwalifikacjach, 135 metrów! Słoweniec oczywiście obejmuje prowadzenie.
Jakub Wolny przyznał, iż nie jest pewny wylotu do Sapporo.
— Dominik Formela (@DominikFormela) January 24, 2020
O miejsce w składzie mieli walczyć Hula, Kot, Stękała i Zniszczoł.
Po kwalifikacjach najbliżej (chyba?) są Kot i Zniszczoł.
A może np Murańka zostanie w Japonii po Pucharze Kontynentalnym?#skijumpingfamily
Nie popisał się natomiast Robert Johansson. Po Norwegu spodziewaliśmy się lepszej odległości niż 122,5 metrów. Awans jednak jest.
Poprawny skok Piotra Żyły. Szału nie było, ale to obecnie nie jest tak ważne. Polak osiągnął 127 metrów i jest na 13. miejscu.
Bardzo ładny i daleki lot Stephana Leyhe. Niemiec wylądował na 135 metrze. Z Zajcem przegrał jednak punktami dodanymi za wiatr, bo Niemiec miał lepsze warunki. Leyhe drugi.
Bardzo dobrze zaprezentował się Johann Andre Forfang. 134,5 metra Norwega, co daje mu czwarte miejsce.
"JEST DOBRZE"
— Kocur Dancing Queen (@shieet24) January 24, 2020
Godzinę później.....#skijumpingfamily pic.twitter.com/r8QkxrDv4m
Bardzo daleko Philipp Aschenwald! Austriak skoczył 139,5 metra, co jest najlepszy rezultatem w kwalifikacjach. Aschenwald prowadzi.
Po skoku austriackiego zawodnika belka poszła o jeden stopień w dół. Daniel Andre Tande od razu poleciał bliżej, bo 127 metrów. 13. miejsce Norwega.
Świetnie Kamil Stoch! Daleki lot naszego reprezentanta. 136 metrów w fantastycznym stylu i Polak na drugim miejscu!
Dużo bliżej Marius Lindvik. Norweg osiągnął 128 metrów, co daje mu dopiero 18. lokatę.
KAPITALNIE DAWID KUBACKI!!!!! Co za forma Polaka! 140,5 metra! Oczywiście pierwsze miejsce!
Daleko Ryoyu Kobayashi, ale nie tak daleko jak Kubacki. Japończyk osiągnął 139,5 metra i jest drugi.
Piękny lot Stefana Krafta! Nieco słabsze lądowanie, ale wylądował o pół metra dalej niż Kubacki, jednak przegra ocenami z Polakiem. Trzecie miejsce Austriaka.
KUBACKI WYGRYWA KWALIFIKACJE! Karl Geiger skoczył 132 metry z obniżonej belki i jest dopiero 11.
Humory zostały poprawione przez Kubakciego, który nadal bryluje. Pozostali Polacy zaprezentowali się jednak nie najlepiej. Czekamy na jutrzejszy konkurs drużynowy.
To wszystko z naszej strony. Dziękujemy, że byliście z nami i zapraszamy na kolejne relacje na sport.se.pl! Do zobaczenia.