Grzegorz Lato: Robert Lewandowski nie jest zachłanny na gole

2020-05-23 11:33 Piotr Dobrowolski
Grzegorz Lato
Autor: Artur Hojny Grzegorz Lato

Cała Bundesliga żyje pościgiem Roberta Lewandowskiego (32 l.) za nieziemskim rekordem 40 goli w sezonie wyśrubowanym przez Gerda Mullera (75 l.) w 1971 roku. Żeby kapitan reprezentacji Polski prześcignął legendę Bayernu Monachium, musi strzelić piętnaście bramek w ośmiu meczach, jakie pozostały do zakończenia ligi niemieckiej. O "Lewym", niesamowitym Mullerze i o tym jak zwalcza koronawirusa w bieszczadzkiej dziczy, rozmawialiśmy z królem strzelców mundialu w 1974 roku i byłym prezesem PZPN Grzegorzem Lato (70 l.).

Super Express: - W pierwszym meczu po wznowieniu rozgrywek Bundesligi, Robert Lewandowski zaczął pościg za Gerdem Mullerem planowo. Od gola w meczu przeciwko Unionowi Berlin.

Grzegorz Lato: - Union to typowy średniak. A z takimi gra się najgorzej. Bo mogą przegrać z każdym, ale na Bayern motywują się podwójnie. W myśl zasady – bij mistrza. 2:0 na wyjeździe to bardzo dobry wynik. Bawarczycy nie zachwycili, ale kto za tydzień będzie o tym pamiętał?! W świat poszedł wynik. Dobrze, że Robert trafił z karnego. Po kontuzji i długiej przerwie w grze, ten gol doda mu dodatkowej pewności siebie.

Dieter Hoeness, były napastnik Bayernu, dla SE: Lewandowski w czasie pandemii to skarb!

- Czy w ogóle jest realne, żeby Lewandowski w tak krótkim czasie, jaki pozostał do zakończenia sezonu w Niemczech, pobił rekord Mullera?

- Musiałby strzelać po dwie bramki w meczu. Trudna sprawa... Ale da się zrobić! Robert już pokazał, że może zdobywać po pięć goli w jednym spotkaniu, jak choćby z Realem Madryt w Lidze Mistrzów. Drużyna gra na niego, ona ma świadomość, że stoi przed może jedyną szansą w życiu, kto wie... Jeśli nie przytrafi mu się żaden uraz i podtrzyma regularność, to może się udać... Tylko Robert to normalny chłopak, któremu korba nie odbiła. Gra przede wszystkim o zwycięstwo Bayernu. Wiadomo, że pewnie chciałby prześcignąć Gerda i ma to gdzieś z tyłu głowy, ale najważniejszy jest wynik i mistrzostwo Niemiec. „Lewy” nie jest zachłanny na gole, jak choćby Preben Elkjaer Larsen, z którym z Włodkiem Lubańskim graliśmy w ataku Lokeren. Duńczyk był tak napalony na bramki, że każdą akcję kończył sam. Nikogo nie widział na boisku. Powiedziałem mu, że jak będzie takim samolubem, to więcej mu nie podam. W pewnym momencie wpadł w dołek. Nic nie mógł strzelić w czterech czy pięciu spotkaniach. I gramy mecz. Mijam gościa na prawym skrzydle, podnoszę głowę i widzę, że Larsen jest sam w polu bramkowym. Chwilę się zawahałem, ale ostatecznie dograłem mu piłkę, a on z tej złości, że nic mu dotąd nie wchodziło, tak huknął z pięciu metrów, że mało siatki nie rozwalił. Od tego czasu to był chłopak do rany przyłóż. Podawał, zagrywał, grał z drużyną. Tak jak teraz Robert.

Lewandowska znowu w ciąży

- Zna pan osobiście Gerda Mullera? Jaki to człowiek?

- Znaliśmy się z boiska. To Muller zabrał nam finał mistrzostw świata w 1974, strzelając zwycięską bramkę dla RFN w meczu na wodzie. Gerda kochała piłka. Był królem pola karnego. Jak dostał podanie w „szesnastce”, to był gol. Muller był skromny, nie wywyższał się. Traktował rywali z szacunkiem. Dlatego zawsze lubiłem grać przeciwko Niemcom czy Anglikom. Iskry leciały, była twarda, męska walka, ale fair. Największymi chamami byli Włosi. Pewni siebie, zarozumiali, pępki świata. A gdy im nie szło, to szczypali, pluli, obrażali. Muller przy nich to był klasa gość.

Jak zmieniali się sportowcy - Robert Lewandowski
Autor: PAWEŁ SKRABA/SUPER EXPRESS W 2018 jako kapitan Lewandowski wystąpił przeciwko Włochom

- Kto jest lepszy, Muller czy Lewandowski?

- Nie da się ich porównać. Inne czasy, inna piłka. Obaj są geniuszami, ale dla mnie i tak najlepszy na zawsze pozostanie Johan Cruyff. Ten chłopak potrafił z piłką zrobić wszystko. Co do Lewandowskiego, to jestem przekonany, że i w moich czasach byłby niesamowicie skuteczny. Jak ktoś umie grać w piłkę, to zawsze sobie poradzi. A Robert to diament. Dlatego boli mnie, że jest tak nisko klasyfikowany w światowych plebiscytach. Gdyby był Argentyńczykiem czy Brazylijczykiem, jestem pewien, że już nie raz wygrałby Złotą Piłkę. Przegrywa, bo jest Polakiem, a nasza nacja nie ma obecnie za wysokiej pozycji w świecie piłki.

- Kończąc, zdrowie dopisuje? Jak pan sobie radzi z koronawirusem?

- Schowałem się w Bieszczadach. Słoneczko świeci, 22 stopnie Celsjusza. Bajka. Wokół tylko wataha wilków, niedźwiedzie i dziki. Ale postawiłem pole minowe, więc jestem bezpieczny (śmiech). Oczywiście dbam o zdrowie. Na Podlasiu mają Ducha Puszczy, a my mamy jego brata, Ducha Bieszczad. Bardzo skuteczny środek do... odkażania rąk (śmiech).

Futbologia Przemka Ofiary 20.05

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Najnowsze