Już samo to, że Superpuchar Polski odbywał się w kwietniu 2025, był czymś dziwnym. Przecież za chwilę zakończy się sezon 2024/25, a tu „odbębnić” trzeba jeszcze Superpuchar za sezon 2023/24. Powiedzieć, że mecz nie wzbudził wielkiego zainteresowania, to jak nic nie powiedzieć. W Warszawie pojawili się jedynie kibice Wisły, którzy oczywiście Stadionu Narodowego nie zapełnili. Na trybunach były pustki, jakich Narodowy dawno już nie widział. Na trybunach pojawiło się zaledwie 10 935 widzów, co jest wynikiem żenującym, zważywszy na pojemność Stadionu Narodowego (blisko 60 tys).
Pustki na Stadionie Narodowym podczas Superpucharu Polski
Ale przechodząc do samego meczu. Zaczęło się od odważnych ataków Wisły. Zresztą przez cały właściwie mecz nie było widać wielkiej różnicy pomiędzy mistrzem Polski a drużyną walczącą o wydostanie się z I ligi. „Biała-Gwiazda” grała odważnie, widać było, że jej piłkarze mają dużo jakości i potrafią błysnąć dobrą techniką. Brak kontuzjowanego Angela Rodado nie sprawił, że zapędy ofensywne Wisły zmalały.
Kompromitacja PZPN! Gigantyczna kolejka na mecz o Superpuchar Polski. Dlatego nie mogą wejść kibice
W pierwszej połowie triumfowało jednak doświadczenie ekstraklasowe Jagiellonii. Po stłumieniu ataków Wisły, do natarcia przystąpili piłkarze Jagiellonii. Już w 14. minucie do siatki Wisły trafił Miki Villar, wykańczając świetną akcję Darko Churlinova. Potem Jagiellonii grało się już łatwiej, białostoczanie chętnie przyjmowali Wiślaków na swojej połowie, a po przejęciu piłki groźnie kontrowali.
Jagiellonia Białystok - Wisła Kraków 1:0. Jagiellonia z Superpucharem Polski
W drugiej połowie mecz niewiele się zmienił. Nacierała raczej Wisła, jej ataki napędzał przebojowy duet Duda – Sukiennicki. Jagiellonia była jednak wyrachowana i cierpliwa. Wiedziała, że ma prowadzenie i robiła wszystko, żeby po prostu dowieźć je do końca. I to zrobiła – białostoczanie wrócili do domu z Superpucharem Polski.
Lechia wróciła z Dubaju i trafiła do raju! Jagiellonia padła na Pomorzu