Ricardo Sa Pinto: Nie skreślam Malarza, ale nie mogę decydować sercem!

2018-09-11 6:00 Piotr Koźmiński
SA PINTO
Autor: TOMASZ RADZIK/SUPER EXPRESS SA PINTO

Ricardo Sa Pinto, trener Legii, znany jest z wybuchowego charakteru i z tego, że często mówi wprost, co myśœli. -– Nie będę kłamał, trochę czasu minie zanim Legia będzie grała tak jak bym chciał. Ale widzę progres i wielką chęć pracy u piłkarzy. Podjąłem ryzyko przychodząc tutaj, jednak mam nadzieję, że warto –- mówi nam w wywiadzie były trener Sportingu Lizbona i Standardu Liege.

"Super Express": - Ostatnio gruchnęła wieść, że chce pan odstrzelić Arkadiusza Malarza, uwielbianego przez kibiców. A jakby na potwierdzenie tych słów Malarz nie zagrał z Cracovią. Już po nim jeśli chodzi o Legię?
Ricard Sa Pinto: - Kocham Malarza, wiem, że jest tu legendą, że ma wielkie zasługi dla klubu! Ale nie mogę decydować sercem, muszę się kierować głową. I uznałem, że w tamtym momencie bardziej widzę w bramce Cierzniaka. Nie radzę jednak wyciągać z tego daleko idących wniosków, na przykład odnośnie tego kto zagra w kolejnych meczach. O jednym mogę zapewnić: Malarza nie skreślam!

- Wygląda na to, że jednym z głównych problemów Legii jest fatalne przygotowanie fizyczne. Kiedy Legia będzie wyglądała lepiej pod tym względem?
- Nie chcę oceniać pracy poprzedników, po prostu pracujemy, żeby zaczęło to wyglądać tak jak powinno. Ale nie będę kłamał: minie jeszcze trochę czasu zanim Legia będzie grała w stu procentach to, co bym chciał. Natomiast obserwując piłkarzy, patrząc na wyniki pomiarów, badania itd... mogę powiedzieć, że jest progres.

- Mówi się, że mocno docisnął pan piłkarzy, że czują się jakby byli na drugim obozie przygotowawczym.
- Moim zdaniem ciężka praca to dziewięćdziesiąt pięć procent sukcesu w piłce, reszta to inspiracja, motywacja, talent. Czy Messi i Ronaldo, gdyby nie pracowali ciężko, byliby w stanie błyszczeć? Moim zdaniem nie! Nie mieliby siły dryblować, strzelać, pokazywać sztuczek. Ja nie wierzę w szczęście. Wierzę w wielki wysiłek. I tak ma funkcjonować moja Legia.

- Ma pan już spore doświadczenie jako trener. Który mecz pańskiej drużyny uznałby pan za perfekcyjny i chciałby, żeby Legia zagrała tak samo?
- Jako trener Sportingu debiutowałem meczami z Legią. I bardzo miło je wspominam, bo przeszliśmy dalej. W Lidze Europy graliśmy wtedy świetne mecze, na przykład z Manchesterem City, naszpikowanym gwiazdami. Rewelacyjnie się wtedy pokazaliśmy, odpadliśmy dopiero w półfinale. Pracę w Crvenej Zvezdzie zaczynałem, gdy zespół był w kryzysie, a mocno poszliśmy do przodu. Ze Standarem Liege ostatecznie zdobyliśmy wicemistrzostwo Belgii i puchar, choć startowaliśmy z niskiej pozycji. W Atromitosie na samym początku poradziliśmy sobie z Olympiakosem. W każdym moim klubie były momenty, gdy czułem się dumny z mojej pracy i z piłkarzy.

- Ale nigdzie nie przepracował pan dłużej niż rok.
- W Legii podpisałem kontrakt na trzy lata. I szczerze wierzę, że go wypełnię. Bardzo mi się podoba i w klubie i w Warszawie. Polacy są mili, bardzo kulturalni. Legia jest jak Sporting, jak Standard Liege. Wielki klub, z dużymi aspiracjami. Ostatnie lata w Europie nie były dla Legii najlepsze, ale to właśnie chcę zmienić. Wiem, że Legia potrafiła błysnąć w pucharach i chcę znów zobaczyć ten błysk. Przed przyjściem do Warszawy miałem ofertę z dużego klubu, ale odmówiłem. A nad Legią długo się nie zastanawiałem. Jestem bardzo głodny sukcesów, nie mając szansy walczyć o tytuły czułbym się bardzo, bardzo źle.

- Jest pan bardzo emocjonalny, często reaguje pan bardzo żywiołowo.
- W trakcie kariery byłem jeszcze bardziej energetyczny, teraz jestem o wiele spokojniejszy. No, ale mam taki charakter jaki mam, nie będę się tego wypierał. No cóż, można powiedzieć, że na księdza się nie nadaję (śmiech).