Michał Piech chce walczyć z patologiami w Wiśle: Nie będę się kłaniał bandytom

2019-01-06 16:48 Piotr Koźmiński

Michał Piech (39 l.), prawnik z Krakowa i kibic piłkarski, złożył do prokuratury powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez byłe już władze Wisły. – Ta sprawa pokaże, czy polskie państwo chce coś zrobić z problemem, czy pozwoli, aby bandyci niszczyli klub po klubie – mówi Piech.

„Super Express”: - W pańskim piśmie do prokuratury padają ciężkie zarzuty pod adresem Marzeny Sarapaty i innych osób do niedawna rządzących Wisłą. „Doprowadzenie do wielkiego zadłużenia klubu, udział w zorganizowanej grupie przestępczej”. Skąd impuls do działania?

Michał Piech: - Stąd, że jestem od dziecka kibicem i moim zdaniem to ostatnia szansa, żeby w polskim futbolu zrobić porządek. To jak się skończy sprawa Wisły będzie papierkiem lakmusowym. Wielu bandytów obserwuje sytuację i wywnioskuje z niej gdzie jest granica, jak daleko mogą się posunąć. Teraz się dowiemy, czy organy ścigania zrobią z tym porządek, czy jednak pozwolą łobuzom na niszczenie klubów. Jeden po drugim. Jeśli czytam, że przez Wisłę od czerwca „przewinęło” się nawet 25 milionów złotych, a na koncie klubu jest teraz 51 tysięcy, to wygląda mi to na największy w historii polskiego sportu skok na kasę. Ciężko uwierzyć, że wyprowadzanie takich kwot z klubu mogło się odbywać bez wiedzy ludzi nim zarządzających. Nie chcę upolityczniać tej sprawy, ale obecna władza często nazywała poprzednie lata „państwem teoretycznym”. Teraz ma dobrą okazję, aby pokazać, że jest za państwem praktycznym. Złożyłem doniesienie w sprawie Wisły, ale zastanawiam się również, czy nie złożyć podobnego w sprawie słynnej stadniny w Janowie Podlaskim. Przecież jeszcze kilka lat temu była w świetnej kondycji, a teraz – jak słyszymy – jej sytuacja finansowa jest bardzo ciężka…

- A wracając do Wisły. Który z zarzutów wysuniętych w piśmie do prokuratury, jest najbardziej przerażający w pańskiej opinii?

- W zasadzie każdy z tych zarzutów dobrze określa to co się działo w ostatnich latach w klubie, każdy na swój sposób jest przerażający. Każdy w mojej opinii waży tyle samo. A waży bardzo dużo.

- Jakie były reakcje po tym, gdy złożył pan pismo? Usłyszałem w Krakowie takie zdanie „należą mu się brawa choćby za odwagę”…

- Powiem szczerze: nie spodziewałem się, że ta decyzja uzyska aż taki rozgłos medialny. Nie minęło pół godziny od momentu, gdy wiadomość ujrzała światło dzienne, a już miałem telefony od przedstawicieli wszystkich ważnych mediów. A do tego sędziowie piłkarscy, działacze, wielu przyzwoitych ludzi. A co do mediów: ja w ogóle uważam, że dziennikarze mieli i mają tu ogromną rolę do odegrania. Przecież ta lawina w sporej mierze ruszyła dzięki reportażowi dziennikarza, pana Szymona Jadczaka, z TVN. Myślę, że bez zainteresowania mediów tej sprawy nie dałoby się ruszyć.

- A tak po ludzku: nie boi się pan? Wokół klubu kręcą się bardzo niebezpieczni ludzie, na czele z nieszczęsnym „Miśkiem”. Im się pańskie działania na pewno nie spodobają…

- Nie będę się kłaniał bandytom! Nie boję się ich. Moim zdaniem to tchórze, którzy w takiej sytuacji uciekną, schowają się… Poza tym, sprawa stała się na tyle głośna, że ktoś dziesięć razy by się zastanowił, zanim zrobiłby mi krzywdę. Nie mam żony, nie mam dzieci. Mnie nie jest łatwo zastraszyć, mieszkam w różnych miejscach. Nikt mi nie przyśle zdjęcia małżonki czy właśnie dziecka, że stanie się im krzywda.

- A jak według pana będzie wyglądała chronologia wydarzeń? Co się stanie ze złożonym przez pana powiadomieniem…

- Wszczęte zostanie postępowanie sprawdzające, wyobrażam sobie, że na tym etapie zostanę powołany w charakterze świadka. Potem postępowanie przygotowawcze, w trakcie którego zakładam przesłuchanie trzech świadków, których podałem w moim piśmie: pana Zbigniewa Bońka i panów Kwietnia i Ziętka, czyli tych, którzy ostatnio pożyczyli pieniądze Wiśle. Oczywiście, prokuratura ma wolną rękę, może też powoływać innych świadków. I w zależności od ustaleń na dalszym etapie możliwe jest stworzenie aktu oskarżenia. Jak mówiłem wcześniej, ta gra toczy się nie tylko o Wisłę. Potrzebne są w naszym kraju rozwiązania systemowe, które wyeliminują  z polskiej piłki nie tylko podejrzane osoby, ale również ich bliskich, na których często bandyci przepisują biznesy. Ktoś musi powiedzieć tej patologii „stop”.

Najnowsze