Notka z faktami sportowymi jest prosta: trener dziewięciu klubów ekstraklasy (Wisła, Śląsk, Ruch, Widzew, GKS-y z Katowic i Bełchatowa, Pogoń, Cracovia, lubińskie Zagłębie), do niektórych wracał parokrotnie. Trzykrotny mistrz kraju – z „Białą Gwiazdą” (1978 i 2001) oraz ze Śląskiem (2012). Ale nie tylko w Krakowie i Wrocławiu mawiali o nim „legenda” i stawiali – symbolicznie, w pamięci – pomniki.
Te słowa ukształtowały Oresta Lenczyka jako trenera? Dzięki nim stał się gwiazdą w swym fachu
Bo o ile banalna jest notka biograficzna, niebanalny był sposób jego funkcjonowania w środowisku. Miał niespełna 35 lat, gdy w Krakowie dano mu pod opiekę – w pierwszej poważnej pracy! – Wisłę. Dla faceta, który wcześniej biegał po boiskach co najwyżej (ówczesnej) drugiej ligi, to była niezła lekcja. „Panie trenerze: to my gramy, a pan w piłkę kopał” – miał usłyszeć od medalistów MŚ’74, gdy na „dzień dobry” po wejściu do wiślackiej szatni opowiadał im o klubach, w których grał. Może dlatego od tamtej pory zawsze – przez niemal 40 lat - witał podopiecznych już tylko głośnym „dzień dobry” i pilnie nasłuchiwał, czy pada grzeczna odpowiedź! A swoją drogą – owych medalistów to właśnie On zaprowadził po mistrzostwo Polski!
Orest Lenczyk nie żyje. Legenda polskiego sportu pożegnana we wzruszających słowach, piękna reakcja w internecie
Owe 37 lat dzielących pierwszy i ostatni mecz na ekstraklasowej ławce, 29 sezonów w elicie, ponad 580 gier o mistrzowskie punkty - to wciąż rekordy. Może się do nich zbliżyć Waldemar Fornalik, ale to też będzie pewien hołd dla Lenczyka; bo tylko o Nim eksselekcjoner mówi: „Mój mentor”.
„Wstawałem o 5 rano. Często człowiek był zmęczony za kółkiem, dwa albo trzy razy byłem na pograniczu wypadku; równie dobrze mogłem już pójść już do nieba albo do... piekła” – to jeden z Jego ostatnich wywiadów, rok temu dla „Super Expressu”. My nie mamy wątpliwości: poszedł do nieba. Oby skutecznie wsparł stamtąd naszych na EURO…